HISTORIA PIŁKARZY W SUBIEKTYWNYM UJĘCIU JzK

Dział o wszystkim niezwiązanym z żużlem
Jaskółka z KRK
Posty: 1333
Rejestracja: 10 wrz 2016, 8:41

Re: HISTORIA PIŁKARZY W SUBIEKTYWNYM UJĘCIU JzK

Post autor: Jaskółka z KRK »

HISTORIA PIŁKARZY UNII, WIDZIANA OCZAMI JzK - część 159.

PRZYGOTOWANIA DO SEZONU 1961 roku - TRZECIA W HISTORII KLUBU II LIGA.


MECZ TOWARZYSKI: BOLESŁAWIECKI KLUB SPORTOWY BOLESŁAWIEC - UNIA TARNÓW.

To się powtarza bez większych zmian od dziesięcioleci. Myślę, że większość klubów ma w szufladach wzór odpowiedzi na pytania dziennikarzy, czy kibiców: jak idą przygotowania do sezonu, jakie wzmocnienia i jakie osłabienia dotknęły sekcję ?. Odpowiedź niezmiennie brzmi /oczywiście o ile Klub w ogóle raczy odpowiedzieć/ : "Zespół, jak nigdy dotąd sumiennie i gorliwie przygotowuje się do nowego sezonu. Zawodnicy, świadomi oczekiwań, jakie towarzyszą ich przygotowaniom, dają z siebie wszystko, wylewają tony potu", itd. itp. Co niektórzy zapowiadają walkę o awans. W niektórych przypadkach taka zapowiedź to tzw. "pomroczność jasna".

Unia też nie szczędziła takich zapowiedzi, ale przynajmniej znajdowały one oparcie w potencjale zespołu i w jego postawie w poprzednich sezonach.
Na dodatek Unii nie dotknęło przed sezonem kadrowe trzęsienie ziemi, więc odpadł element zgrywania drużyny - zawodnicy znali się, niczym przysłowiowe "łyse konie".
W tamtych latach Unia w sparingach grała dobrze. I takiej też gry oczekiwano od Jaskółek w sparingu z drużyną BKS -u Bolesławiec. Mecz rozegrano w ramach obozu przygotowawczego w Jeleniej Górze.
Dzisiaj nazwa BKS Bolesławiec niewiele mówi, ale zespół ten w 1958 r. awansował do III ligi, w której od razu ulokował
się w środkowej i górnej części tabeli. To była mocna grupa. Grały w niej tak znane wówczas firmy, jak Górnik Wałbrzych, jego lokalny rywal Thorez Wałbrzych, Piast Nowa Ruda, czy rezerwy Śląska Wrocław. W tej ostatniej ekipie można było znaleźć nazwiska późniejszych znakomitych reprezentantów Polski: Lesława Ćmikiewicza i Władysława Żmudy. Była to więcej niż solidna drużyna, więc nie miała kłopotów ze znalezieniem sparingpartnerów. W tamtych latach towarzysko grały z Bolesławcem takie marki, jak Wisła Kraków, Gwardia Warszawa, Śląsk Wrocław, czy nieco później Górnika Zabrze /w 1963r./. Ten ostatni zespół nie najlepiej wspomina sparing z BKS - em, z którym przegrał 0:1.

Unia nie zawiodła i sparing z BKS Bolesławiec potraktowała poważnie i po dobrej grze wygrała 2:1. To była wiadomość o wiele istotniejsza od kolejnego komunikatu o stanie przedsezonowych dziarskich przygotowań !. Przygotowując się do opisu sezonu 1961r. też wylałem tony potu, podszedłem do tematu ambitnie i z wielkim zapałem, a więc nie powinno być źle.

Jaskółka z KRK
Posty: 1333
Rejestracja: 10 wrz 2016, 8:41

Re: HISTORIA PIŁKARZY W SUBIEKTYWNYM UJĘCIU JzK

Post autor: Jaskółka z KRK »

HISTORIA PIŁKARZY UNII, WIDZIANA OCZAMI JzK - część 160.

PRZYGOTOWANIA DO SEZONU 1961 roku - TRZECIA W HISTORII KLUBU II LIGA.

KOLEJNY MECZ TOWARZYSKI: UNIA TARNÓW - RESOVIA RZESZÓW.

Jeśli spotkanie z Bolesławcem potraktowano poważnie, to mecz z Resovią, która niedawno uległa Hutnikowi w I rundzie baraży o II ligę,
potraktowano superpoważnie.

Trener Bielecki w I połowie posłał do boju: Czekanowskiego, Tyliszczaka, Mazurka, Palembę, Guzego, Nowaka, Witka, Spodzieję, Rusinka, Dubiela i
Goska, zaś w drugiej: bramkarza Edwarda Janusza, Żywca, Białasa, Burkata, Zachariasza, Kuciewicza, Stósa, Leśniaka, Kalembę, Kotwę i Krakowskiego. Prawie pełny przegląd kadr.

Resovia musiała się w latach 60. zadawalać mianem solidnego trzecioligowego zespołu /obecnie poziom 2 ligi/. Jako ciekawostkę można podać fakt, że w okresie od 1960 - 1976/1977r., czterokrotnie ocierała się o 2 ligę. Na ocieraniu się skończyło, gdyż cztery razy przegrała baraże o awans do 2 ligi.

Zapowiadał się więc ciekawy sparing, oczywiście ze wskazaniem na Unię, jako faworyta. Tymczasem na boisku Resovia w ogóle nie zaistniała. Unia potraktowała mecz jako ostre przetarcie przed sezonem. Na nic nie pozwoliła zespołowi z Rzeszowa. Może zwrot "na nic" nie jest do końca właściwy, wszak Resovii pozwolono wyjść na boisko i po 90 minutach z niego zejść, a raczej wypełznąć.

Pozwolono też na ośmiokrotne wyjmowanie piłki z siatki, Unia bowiem wygrała ten sparing aż 8:0 /6:0/ !!!.

Gole zdobyli: Nowak i Dubiel po dwa oraz po jednym: Rusinek, Witek, Białas i Kalemba. Pomimo wielce życzliwego wsparcia ze strony kibiców, swojej
bramki nie zdobył Spodzieja, którego powrót po dłuższej absencji, witano z wielkimi nadziejami. Ale i on miał przebłyski, znamionujące
powrót do dawnej, znakomitej dyspozycji.

Ponoć załamane wynikiem kierownictwo Resovii, w kolejnych latach odsyłało bez otwierania koperty z Tarnowa, zawierające propozycje rozegrania sparingów. Przynajmniej tak twierdzili kibice Jaskółek.

Oczywiście wiedza o poczynaniach Unii w II lidze i udanych sparingach w 1960r. była powszechnie znana. Kiedy więc do Unii zwrócono się o sprawdzenie stanu przygotowań zespołu z polskiej ekstraklasy /ówczesna 1 liga/ nie wywołało to zdziwienia. No to czeka nas sparing z Cracovią, bo to właśnie ona upatrzyła sobie Jaskółki za rywala na ostatniej prostej przygotowań do nowego sezonu.

Jaskółka z KRK
Posty: 1333
Rejestracja: 10 wrz 2016, 8:41

Re: HISTORIA PIŁKARZY W SUBIEKTYWNYM UJĘCIU JzK

Post autor: Jaskółka z KRK »

HISTORIA PIŁKARZY UNII, WIDZIANA OCZAMI JzK - część 161.

PRZYGOTOWANIA DO SEZONU 1961 roku - TRZECIA W HISTORII KLUBU II LIGA.

KOLEJNY MECZ TOWARZYSKI: CRACOVIA - UNIA TARNÓW.

Aż 3 tysiące widzów przyszło zobaczyć przedsezonową formę "Pasów". Unia do meczu przystąpiła osłabiona brakiem Rusinka i bardziej doświadczonego od Sienkiewicza bramkarza Czekanowskiego. W sprawdzianie udział wzięli: Sienkiewicz, Tyliszczak, Mazurek, Palemba, Guzy, Nowak,
Witek, Kotwa /Leśniak/, Spodzieja, Dubiel /Stós/, Gosek.

W zespole Cracovii zagrał m.in znany nam już Krzysztof Hausner.

I to on właśnie na początku meczu, po ładnych zwodach, przedostał się w pobliże naszej bramki. Na jego drodze stanął Mazurek, który
postanowił twardo potraktować niedawnego klubowego kolegę. Zderzenie obu zawodników, niewątpliwie sprokurowane przez Mazurka, zakończyło się wysłaniem Hausnera na orbitę, z której po jakimś czasie powrócił na murawę.
Leżakowanie na niej zabrało mu nieco więcej czasu, niż powrót z orbity. Sędzia całe zdarzenie potraktował jako męską walkę o piłkę
i pozwolił grać dalej. Mazurek zdawał się wyglądać na równie jak Hausner zdziwionego decyzją sędziego, ale nie dał tego za bardzo po
sobie poznać. Zdradziło go tylko to, że po swoim wejściu w rywala, jakby zwolnił ruchy i szykował się do zajęcia miejsca w
"murze". Mazurek osiągnął "dwa w jednym" - po pierwsze odebrał piłkę Hausnerowi, po drugie odebrał mu, przynajmniej
na jakiś czas, ochotę do gry. Grający zdecydowanie i twardo Mazurek nie raz osiągał taki efekt i myślę, że mógłby dziś swobodnie występować w
reklamie szamponu o wspomnianej formule "dwa w jednym". Zresztą
Mazurek miał piękną, czarną czuprynę, wszystko by więc pasowało. No dobra, ale wróćmy z salonów fryzjerskich na salony piłkarskie.
Hausnerowi trzeba oddać, że z czasem zaczął znowu grać odważnie i ambitnie.

Generalnie jednak to Unia miała więcej z gry i prezentowała się lepiej od rywala. Cracovia jakby nie wkładała w ten mecz maksimum umiejętności
i woli walki, której Unistom nie zbywało. Zaskoczeniem była nieporadność gospodarzy w wypracowywaniu sobie sytuacji podbramkowych.
Tych więcej miały Jaskółki. Niestety bez widocznego efektu.

Przykładowo: po ładnym dryblingu Witka, piłka trafiła na 7 metr do Spodziei, ale ten huknął jak z armaty ponad poprzeczką. Także
niepilnowany Dubiel z bliskiej odległości przymierzył wprost w bramkarza. W końcu jednak sprawiedliwości stało się zadość !.

Lepiej grające Jaskółki w 72 minucie meczu, dzięki celnemu strzałowi Witka zdobyły prowadzenie !. Było 1:0 dla Unii. To podrażniło Cracovię,
która zaczęła przejawiać większą ochotę do gry. Z kolei Unia nie miała ochoty na utratę gola i dzięki temu, niezbyt przekonujący atak
pierwszoligowca, nie zdobył żadnej bramki. Sparing zakończył się wielką niespodzianką w postaci wygranej Unii !!!.

Myślę, że po tym sparingu w sekretariacie Unii przestano otwierać koperty z logo Cracovii - kto by tam chciał grać z cieniasami !.

W tym miejscu uprzedzę fakty - nieoczekiwana przegrana w sparingu z Unią nie wpłynęła negatywnie na losy Cracovii w jej meczach na najwyższym krajowym poziomie.
"Pasy" co prawda nie zrobiły furory w ekstraklasie, to jednak obroniły byt ligowy i na 14 zespołów zajęły 11 miejsce. Kilka
ich występów zwróciło uwagę, jak choćby remis w Poznaniu z Lechem 1:1, pokonanie tej drużyny u siebie 6:2, wygrana 2:1 w Łodzi z ŁKS - em,
czy sensacyjna wygrana z późniejszym wicemistrzem Polski - Polonią Bytom i to na jej terenie 2:1 !.

A jak spisał się zwycięzca Cracovii, czyli zespół Unii w sezonie 1961 r. ?. O tym już w kolejnych odcinkach - okres przygotowań czas zakończyć i
wybrać się z Unią na inauguracyjne spotkanie !!!. Gdzie ?! - oj, bardzo daleko, bo aż do Pogonii Szczecin !!!.

Jaskółka z KRK
Posty: 1333
Rejestracja: 10 wrz 2016, 8:41

Re: HISTORIA PIŁKARZY W SUBIEKTYWNYM UJĘCIU JzK

Post autor: Jaskółka z KRK »

HISTORIA PIŁKARZY UNII, WIDZIANA OCZAMI JzK - część 162.
1961 rok - TRZECIA W HISTORII KLUBU II LIGA.

1 kolejka - POGOŃ SZCZECIN - UNIA TARNÓW

Na meczu w Szczecinie znalazłem się dzięki determinacji Praszczura, który przekonał rodzinkę, że tak długi wyjazd wpłynie pozytywnie na rozwój młodego organizmu. Z rzeczy rozwijających, młody organizm zapamiętał jakieś pociągi, jakieś przesiadki, tłok, senne godziny. I miejsce w którymś z pociągów w okolicy wagonowej toalety. Wyjechaliśmy dzień wcześniej, wróciliśmy dwa dni później, bo Praszczurowi pomyliły się powrotne połączenia. Nic to, najważniejsze było, by wrócić do Tarnowa na kolejną rundę.
Praszczur pomylił się jeszcze w jednym - liczył na 2 zwycięskie punkty za ... walkower. Faktem jest, że Pogoń Szczecin dosięgnęła seria walkowerów za grę nieuprawnionego zawodnika. Tu pomyłka Praszczura była równie dotkliwa, jak ta z powrotem. Walkowery miały bowiem miejsce w 1955r., Pogoń występowała wówczas pod nazwą Kolejarza i w marcu 1961r. ani myślała o powtórce błędów z przeszłości.

Podróż była długa, więc był czas na przeglądnięcie zapisków Praszczura i wyników sparingów innych drugoligowych rywali Unii. Zadziwiała Garbarnia, która pokonała Płaszowiankę 7:0 /6:0/ po golach Grabowskiego /hat trick/, Karpiela /dwa/ i po 1 golu Cholewy i Jasiówki.
Garbarnia dobrą dyspozycję potwierdziła w meczu ze świeżo upieczonym mistrzem Polski Ruchem Chorzów, wygrywając, w obecności 5 tysięcy
widzów, po golu Jasiówki 1:0 !. "Brązowi" nie dali też szans III - cio ligowej Gedanii Gdańsk wygrywając z nią 4:0 /1:0/ po dwóch bramkach Grabowskiego i Jasiówki.

Dobre przygotowanie do sezonu zgłaszał też Wawel Kraków, który zremisował z Cracovią, na jej stadionie, 1:1.
Wisła Kraków przeegzaminowała także innego rywala Unii, a mianowicie Śląsk Wrocław. Śląsk egzamin oblał i przegrał u siebie 0:6 /0:4/ !.
Nie przekonał swoją postawą także Naprzód Lipiny, który poległ na stadionie Cracovii 0:4.

Ze sparingów drużyn z III ligi odnotować należało stosunkowo szybkie odbudowanie się po nieudanych barażach, zwłaszcza psychiczne, Hutnika N. Huta, który m.in. wygrał towarzyski mecz z groźną Victorią Jaworzno /3:1/.

Ale - uwaga, uwaga - zbliżamy się już do stacji Szczecin !. Emocje rosły - wiadomo, piękne portowe miasto, a przy tym owiane nimbem pewnego zepsucia i to nie tylko w portowych zaułkach.
Pogoń powstała w 1948 r. jako "Sztorm", przemianowany wkrótce na "Związkowca". Niewiele czasu potrzebowali w Szczecinie, by
narozrabiać i trafić na czołówki gazet. Już bowiem w 1950 r. "Związkowca" rozwiązano za nadużycia finansowe !. Z takiego łona zrodził się wspomniany "Kolejarz", który przemianowano potem na "Pogoń" /nawiązano tym samym do Pogoni Lwów/.

Stadion robił potężne wrażenie, bo zasiadło na nim około 20 tysięcy widzów. Pewnie jako jedyni mieliśmy sporo luzu wokół siebie, godziny spędzone koło toalety zrobiły swoje. Osobiście przychylałem się do wersji o nadzwyczajnej gościnności Szczecinian.
Pogoń była spadkowiczem z ekstraklasy i Unia trafiła na moment przebudowy jej składu. Na murawę wybiegło wielu młodych graczy. Był wśród nich zawodnik z którym wiąz.ano duże i spełnione później nadzieje - Marian Kielec. W Pogoni zadebiutował w maju 1959r. Wkrótce później popisał się hat trickiem w wyjazdowym meczu z Cracovią. Jeszcze w tym samym roku powtórzył wyczyn w spotkaniu z Legią Warszawa. Podczas swojej kariery zdobył w ekstraklasie /niezmiennie dla Pogoni/ 81 bramek. Wypracował sobie przydomek 'Czarna Perła' z uwagi na podobny styl gry do słynnego, posiadającego nieziemską technikę Portugalczyka Eusebio. Miał też ciemną karnację skóry, urodził się w ogóle w Rumunii w 1942r., w czasie emigracji jego rodziny. Nie miał tylko szczęścia do Reprezentacji - zagrał w niej tylko 1 raz.

Markotny Praszczur odnotował w swoich zapiskach: "sprawdziłem, niestety Kielec był uprawniony do gry z Unią'.

Kocioł zagotował się, na murawę wybiegli piłkarze Jaskółek. Także sami uprawnieni. Zagraliśmy w składzie:
Sienkiewicz, Tyliszczak, Mazurek, Palemba, Guzy, Nowak, Witek, Kotwa, Rusinek, Gosek /Dubiel/, Spodzieja.

cdn.

Jaskółka z KRK
Posty: 1333
Rejestracja: 10 wrz 2016, 8:41

Re: HISTORIA PIŁKARZY W SUBIEKTYWNYM UJĘCIU JzK

Post autor: Jaskółka z KRK »

HISTORIA PIŁKARZY UNII, WIDZIANA OCZAMI JzK - część 163.
1961 rok - TRZECIA W HISTORII KLUBU II LIGA.

1 kolejka - POGOŃ SZCZECIN - UNIA TARNÓW

Od razu było widać, że w zespole gospodarzy są zawodnicy, którzy "liznęli" pierwszoligowej piłki. To oni nadawali ton grze i przewyższali nas doświadczeniem. Jednak pierwsze minuty spotkania przebiegały pod znakiem badania się obu zespołów, przy czym gry nie ułatwiał mocny
wiatr. Unia rzuciła na szalę nie tylko swoje umiejętności, ale też zadziorność i ambicję. Dobrze spisywał się Sienkiewicz, który zajmował się głównie wyłapywaniem dośrodkowań. Udawało Mu się skutecznie wyprzedzać napastników Pogoni. Unii również udawało się przebijać na przedpole Pogoni, ale tu na wysokości zadania stawał blok obronny i bramkarz Zygmunt Mendalko. Miał już w swoim CV wiele występów w zespołach Polski północnej /Gram Gdynia, Gedania i Wybrzeże Gdańsk/. Po rozstaniu z Pogonią, bronił od 1962 r. barw Lecha Poznań, następnie Arkonii Szczecin, Pogoni Barlinek i Arki Gdynia. W początkowej fazie meczu w zasadzie tylko raz się pomylił. Po centrze Goska, źle obliczył dystans dzielący go od piłki, skutkiem czego przeszła ona nad rozpaczliwie wyciągniętymi rękoma. Niestety, żaden z Unistów nie czekał na bezpańską piłkę i nie zamykał tej akcji. W 15 minucie meczu Mendalko zapewne przeżył trudny moment, gdy rozpędzony Rusinek w polu karnym omal nie sięgnął mocnej centry. Swój kunszt pokazał po może niezbyt mocnym, ale precyzyjnym "szczurze" Spodziei. Piłka zmierzała po murawie w okolice wewnętrznej części słupka, ale interwencja bramkarza była wzorcowa.
Z drugiej strony boiska rzucała się w oczy dobra współpraca pomocników /łączników/ z napastnikami. Ten element gry nieco kulał w wydaniu Unii. Na domiar złego pomocnicy Pogoni nie tylko szybko rozprowadzali akcje zespołu, ale na dodatek razili naszą bramkę celnymi uderzeniami.

Ale to nie oni wystąpili w głównej roli. Ta przypadła prawoskrzydłowemu Romanowi Jaworskiemu. Szybkimi dryblingami wprowadził zamieszanie i bałagan w naszej defensywie. Nie na darmo zwano Go "Złotą Nóżką". Zresztą nie tylko Unistów przyprawił o palpitacje serca. Procentowało u niego doświadczenie zdobyte w barwach Legii Warszawa w 1954r. u boku ówczesnych tuzów polskiej piłki: Ernesta Pola /Pohl/ i Lucjana Brychczego. Miał się od kogo uczyć. Pol był 46 -cio krotnym reprezentantem Kraju /strzelił 39 goli/, a w lidze doszedł do Klubu Stu z dorobkiem 186 bramek. Z kolei Lucjan Brychczy reprezentował Polskę w w 58 meczach, a w lidze złowił 182 gole. Nie dziwmy się więc, że Jaworski mając takich nauczycieli, nie raz i nie dwa wprawiał Unistów w stan lekkiego zadziwienia. Swoją akcję spuentował golem.

Unia przegrywała 0:1.

Po utracie bramki Jaskółki dwoiły się i troiły, ale mimo upływu czasu nie wyrównały stanu meczu.

Na domiar złego w 40 minucie tracimy drugiego gola. Strzał oddał Marian Kielec. Na dobrą pozycję strzelecką wyprowadził Go Jaworski. Na linii lotu piłki uderzonej przez Kielca nieszczęśliwie znalazł się bodajże Guzy. Rykoszet i przegrywamy 0:2.
Ze spuszczonymi głowami opuszczamy murawę na przerwę.

W drugiej połowie tempo meczu przybiera na sile. Unia daje z siebie wszystko, gra ofiarnie, ale brakuje bramkowego wykończenia.
W 83 minucie stadion "gaśnie". Wprowadzony za Goska, bardzo aktywny i dojrzale grający Dubiel zdobywa kontaktowego gola !. Jest już tylko 2:1 dla Pogoni. Konsternacja w szeregach gospodarzy.

Zostaje nam 7 minut na odrobienie strat !. Jaskółki oczywiście dążą do wyrównania, które niespodziewanie pojawia się w zasięgu naszych
możliwości. Siłą rzeczy rozluźniamy nasze szyki obronne, wszystko stawiamy na jedną kartę i na to tylko czekał doświadczony, 30 letni pomocnik Rafał Anioła, który już z niejednego pieca jadał piłkarski chleb /był graczem Lecha Poznań, Stali Mielec i Stali Rzeszów/. W 86 minucie znalazł się tam, gdzie powinien, uderzył w piłkę, tak jak powinien i zdobył gola dla Pogoni !.
3:1 dla gospodarzy !!!. 3 minuty nadziei dla Unii zakończyły się golem dla faworytów spotkania.
Unii nie udało się już odpowiedzieć celnym trafieniem.
Mecz przegraliśmy, ale ambicja naszych piłkarzy i przyzwoita postawa, pozwalały na snucie optymistycznych prognoz na przyszłość !.

Mam przed sobą pożółkły wycinek ze sportowej gazety "Tempo". Dziennikarz obwieszczał w nim, że poziom meczu był tak wysoki, że obu zespołom należało wróżyć walkę o I ligę.
Chętnie podpisałbym się pod tym wieszczeniem, ale ocena tego meczu, dokonana przez Praszczura, nie była aż tak wysoka, choć i On docenił tempo pojedynku i ducha walki Jaskółek. A ponieważ Praszczur "miał oko" do czytania gry, przywołuję dziś i Jego opinię.

CDN.

Jaskółka z KRK
Posty: 1333
Rejestracja: 10 wrz 2016, 8:41

Re: HISTORIA PIŁKARZY W SUBIEKTYWNYM UJĘCIU JzK

Post autor: Jaskółka z KRK »

HISTORIA PIŁKARZY UNII, WIDZIANA OCZAMI JzK - część 164.
1961 rok - TRZECIA W HISTORII KLUBU II LIGA.

JESZCZE KRÓTKIE WSPOMNIENIE PO MECZU Z POGONIĄ SZCZECIN

Jakby wynik meczu i dwudniowy powrót ze Szczecina to było za mało, to po powrocie prawie dosłownie wybuchła bombowa informacja. Oto prasa alarmowała: w obrębie stadionu Pogoni Szczecin przypadkowo znaleziono najpierw jedną, potem drugą i trzecią bombę. Co będę się bawił w detaliczne wymienianie znaleziska - łącznie bomb i pocisków z II wojny światowej było około 50 o wadze 1,5 tony !!!.
Wystarczyłoby w w sam raz na 20 tysięcy i dwóch z Tarnowa. A mnie tam cały czas coś w bok uwierało. Praszczur stawał na głowie, by prasa nie dotarła do rąk mojej rodzinki.

Kibice Pogoni mają w swoim hymnie m.in. slowa:
"My Portowcy, My Portowcy - Jeden Dziewięć Cztery Osiem" /mój dopisek - to data założenia klubu/
Naszej Historii to początek jest !".

Po tym incydencie z bombami, który zapadł mi w pamięć uważam, że w hymnie powinno być zamiast 1948, odliczanie: dziesięć, dziewięć,
osiem, siedem ...

Na kolejne wyjazdy Praszczur taszczył ze sobą mnie i wykrywacz min oraz tabliczki z naszymi grupami krwi.

Wyjątek stanowiły Lipiny, gdzie zabierało się ze sobą testament.

CDN,

Awatar użytkownika
montague
Posty: 46
Rejestracja: 07 mar 2025, 16:29

Re: HISTORIA PIŁKARZY W SUBIEKTYWNYM UJĘCIU JzK

Post autor: montague »

Witaj, Jaskółko z Krakowa widzę że Ciekawostki piszesz świetne. nie myślałeś o wydaniu książki o Unii Tarnów?
świetny wątek ! pozdrawiam

Jaskółka z KRK
Posty: 1333
Rejestracja: 10 wrz 2016, 8:41

Re: HISTORIA PIŁKARZY W SUBIEKTYWNYM UJĘCIU JzK

Post autor: Jaskółka z KRK »

HISTORIA PIŁKARZY UNII, WIDZIANA OCZAMI JzK - część 165.

1961 rok - TRZECIA W HISTORII KLUBU II LIGA.

POZOSTAŁE WYNIKI 1 KOLEJKI

Najwyższe zwycięstwo odniosła Unia Racibórz nad Stalą Rzeszów 4:0. Ciekawie było w Poznaniu, gdzie miejscowa Olimpia przegrała z Arkonią Szczecin
2:3.
Do niespodzianek zaliczono remis beniaminka Lublinianki z mocną Gwardią Warszawa 2:2 oraz nieoczekiwaną wygraną Naprzodu Lipiny w Gdyni z Arką 2:0.
Polonia Warszawa uległa Śląskowi Wrocław 0:2, MZKS Krosno /dawna Legia/ wygrał z Bałtykiem Gdynia 1:0, Calisia Kalisz przegrała z Wawelem 0:1.

Nasz najbliższy rywal, czyli Piast Gliwice wygrał z Garbarnią Kraków 1:0. Jaskółki - o czym już wiemy - przegrały w Szczecinie z Pogonią 1:3.

PS - montague - dziękuję i odwzajemniam pozdrowienia - nie, nie mam takiego zamiaru, ale gdybym miał coś przyoblec w formę książki, to raczej na inne tematy - oj, działoby się ...

Jaskółka z KRK
Posty: 1333
Rejestracja: 10 wrz 2016, 8:41

Re: HISTORIA PIŁKARZY W SUBIEKTYWNYM UJĘCIU JzK

Post autor: Jaskółka z KRK »

HISTORIA PIŁKARZY UNII, WIDZIANA OCZAMI JzK - część 166.

1961 rok - TRZECIA W HISTORII KLUBU II LIGA.

2 KOLEJKA: UNIA - PIAST GLIWICE

To, że na wyjazdy brało się odpowiedni ekwipunek, z testamentem włącznie, to już wiadomo. Teraz powinienem zaspokoić ciekawość tych, którzy oczekują identycznego wykazu, z tym że tyczącego gier w Tarnowie. On się różnił w poszczególnych tygodniach.

Na mecz z Piastem Klub zabezpieczył masę słodyczy. Czegóż tam na stadionie Unii nie było: i marcepany i bita śmietana i czekoladowe lody. Brakowało tylko kogucików na druciku. Bo cukrowa wata też była.
Sama słodycz !. Tak to się kiedyś dbało o podniebienie kibica.

Oczywiście łakocie zostały "przyniesione" pod postacią poziomu gry: z boiska biła słodycz na najwyższym poziomie. Jeśli któryś z dziennikarzy po meczu w Szczecinie uznał, że oba zespoły zaprezentowały poziom ekstraklasowy, to zachowując wszelkie porównania poziomów gier, mecz Unia - Piast, powinien zakwalifikować do poziomu europejskiego !. Uprzedzę fakty i odnotuję, że tym razem notatki, którymi dysponuję, w pełni pokrywają się z pomeczowymi relacjami w gazetach. Zachwytom nie było końca.
Dotyczy to gry obu zespołów, z tym, że optycznie Unia prezentowała się jednak lepiej.

PIERWSZA POŁOWA:

Unia zagrała w tym samym składzie, co w Szczecinie, z tym że na boisku nie zobaczyliśmy Goska, którego od pierwszych minut zastąpił Dubiel.
Jaskółki grały szybko i zdecydowanie, często kończyły swoje akcje celnymi strzałami. Nieco brakowało akcji na skrzydłach, ale i te pojawiły się w drugiej odsłonie.
Piast także walczył na całego, ale miał ograniczoną swobodę, jako że Uniści dosyć ściśle kryli rywali. 3 tysiące widzów z przyjemnością oglądało wzorową współpracę poszczególnych formacji, w których nie było słabych punktów.

Bohaterem całego meczu okrzyknięto bramkarza Franciszka Steina z Piasta. Znakomicie radził sobie i na przedpolu i na linii bramkowej. Miał już zresztą ugruntowaną, dobrą opinię, w Piaście bronił od 1958r. I choć później pojawiał się w barwach Piasta /dotarł z drużyną do finału Pucharu Polski/ to 1961 roku chyba nie wspominał najlepiej. W bramce, gdzieś tak od maja 1961r. "zluzował" go Jerzy Apostel. Nic dziwnego - bramkarz Apostel, obok takich późniejszych sław, jak legendarny piłkarz Legii Warszawa Janusz Żmijewski, czy kolejna legenda, tym razem z Górnika Zabrze Zygfryd Szołtysik, wywalczył w Mistrzostwach Europy U -18 srebrny medal.
Występ Steina w Tarnowie zapamiętali jednak działacze ówczesnej Unii. Wiele lat po opisywanym meczu, Franciszek Stein bronił barw ... Unii Tarnów.

Z ciekawszych okazji odnotować należy pięknego rogala ze skrzydła w wykonaniu Witka, po którym gwałtownie opadająca nad polem karnym piłka,
sprawiła niemało kłopotów Steinowi, który jednak szczęśliwie wypiąstkował ją w pole.
Była też płynna dwójkowa akcja Witka i Rusinka, którzy "rozprowadzili" całą obronę Piasta, a jej finałem było lekkie, techniczne podniesienie piłki przez Witka, które miało umożliwić Rusinkowi oddanie strzału z woleja. I fenomenalny strzał z powietrza miał miejsce, niestety futbolówka przeszła minimalnie nad poprzeczką.
Były też soczyste strzały kolejno Rusinka, Kotwy i Dubiela, z których każde uderzenie miało prawo zakończyć się golem. Niestety Stein nie znał tego prawa i po desperackich robinsonadach wszystkie te strzały sparował !.

Piast takich okazji sobie nie wypracował, po części dlatego, że gorzej od Unii operował długimi, zaskakującymi podaniami i nieco gorzej
budował swoje akcje w głębi pola.

Był więc kawał dobrego futbolu, była cukrowa wata, ale nie było wisienki na torcie. Nie było bowiem goli. Pierwsza połowa zakończyła się remisem 0:0.
Czy w drugiej połowie wisienka się pojawiła ? - o tym dowiemy się już jutro.

Jaskółka z KRK
Posty: 1333
Rejestracja: 10 wrz 2016, 8:41

Re: HISTORIA PIŁKARZY W SUBIEKTYWNYM UJĘCIU JzK

Post autor: Jaskółka z KRK »

HISTORIA PIŁKARZY UNII, WIDZIANA OCZAMI JzK - część 167.

1961 rok - TRZECIA W HISTORII KLUBU II LIGA.

2 KOLEJKA: UNIA - PIAST GLIWICE - 2 POŁOWA

Najwyraźniej w przerwie Trener gości uznał, że jego podopieczni zbyt łatwo oddają Unistom środkową strefę boiska.
Piast dokonał istotnych roszad. Wycofali prawoskrzydłowego Respondka i w jego miejsce posłali do "tarnowskiej cukierni" pomocnika Chroboka. Zagęścili środek murawy.
Ten manewr miał przynieść cudowne owoce, a tymczasem na niewiele się zdał. Unia zorientowała się w zamiarach rywala i nie tylko nadal grała długimi, precyzyjnymi przerzutami, ale coraz częściej zagęszczony środek omijała pokazową grą bokiem boiska i skrzydłami.

W 58 minucie na techniczną centrę zdecydował się Spodzieja. Piłka szczęśliwie ominęła gracza z obrony Piasta, który poza polem karnym
bez powodzenia próbował ją zagarnąć ręką i trafiła do Rusinka. Ten ostatni sposobił się do natychmiastowego strzału, ale zauważył
wpadającego na jeszcze lepszą pozycję Dubiela. Dubiel gubi obrońcę, a Rusinek popisuje się klasycznym podaniem w uliczkę, na dobieg. Obrońcy
Piasta są bezradni, przelatująca pomiędzy nimi piłka trafia do rozpędzonego Dubiela, lekkie podniesienie głowy, krótki rzut oka w kierunku Steina, uderzenie i Stein nie poddaje się, próbuje sięgnąć piłki, wyczuł zamiary strzelca, ale tej piłki nie jest w stanie wybronić ! GooooL !!!. Goool !!!. Unia
prowadzi z Piastem 1:0 !!!.

Ale to nie był koniec emocji, Piast nie złożył broni. Król strzelców 2 ligi z 1957r. Ewald Dera szarpał grę do przodu, jakby dopiero co wszedł na murawę. Każda Jego akcja wywoływała "gęsią skórkę" u kibiców Unii. Wszyscy znali potencjał Dery, łącznie z atomowym uderzeniem wieńczącym wiele Jego błyskotliwych akcji. To nie była bajka z krainy mchu i paproci, ale fakt z jego występu w 1957r. w 2 lidze przeciwko Concordii Knurów. Kiedy Dera w tym meczu składał się do mocnego uderzenia, nogę do piłki dołożył jeden z obrońców rywali. Uderzenie było tak mocne, że piłka ... pękła !. Obrońcy Unii jednak nie pękali.
Dzielnie wspomagał Derę Hubert Skowronek. Może nie był nadzwyczajnym strzelcem, ale w polu mało kto w 2 lidze Mu dorównywał. Siał spustoszenie na skrzydle, technicznymi zagraniami wspomagał czyhającego na strzelecką okazję Derę. Nie koloryzuję. Skowronka wypatrzyły w kolejnych latach kluby ekstraklasy, został dwukrotnym Mistrzem Polski z Górnikiem Zabrze. Choć w niepełnym wymiarze, ale zagrał w barwach Zabrzan w słynnym finale Pucharu Zdobywców Pucharów przeciwko Manchesterowi City. Ale ówczesna Unia nie pękała i przed takimi sławami !.

Już żadnej z drużyn nie udało się zmienić korzystnego dla Jaskółek wyniku !. Umiejętności Piasta w tym dniu nie wystarczyły na Unię !.

Wychodzącym ze stadionu uszczęśliwionym kibicom Jaskółek, spływała po brodach, a to rozpuszczona chałwa, a to cukrowa wata. Było słodziutko
!!!. A mówią, że cukier nie jest zdrowy.

Jaskółka z KRK
Posty: 1333
Rejestracja: 10 wrz 2016, 8:41

Re: HISTORIA PIŁKARZY W SUBIEKTYWNYM UJĘCIU JzK

Post autor: Jaskółka z KRK »

HISTORIA PIŁKARZY UNII, WIDZIANA OCZAMI JzK - część 168.

1961 rok - TRZECIA W HISTORII KLUBU II LIGA.

POZOSTAŁE WYNIKI i TABELA.

WYNIKI 2 KOLEJKI; sezon 1961 r.
Zaskakiwało Krosno, które odniosło kolejne zwycięstwo, tym razem w Kaliszu 4:1, z dobrej strony pokazała się też Garbarnia wygrywając aż 4:0 z
mocną Unią Racibórz
Śląsk Wrocław odprawił z kwitkiem niedawnego zwycięzcę Jaskółek - Pogoń Szczecin 4:2. Po raz kolejny zadziwiła Lublinianka /to ta drużyna, która w barażach okazała się wraz z Arką lepsza od Hutnika N. Huta/, która pokonała w Gdyni Bałtyk 2:0 !.
Poza tym: Arkonia Szczecin - Arka Gdynia 2:0, Stal Rzeszów - Wawel Kraków 2:0, Naprzód Lipiny - Polonia Warszawa 1:0, Gwardia Warszawa - Olimpia Poznań 4:0.

TABELA PO 2 KOLEJKACH:

1-4/ Arkonia, Krosno, Śląsk oraz Naprzód - po 4 pkt;
5-6/ Gwardia W-wa i Lublinianka - po 3 pkt;
7-13/ UNIA TARNÓW, Pogoń Szczecin, Unia Racibórz, Garbarnia, Wawel, Stal, Piast Gliwice - po 2 pkt;
14-18/ Polonia W-wa, Calisia, Arka, Bałtyk i Olimpia - po 0 pkt.

Jaskółka z KRK
Posty: 1333
Rejestracja: 10 wrz 2016, 8:41

Re: HISTORIA PIŁKARZY W SUBIEKTYWNYM UJĘCIU JzK

Post autor: Jaskółka z KRK »

HISTORIA PIŁKARZY UNII, WIDZIANA OCZAMI JzK - część 169.

1961 rok - TRZECIA W HISTORII KLUBU II LIGA.

3 KOLEJKA - UNIA RACIBÓRZ - UNIA TARNÓW - 1 POŁOWA.

Jaskółki zagrały bez Witka i Goska, w składzie: Sienkiewicz, Tyliszczak, Mazurek, Palemba, Guzy, Nowak, młody Stós, niewiele starszy
Kotwa, Rusinek, Dubiel, Spodzieja.

Na trudnym, raciborskim terenie, zaczęło się wielce obiecująco. Jaskółki wypracowały sobie przewagę i stwarzały dobre sytuacje
podbramkowe. Wszystko byłoby idealnie, gdyby nie słaba dyspozycja strzelecka. Unia nie trafiała w dobrych sytuacjach, a poza tym niektórzy jej gracze albo zwlekali z oddaniem strzału, albo odgrywali piłkę gorzej ustawionym kolegom. W szczególności tyczyło to Spodziei, który po
długiej nieobecności na boisku, jakby zatracił instynkt strzelecki; strzelał rzadko i anemicznie.
Wymienianie pozycji strzeleckich Unistów nie ma sensu, każdy z piłkarzy przednich formacji miał w tym meczu coś na sumieniu,
najczęściej niecelny strzał lub zaprzepaszczoną pozycję.

Przewaga w polu nie przekładała się więc na wynik konfrontacji. Raciborzanie dali zepchnąć się do defensywy, ale nie miało to dla nich negatywnych
następstw. Z przebiegu gry Unii należała się co najmniej dwubramkowa przewaga, ale w rzeczywistości nasze konto strzeleckie było puste.

W 39 minucie miejscowej publiczności pokazał się niewidoczny dotychczas
Lazar, utrapienie dla Unii w wielu wzajemnych konfrontacjach. Był ściśle kryty i tym razem został zepchnięty przez naszych obrońców nieomal na końcową linię boiska. Nie miał komu odegrać piłki, koledzy z drużyny nie zdążyli za Jego samotnym wypadem. Zdecydował się na strzał rozpaczy. Do głosu doszedł instynkt strzelecki tego znamienitego technika. Mocno podkręcił piłkę. Ta posłuchała strzelca w 100 % -ach - łukiem minęła krótszy słupek bramki Unii i wpadła do siatki !!!.
Nie najlepiej poczynająca sobie Unia Racibórz wyszła na prowadzenie 1:0 !!!.

Jaskółki mogły sobie tylko pluć w brodę, albo alternatywnie zaproponować Lazarowi przejście do naszego klubu. Lazar do Jaskółek
akcesu nie zgłosił i w historii meczów obu tych zespołów jeszcze nie raz faszerował nas golami, niczym wytrawny kucharz faszeruje kaczkę
wątróbką. Zresztą faszerował i inne zespoły, co dało Mu w przyszłości dwukrotnie koronę króla strzelców drugiej ligi, a w ekstraklasie /cały czas w barwach Unii Racibórz/ 23 bramki.

Połówka zakończyła się prowadzeniem gospodarzy 1:0, ale przebieg gry wskazywał na to, że wynik tego meczu pozostaje sprawą otwartą.

Jaskółka z KRK
Posty: 1333
Rejestracja: 10 wrz 2016, 8:41

Re: HISTORIA PIŁKARZY W SUBIEKTYWNYM UJĘCIU JzK

Post autor: Jaskółka z KRK »

HISTORIA PIŁKARZY UNII, WIDZIANA OCZAMI JzK - część 170.

1961 rok - TRZECIA W HISTORII KLUBU II LIGA.

3 KOLEJKA - UNIA RACIBÓRZ - UNIA TARNÓW - 2 POŁOWA.

Tak, wynik tego meczu byłby sprawą otwartą, gdyby nie nowatorskie pomysły trenera Bieleckiego oraz samych zawodników.

Otóż Unia postanowiła przerwę w spotkaniu spędzić w ... lunaparku, czyli wesołym miasteczku !!!. Dla rozluźnienia, nabrania wigoru i wymazania z pamięci fatalnych okoliczności utraty gola.
Okoliczności sprzyjały takim przygotowaniom do drugiej połowy. Oto przy stadionie Unii Racibórz rozbił swoje klamoty obwoźny lunapark.
Karuzele i zjeżdżalnie były zajęte, więc zespół Jaskółek wśród pisków, pochrząkiwań i innych oznak pełnego zadowolenia, zaczął zajmować miejsca na huśtawkach. Tych niestety było w tym dniu pod dostatkiem. Już po chwili wszyscy bujali się, że hej. I nózia w górę ! - to Spodzieja z
Rusinkiem ruszają pod niebo, i nózia w dół - to Kotwa z Nowakiem spływają z nieboskłonu, reszta też huśta się, aż miło !.

Kiedy sędzia Sudoł z Rzeszowa dał znak na rozpoczęcie II połowy, wraz z osłupiałym praszczurem i 4 tysiącami kibiców zobaczyliśmy, że Unia
nie zeszła z huśtawek. Zapowiadał się niezły pasztet !!!.

Praszczur w pomeczowych notatkach napomknął, że huśtawka, o której powyżej napomknąłem, to "huśtawka" formy naszych piłkarzy. Niech mu będzie, ja wiem swoje.

Natomiast bezspornym faktem jest, że po przerwie na boisko wyszedł odmieniony zespół. Unia, która miała szansę na rozstrzygnięcie meczu na swoją korzyść, po przerwie zagrała nadzwyczaj słabo. To "nadzwyczaj słabo" to i tak dla niektórych piłkarzy Unii komplement. Nałożyła się na to zadziwiająca zadyszka u niektórych piłkarzy.

Racibórz, który nie zachwycił w pierwszej połowie uzyskał przewagę.

W 57 minucie Michalski podaje w tempo do Manfreda Urbasa, a ten strzela nie do obrony !. Nic dziwnego, bo Urbas to kolejna legenda Raciborza, trzykrotnie był królem strzelców 2 ligi, oczywiście grał też w ekstraklasie. Po Jego uderzeniu jest 2:0 dla gospodarzy.

W 70 minucie Urbas postanawia zrewanżować się kolegom i to z kolei on posyła celnie piłkę do Zaczka. No cóż, to kolejny talent, zresztą obydwaj zdobywali wcześniej tytuły Mistrzów Polski Juniorów. Skoro to kolejny talent gospodarzy, to w notatkach pojawia się 3:0 dla Unii Racibórz.

Jaskółki pasują, są podłamane, dają rywalowi zbyt wiele swobody. Mnożą się sytuacje strzeleckie pod naszą bramką.

W 72 minucie zostawiamy bez opieki Gintera Michalskiego. Urbas bił na głowę rywali szybkością, Zaczek szalał na prawym skrzydle, Lazar - wiadomo, co strzał, to bramka, ale mózgiem wielu akcji był Michalski. Grał zresztą później z Raciborzem w ekstraklasie.
Pozostawiony samopas Michalski strzela z odległości kilku metrów. Wydaje się być jednak zbyt pewny swego, jest rozluźniony i to go gubi -
strzał jest niecelny, piłka przechodzi obok bramki Sienkiewicza.

Chwilę później chaos w szeregach obronnych Jaskółek wykorzystuje Lazar, ma o niebo lepszą okazję, niż tą, z której
strzelił bramkę, ale tym razem odchyla się za bardzo do tyłu, źle przykłada nogę i piłka szybuje tuż ponad poprzeczką naszej bramki.

W 86 minucie Palemba nie widzi innego sposobu na powstrzymanie kolejnej szarży Lazara, jak podcięcie tego zawodnika. Rzut wolny wykonuje Boczek /później też piłkarz ekstraklasowy/, podbiega do piłki, symuluje uderzenie, ale nie, to jeszcze nie ten moment, nieco cofa się, obrona Unii przestawiona i zaskoczona, nie koryguje swojego ustawienia, Boczek uderza w piłkę, a precyzji i zdolności przewidywania można mu tylko pogratulować. Piłka wydaje się bowiem lecieć w "wolny" korytarz, pomiędzy zawodnikami, ale to złudzenie, zagranie jest wyuczone, tor lotu piłki przecina szybki Urbas, który wydawał się nie nadążać za akcją i jakby pozostał z tyłu, tymczasem ostro ruszył do piłki i wyskoczył w powietrze w jak najbardziej odpowiednim momencie, potem już tylko uderzenie piłki głową Urbasa i robinsonada Sienkiewicza na nic się już nie zdaje. Piłka ląduje w siatce. Pogrom - jest 4:0 dla Raciborza !.

To zarazem końcowy wynik meczu !.

I nózia w górę i nózia w dół i rączki razem i nózie złączone, eh !.

Jaskółka z KRK
Posty: 1333
Rejestracja: 10 wrz 2016, 8:41

Re: HISTORIA PIŁKARZY W SUBIEKTYWNYM UJĘCIU JzK

Post autor: Jaskółka z KRK »

HISTORIA PIŁKARZY UNII, WIDZIANA OCZAMI JzK - część 171.

1961 rok - TRZECIA W HISTORII KLUBU II LIGA.

POZOSTAŁE WYNIKI i TABELA PO 3 KOLEJKACH.

Niepokonana Lublinianka przegrała nieoczekiwanie u siebie z Calisią 1:2. Z kolei Pogoń potwierdziła, że będzie groźna u siebie i wygrała z mającym
komplet punktów Naprzodem 2:0, Wawel zremisował 0:0 ze świetnie spisującym się Krosnem. Wszystko wskazywało na to, że będzie to
wyrównana liga !. Inne mecze: Arka - Gwardia Warszawa 0:1, Polonia W-wa - Arkonia 0:2, Stal Rzeszów - Garbarnia 2:1, Piast Gliwice - Śląsk
Wrocław 0:1, Olimpia - Bałtyk 0:1.

TABELA:

1-2/ Śląsk Wrocław i Arkonia Szczecin - po 6 pkt;
3-4/ Gwardia Warszawa i Krosno - po 5 pkt;
5- 6/-7/-8/ - Pogoń Szczecin, Naprzód Lipiny, Stal Rzeszów i Unia
Racibórz - po 4 pkt;
9/-10/ Lublinianka i Wawel Kraków - po 3 pkt;
11/-15/ UNIA TARNÓW, Piast Gliwice, Garbarnia Kraków, Bałtyk Gdynia i
Calisia po 2 pkt;
16/-18/ Arka Gdynia, Polonia Warszawa i Olimpia Poznań - po 0 pkt.

Unia nie rozpoczęła tego sezonu w stylu, w jakim zaczynała poprzednie rozgrywki, kiedy to plasowała się w samej szpicy tabeli. Kibice
pocieszali się, że na eksponowanym miejscu znajdziemy się nie na początku, ale na końcu rozgrywek.

Tyle tylko, że w 4 kolejce do Tarnowa miał zawitać niewygodny dla nas rywal: Stal Rzeszów. Rzut oka na tabelę uświadamia jaką dużą wagę miał wynik kolejnej konfrontacji. Strata punktów "związałaby" Unię z grupą spadkową.
Kibice Unii mieli nadzieję, że trener Bielecki zafunduje podopiecznym kolejne huśtawki, ale tym razem forma pójdzie znowu w górę. No to nózią hopaj siup iiii dooo góry !.

Jaskółka z KRK
Posty: 1333
Rejestracja: 10 wrz 2016, 8:41

Re: HISTORIA PIŁKARZY W SUBIEKTYWNYM UJĘCIU JzK

Post autor: Jaskółka z KRK »

Ze względu na wagę zbliżającego się meczu i konieczność przygotowania się do niego, ogłaszam kilkunastodniową przerwę.

Jaskółka z KRK
Posty: 1333
Rejestracja: 10 wrz 2016, 8:41

Re: HISTORIA PIŁKARZY W SUBIEKTYWNYM UJĘCIU JzK

Post autor: Jaskółka z KRK »

HISTORIA PIŁKARZY UNII, WIDZIANA OCZAMI JzK - część 172.
1961 rok - TRZECIA W HISTORII KLUBU II LIGA.

UNIA - STAL RZESZÓW

W Nepalu były ponoć takie plemiona, z których mężczyźni, z uwagi na bliżej nie znane mi uwarunkowania, mogli brać za żony tylko kobiety z miejsc położonych na zachód od ich terenów. Być może chodziło o to, że uważano, iż kobieta zajmuje niższe miejsce w społeczności, a więc i logicznym jest, że musi pochodzić z terenów "gorszych", a za takie uznawano wszystko, co leżało bardziej na zachód.

Plemiona Nepalczyków z Rzeszowa przyjechały do Tarnowa z przekonaniem, że goszczą u gorszych i że wezmą tu nie tyle żony, co 2
punkty. Wyrażali to okrzykami i przywleczonymi transparentami. Co krzyczeli kibice Jaskółek pod adresem plemion, tego nie napiszę.

Podczas ostatnich konfrontacji ze Stalą, Unii wybitnie "nie szło".

Ale tym razem już od pierwszych minut spotkania widać było, że trener Bielecki był jednak nadal z piłkarzami na huśtawkach; zobaczyliśmy
zupełnie inny zespół, niż ten w Raciborzu, tym razem huśtawka formy była nad wyraz korzystna dla spragnionych zwycięstwa kibiców Unii.

Unia grała od pierwszych minut skoncentrowana, prowadziła szybką grę, często i celnie rażąc strzałami bramkę przyjezdnych. Było niemało
improwizacji i zaskakujących rozwiązań. Zespół aż rwał się do przerwania złej passy w meczach ze Stalą.

Już w 5 minucie jesteśmy świadkami wzorowo przeprowadzonej zespołowej akcji. Piłka rozgrywana była szybko i z klepki, tak że nawet nie mam
odnotowanych zawodników, którzy dołożyli do tej akcji swoją cegiełkę. Ostatnim ogniwem był Spodzieja, bo to do niego trafiła
piłka. Nawet bardzo nie przymierzał się do tego strzału, ot po prostu uderzył tak, jak za niedawnych, dobrych lat. Strzał był precyzyjny,
półgórna, mocno podkręcona piłka, była nie do obrony !. Gooool, 1:0 dla Unii !, w tak wyśmienity sposób rozpoczęło się to spotkanie !.

Stali Rzeszów nikt nie lekceważył, wszyscy na stadionie wiedzieli, że ten rywal nie odpuści. Już nie raz Stalowcy udowadniali, że potrafią
się mobilizować i wychodzić obronną ręką z opresji. Świadomość tego mieli i nasi piłkarze i wyraźnie nie spoczęli na
laurach. Atak na bramkę Stali trwał !. To był rywal, któremu nie można było odpuścić !.

W 13 minucie Kotwa posyła prostopadłe podanie w pole karne do Witka, ten manewr zaskakuje gości, Witek wychodzi na pozycję sam na sam z
bramkarzem, cudownie zasłania piłkę, dzięki swojej technice jest jeszcze w stanie kilka kroków ją podciągnąć, by wypracować sobie
jeszcze dogodniejszą pozycję do oddania strzału i kiedy składa się, by go oddać, w ruch idą ręce goniącego Witka Myśliwczyka, który popycha
naszego gracza. Witek traci równowagę, można zapomnieć o szansie na oddanie strzału, na nasze szczęście sędzia wszystko dokładnie widzi i
nie daje się nabrać na ruchy Myśliwczyka, który wymownie pokazuje, że trzymał ręce przy swoim korpusie, a nie gmerał nimi przy spodenkach i
koszulce Witka.
Rzut karny !!!. 4 tysiące widzów wyje !!!. Za chwilę do piłki podbiega Rusinek, chwila ciszy i ... eksplozja radości !!!. Goool ! - jest 2:0 dla
Unii, oj teraz Stal nie wydaje się już taka groźna !.
Ale to tylko złudzenie, Stal nie godzi się z porażką, podrywa się do walki, podkręca i tak już szybkie tempo meczu, za wszelką cenę dąży do zdobycia kontaktowej bramki.

Unia w tej fazie spotkania jedynie kontruje, próbuje powstrzymać rywala, nie dać mu cienia nadziei.
Już prawie kończy się pierwsza połowa, mimo naporu gości, wynik nie ulega zmianie, to znakomita wiadomość dla wszystkich fanów Jaskółek. Stal nie jest w stanie zmniejszyć rozmiarów przegranej, mimo że rzuca na murawę wszystkie swoje atuty.

W 41 minucie Unia wyzwala się na moment spod przewagi Stali, "idzie" kolejny fantastyczny, zespołowy atak Jaskółek. Nie uczestniczący w akcji zawodnicy Unii rozbiegają się po bokach, nieco rozciągając obronę Stali. Piłka trafia do Spodziei, próbujący go kryć obrońca może być w miarę spokojny, ma rozpracowane nawyki Spodziei i wie, że z położenia w jakim znajduje się Unista, prawdopodobnie nie
odda celnego strzału. Widzą to też kibice i drą się z całych sił:
"Rysiu, na lewą, przełóż na lewą !!!". Chodzi oczywiście o przerzucenie piłki na lewą nogę, która już tyle razy przynosiła nam
cudowne bramki. Rozpędzony Spodzieja nie ma jednak czasu i możliwości uderzenia piłki lewą nogą. To co za chwilę się dzieje wprawia
wszystkich, łącznie z obrońcą Stali, w najwyższe zdumienie. Spodzieja oddaje z prawej nogi atomowy, nuklearny wręcz co do swojej siły strzał
!!!. Gdyby na stadionie były kamery to nie wiem, czy nadążyłyby za lotem piłki. To był lot, który kończy się prawie rozerwaniem siatki bramki Stali
!!!. Jest 3:0 dla Jaskółek !. Kibice szaleją z radości, co poniektórzy patrzą jeszcze, czy Spodzieja nie ma poprzestawianych po dryblingu nóg i
czy na miejscu prawej nie ma chwilowo lewej nogi, ale nie !. Spod kłębowiska ciał zawodników Unii, przygniatających z radości,
leżącego już na murawie Spodzieję, widać sterczące do góry nogi szczęśliwego zdobywcy gola - wszystko jest w porządku, prawa noga jest
po prawej stronie, lewa po lewej.
Za tę informację nie dam głowy, ale chyba na płycie boiska pojawił się klubowy lekarz i ściągnięta w trybie nagłym rodzina Spodziei,
by sprawdzić, czy ma on wszystko na swoim miejscu. Obdukcja przebiegła pomyślnie, nic się nie przestawiło, z murawy słychać było
głośny odgłos ulgi - to Spodzieja cieszył się z gola !. nazwisko Spodziei ponownie zagościło na ustach kibiców oglądających mecze 2 ligi.
Spodzieja wrócił do tabeli strzelców II ligi w wielkim stylu !.
Wynikiem 3:0 dla Unii kończy się I połowa, tego nikt się nie spodziewał !. Schodzący z boiska piłkarze nie mieli pochylonych głów, nie wyglądali na załamanych. To zapowiadało niesamowite emocje po przerwie.

Jaskółka z KRK
Posty: 1333
Rejestracja: 10 wrz 2016, 8:41

Re: HISTORIA PIŁKARZY W SUBIEKTYWNYM UJĘCIU JzK

Post autor: Jaskółka z KRK »

HISTORIA PIŁKARZY UNII, WIDZIANA OCZAMI JzK - część 173.
1961 rok - TRZECIA W HISTORII KLUBU II LIGA.

UNIA - STAL RZESZÓW 2 POŁOWA

W drugiej odsłonie tempo gry jeszcze bardziej wzrasta !. Stal nie oddaje pola, zapomina o niekorzystnym wyniku, myśli tylko o jednym: jak zdobyć pierwszego, a później kolejnego gola. Stalowcy powoli, ale jednak z każdą mijającą minutą zyskują przewagę w polu. Mimo wysokiego prowadzenia, w tym meczu nie można być jeszcze niczego pewnym !!!.

Szczególnie aktywny był Poświat, ale Sienkiewicz, Mazurek, Tyliszczak i Kuciewicz nie dopuszczali do utraty gola.

Unia przymuszana do bronienia się, jednak podejmowała próby uprzykrzania życia gościom. Nie stwarzało to jednak większego zagrożenia dla napędzającej się Stali.

W 62 minucie Witek "zatańczył" na prawej flance, w popisowym stylu ograł obrońcę Gnidę, dostrzegł wpadającego niczym burza na przedpole bramkowe Rusinka, posłał do niego piłkę i to była ta akcja, na którą czekały trybuny. Akcja dobijająca ambitnie walczącą Stal !.
Rusinek zmylił bramkarza, był zresztą od niego szybszy i posłał piłkę do siatki !!!. 4:0 dla Unii !!!. Nokaut, zimny, wręcz lodowaty prysznic na rozgrzane głowy Stalowców.

Stali trzeba jednak oddać, że nie złożyła broni, chociaż nawet teoretycznie, przy tak bramkostrzelnej w tym dniu Unii, nie miała już szans na punkty.
Stal chciała przynajmniej zdobyć honorowego gola. W 71 minucie znajdujący się w odległości kilkunastu metrów przed
bramką Unii Poświat pięknym, prostym podbiciem posyła mocną piłkę w kierunku Sienkiewicza. Nasz bramkarz paruje strzał, przez moment wydaje
się, że na raty wyłapie piłkę, bądź też, że stanie się ona łupem asekurującego go Mazurka. Ale nie, tym razem najszybciej do piłki dopada Kruk ze Stali i z odległości kilku metrów od bramki uderza w futbolówkę. Ale cóż to ?!. Piłka zmierza wprost w rękawice właśnie podnoszącego się z murawy Sienkiewicza. Tym razem jego interwencja jest pewna i kasuje akcję gości.

Unia nie dała sobie strzelić bramki. Mecz zakończył się wynikiem, którego nie sposób było przewidzieć: 4:0 dla Jaskółek !!!.

I wszystko byłoby wspaniale, gdyby nie to, że mecz rozegrano dokładnie w prima - aprilis, czyli 1 kwietnia 1961 r. !.
Czyżbym pozwolił sobie z tej okazji na niewinny żarcik w opisie meczu i przedstawił go inaczej, aniżeli faktycznie było ?!. Odpowiedź znajdziecie w kolejnym odcinku ...

Jaskółka z KRK
Posty: 1333
Rejestracja: 10 wrz 2016, 8:41

Re: HISTORIA PIŁKARZY W SUBIEKTYWNYM UJĘCIU JzK

Post autor: Jaskółka z KRK »

HISTORIA PIŁKARZY UNII, WIDZIANA OCZAMI JzK - część 174.
1961 rok - TRZECIA W HISTORII KLUBU II LIGA.

UNIA - STAL RZESZÓW - 4 KOLEJKA.

Podany wynik konfrontacji ze Stalą Rzeszów to nie był żart !. Jeśli komuś sprawiono prima aprilis, to tylko kibicom Stali - przełknąć 4 piguły w Tarnowie nie było łatwo !.

Po tym spotkaniu żartowano, że swoistą maskotką zespołu stał się Dyrektor Zakładów Azotowych inż. Stanisław Opałko. Kiedy
był posłem z okręgu Rzeszowskiego, konkretnie z Jarosławia, wówczas szczęście i wygrane były przy Stali, kiedy został posłem z Tarnowa,
szczęście przeszło na naszą stronę, przynajmniej w 4 kolejce 1961r.
Jego bliskie związki ze sportem nie zrodziły się jednak w Tarnowie. Już w 1951r. został bowiem pierwszym samodzielnym Dyrektorem Zakładów Chemicznych w Sarzynie. Patrząc z perspektywy czasu, nie dziwi fakt, że w tym samym roku powstał tam klub sportowy "Unia" z 2 sekcjami /piłka nożna i boks/. A był to czas, kiedy przyjeżdżających do malutkiej Sarzyny witała na dworcu kolejowym jedna lampa naftowa, a przyzakładowe osiedle było w sferze marzeń, co zresztą wynika ze wspomnień wymienionego. Sympatia do sportu nie wygasła po przejściu do Tarnowa. I trzeba przyznać, że lata sprawowania przez Opałkę funkcji Dyrektora Zakładów Azotowych w Tarnowie /1958 - 1978/ to był dobry czas dla jakże licznych wówczas sekcji Jaskółek. Opałko bywał często na meczach Unistów, ale czy pojawił się na stadionie podczas historycznego lania sprawionego Stalowcom i komu po cichu kibicował, tego już nie wiem.

Jaskółka z KRK
Posty: 1333
Rejestracja: 10 wrz 2016, 8:41

Re: HISTORIA PIŁKARZY W SUBIEKTYWNYM UJĘCIU JzK

Post autor: Jaskółka z KRK »

HISTORIA PIŁKARZY UNII, WIDZIANA OCZAMI JzK - część 175.
1961 rok - TRZECIA W HISTORII KLUBU II LIGA.

POZOSTAŁE WYNIKI i TABELA PO 4 KOLEJKACH.

WYNIKI 4 KOLEJKI:
Naprzód Lipiny zgotował kocioł Piastowi Gliwice 7:0.
To w ogóle była runda gospodarzy: w derbach Szczecina Arkonia wygrała z Pogonią 1:0. Poza tym Calisia pokonała Olimpię 3:0, Krosno - Lubliniankę 1:0, zaś w małych derbach Krakowa Wawel wygrał z Garbarnią 3:2. Śląsk wyraźnie pokonał Unię Racibórz 3:0. W pozostałych dwóch derbach
były remisy: Gwardia Warszawa - Polonia i Bałtyk Gdynia - Arka po 1:1.

TABELA II LIGI - SEZON 1961 r. - po 4 KOLEJKACH:
1/ - 2/ Arkonia i Śląsk - po 8 pkt;
3/ - Krosno - 7 pkt;
4/ - 5/ Naprzód i Gwardia - po 6 pkt;
6/ Wawel - 5 pkt;
7/ - 11/ UNIA TARNÓW, Calisia, Stal Rzeszów, Unia Racibórz i Pogoń - po
4 pkt;
12/-13/ Bałtyk i Lublinianka - po 3 pkt;
14/-15/ Piast i Garbarnia - po 2 pkt;
16/ - 17/ Polonia i Arka - po 1 pkt;
18/ Olimpia - 0 pkt.

W 5 kolejce Unia miała wyjazd do Garbarni Kraków. Tabela nie kłamała: wynik tego spotkania decydować miał o tym, czy zagościmy w dolnych rejonach, czy uciekniemy pogoni. Uprzedzę fakty: w Krakowie działy się rzeczy rzadko spotykane na światowych boiskach.

Jaskółka z KRK
Posty: 1333
Rejestracja: 10 wrz 2016, 8:41

Re: HISTORIA PIŁKARZY W SUBIEKTYWNYM UJĘCIU JzK

Post autor: Jaskółka z KRK »

HISTORIA PIŁKARZY UNII, WIDZIANA OCZAMI JzK - część 176.
1961 rok - TRZECIA W HISTORII KLUBU II LIGA.

GARBARNIA KRAKÓW - UNIA - 5 kolejka /1 połowa/.

Unia zagrała w składzie: Sienkiewicz - Tyliszczak, Mazurek, Kuciewicz - Guzy, Nowak - Witek, Eugeniusz Żywiec /Stós/, Rusinek, Kotwa, Spodzieja,
czyli systemem 3-2-5, lub jak pisali bardziej precyzyjnie krakowscy dziennikarze 3-2-2-3. W przełożeniu na wydarzenia boiskowe nie oznaczało to przewagi Unii. Spotkanie od początku toczyło się bowiem pod dyktando gospodarzy.

W tej sytuacji najbardziej zapracowanym piłkarzem Jaskółek okazał się bramkarz. Z kolei o miano najlepszego zawodnika na murawie walczył wszędobylski i znakomicie dysponowany w tym dniu Browarski z Garbarnii. Był niezastąpionym, jak to wówczas mówiono, prawym łącznikiem. W swojej karierze rozegrał łącznie około 80 meczów na boiskach Ekstraklasy, wszystkie w barwach "Chłopców z Ludwinowa".

Chwilami miało się wrażenie, że oto mamy pojedynek bramkarz Sienkiewicz - Browarski.

Już w 8 minucie spotkania Browarski wykonując rzut wolny z odległości ok. 25 m pokazał, że i Garbarnia ma swojego Mazurka. Strzał był bardzo
mocny i rozpaczliwa robinsonada Sienkiewicza na nic by się nie zdała, gdyby w sukurs nie przyszła mu poprzeczka !. Odbita piłka na szczęście nie wylądowała przed graczami Garbarnii, bo nasze szyki obronne w tym momencie nie były spójne i zablokowanie uderzenia z najbliższej odległości mogło sprawić im kłopot.

Ale to było tylko preludium i niewielka wstawka, jako że Browarski dopiero się rozgrzewał do pełnego pokazu swoich możliwości.
W 13 minucie Browarski w naszym polu karnym wykazuje się świetnym przeglądem sytuacji i sprytnym, technicznym uderzeniem posyła piłkę do
Karpiela. Ten jest chyba w stanie kontemplowania pięknego zagrania swojego kolegi. Ze stanu zadumy i zauroczenia wyrywa go dopiero przeciągły gwizd zawiedzionych kibiców. Jak on mógł przestrzelić w tak dogodnej sytuacji ?!- taki lament niesie się po trybunie. Piłka uderzona z
kilku metrów, również o kilka metrów mija słupek bramki Sienkiewicza !.
Browarski kiwa głową z wyraźną dezaprobatą, pewnie już nikomu nie będzie podawał piłki w tym meczu. Niestety, ale to było mylne
wrażenie,
W 17 minucie kolejną świetną okazję dla Garbarni marnuje Jasiówka. I on także będąc w dogodnej sytuacji posyła piłkę obok słupka bramki !. Mamy szczęście, dużo szczęścia.
W 22 minucie dochodzi do nieporozumienia pomiędzy Mazurkiem, a Kuciewiczem oraz bramkarzem, w wyniku którego piłka wędruje do nóg Karpiela. Na szczęście dla nas, Karpiel jest w tym dniu w stanie permanentnej kontemplacji, ocierającej się o stany pogłębionej medytacji. W świetnej strzeleckiej sytuacji waha się, oddanie strzału jest spóźnione, a przecież bramka stoi otworem, nie ma w niej ani Sienkiewicza, ani żadnego z asekurujących Go piłkarzy. Niemrawo uderzona piłka jakimś cudem znalazła jednak drogę w kierunku naszej bramki. Jak pisał o pewnym lisie wieszcz Adam Mickiewicz Karpiel "już był w ogródku, już witał się z gąską". Garbarnia jednak nie mogła świętować w tym momencie gola, gdyż na linii toczącej się piłki stanął Mazurek, który dosłownie w ostatnim ułamku sekundy wybił ją, gdy ta już stykała
się z linią bramkową !!!.

W kolejnej minucie meczu podochocony Mazurek przypominał bardziej rozjuszonego byka z hiszpańskiej corridy, aniżeli pewnego w swych interwencjach obrońcę Unii . Wziął na rogi jednego z graczy gospodarzy, chyba Karpiela, który po tym starciu od razu wrócił do normalnej dla niego, wysokiej dyspozycji. Jakby tego było mało, Mazurek przejechał ręką po piłce.
Sędzia Śliwa z Wrocławia nie mógł mieć wątpliwości - rzut karny dla Garbarni !!!.
Kibice Jaskółek szybko wrócili z gorącej Hiszpanii na stadion "Brązowych".

Któż w tym dniu mógł wykonywać rzut karny ?! - wiadomo, tylko Browarski, zresztą tego dopominała się krakowska publiczność.

To była 23 minuta meczu. Browarski staje naprzeciw Sienkiewicza. Bierze zadziwiająco krótki rozbieg, lekkie uderzenie piłki, jakie tam uderzenie, ledwie pacnięcie futbolówki !!!. Szok na trybunach !!!. Tak uderzona piłka nie ma szans na to, by dolecieć do linii bramkowej. Wszyscy są zdezorientowani, co się stało ? -
Zasłabł, zaraził się i też popadł w melancholię, źle trafił w piłkę, zahaczył butem o murawę ?!!!!. Nieważne, kolonia kibiców Unii szaleje. Z notatek, którymi dysponuję wynika, że jakiś kibic Unii przewraca się na mnie, nie dochodzi jednak do starcia z dosyć zadziornym w takich sytuacjach Panem Jankiem, bo ten nawet nie zauważył, że zniknąłem z pola widzenia.

Radość, radość, radość. Piłkarze Unii nie wierzą własnym oczom, stoją jak zahipnotyzowani.

Tymczasem w pole karne płynnie wpada Jasiówka, dobiega do ledwo toczącej się futbolówki i z najbliższej odległości pakuje ją do siatki bramki obok totalnie zaskoczonego Sienkiewicza. W ułamku sekundy staje się jasnym /przynajmniej dla niektórych/, że wszystko było ukartowane i dokładnie zaplanowane !. Staliśmy się świadkami rzutu karnego wykonanego na "raty", jak najbardziej dozwolonego przez przepisy !.
Browarski i Jasiówka, wspaniali wykonawcy tego rzadkiego sposobu egzekwowania rzutu karnego nie posiadają się ze szczęścia.

Sędzia też wyglądał na zaskoczonego, ale gola zaliczył i Garbarnia w tak niecodziennych okolicznościach objęła
prowadzenie 1:0.
Trzeba przyznać, że nie wszyscy fani Jaskółek wiedzieli, że i w taki sposób można wykonywać rzut karny !. W obozie kibiców Unii
nastąpił rozłam - jedni mówili, że wszystko jest w porządku. Ci przywoływali rok 1959, kiedy to świetny technik, piłkarz Polonii Bytom - Jan Liberda, zwany "Białym Pele', dokładnie w taki sam sposób zdobył bramkę /po podaniu Kempnego/.
Wielu jednak uważało, że sędzia nas "wymiśkował".
Jeden z fanów Jaskółek, człek wyglądający na poważnego i statecznego, tak dalece się zagalopował, że wyrzucił na murawę swoje okulary, jako prezent dla sędziego, by lepiej widział w jaki sposób "Brązowi" strzelają bramki. Okulary już nie wróciły do właściciela; musiał nosić niemało dioptrii, bo do końca meczu pozostali kibice Unii musieli mu komentować - niczym podczas relacji radiowej - co dzieje się na murawie.

Zauważalne zmiany zaszły też i u Pana Janka. Po meczu przez wiele miesięcy studiował przepisy piłki nożnej, by obalić
decyzję arbitra. Było to wielkie poświęcenie z Jego strony, jako że na co dzień - mogę to już po latach wyznać - czytanie książek nie było Jego największym hobby. Ale czegóż nie robiło się wówczas dla Unii !. Tak z pół roku po meczu z Garbarnią, z obolałą miną, cicho i w wąskim gronie świadków /żeby tak nie skłamać, świadkiem wyznania byłem tylko ja/, zrezygnowany stwierdził: "Śliwa miał rację, był gol !".

CDN.

Jaskółka z KRK
Posty: 1333
Rejestracja: 10 wrz 2016, 8:41

Re: HISTORIA PIŁKARZY W SUBIEKTYWNYM UJĘCIU JzK

Post autor: Jaskółka z KRK »

HISTORIA PIŁKARZY UNII, WIDZIANA OCZAMI JzK - część 177.
1961 rok - TRZECIA W HISTORII KLUBU II LIGA.

GARBARNIA KRAKÓW - UNIA - 5 kolejka /1 połowa - ciąg dalszy oraz 2 połowa/.

A na Garbarni do końca pierwszej połowy trwał festiwal Browarskiego. Tego dnia był nie do zatrzymania.

W 41 minucie, w okolicach pola karnego otrzymał celne podanie od Cholewy, przymierzył z 18 metrów i posłuszna mu piłka wpadła w sam róg naszej
bramki !. Tym samym Browarski podwyższył rezultat na 2:0 dla Garbarni !. Marzenia o wywiezieniu dobrego wyniku z Krakowa niknęły w dali.

Sporą winę za utratę drugiego gola ponoszą niestety nasi piłkarze, którzy widząc świetną dyspozycję Browarskiego, nie wyciągnęli z tego wniosków i
pozostawiali mu nazbyt dużo swobody.

W drugiej połowie Garbarni było trudniej rozwijać ataki, grała bowiem pod wiatr. Unia wykorzystała panujące warunki i lepiej prezentowała
się, niż do przerwy.

Poczuwający się do utraty gola Mazurek, w 51 minucie oddał piekielnie mocny strzał na bramkę gospodarzy, ale bramkarz umiejętnie sparował
piłkę w bok boiska, zażegnując niebezpieczeństwo.

W 54 minucie niesygnalizowanym strzałem popisał się Spodzieja, zasłonięty bramkarz nie interweniował, ale nie pociągnęło to za
sobą negatywnych następstw dla gospodarzy - piłka przemknęła obok słupka.

Do końca spotkania to głównie Spodzieja przypominał gospodarzom, że mecz się jeszcze nie zakończył. W 76 minucie gry popisał się mocnym
strzałem z woleja, ale i tym razem piłka nie poszła w światło bramki, lecz minimalnie nad poprzeczką.
Jeszcze w samej końcówce bramkarz Kierdaj, po ostrym strzale Spodziei z narożnika pola karnego musiał się napracować, by odbić piłkę w pole,
ale w tym meczu Garbarni już żaden z Unistów nie zrobił krzywdy.

"Brązowi" wygrali w sumie zasłużenie 2:0, a ich karny przeszedł do legendy tego klubu i przy okazji do niniejszej historii tarnowskiej
Unii.
Słaba to pociecha, bo po porażce w Krakowie, robiło się nieciekawie. Nie takiego początku sezonu spodziewali się kibice Jaskółek.

Jaskółka z KRK
Posty: 1333
Rejestracja: 10 wrz 2016, 8:41

Re: HISTORIA PIŁKARZY W SUBIEKTYWNYM UJĘCIU JzK

Post autor: Jaskółka z KRK »

HISTORIA PIŁKARZY UNII, WIDZIANA OCZAMI JzK - część 178.
1961 rok - TRZECIA W HISTORII KLUBU II LIGA.

POZOSTAŁE WYNIKI i TABELA PO 5 KOLEJKACH.

Nadal zadziwiało Krosno, które wygrało w Poznaniu z Olimpią 2:1 i wartości zwycięstwu nie odbierał fakt fatalnej postawy Olimpii w tych
rozgrywkach. Świetną dyspozycję potwierdziła Arkonia wygrywając w Piaście 2:1. Wyniki Gliwiczan mogły fanów Piasta przyprawiać o ból głowy. Stal Rzeszów postawiła się Śląskowi i zremisowała z nim
0:0.
Od dna tabeli odbijały się: Arka, która pokonała Calisię 2:0 i Polonia Warszawa, która wygrała z Bałtykiem 1:0. Generalnie jednak niska pozycja w tabeli zespołów z Gdyni stanowiła pewne zaskoczenie. Poza tym Lublinianka wygrała z Wawelem 1:0, Unia Racibórz z Naprzodem 3:1, a Pogoń Szczecin z Gwardią Warszawa 2:0.

TABELA II LIGI, SEZON 1961 r, 5 KOLEJKA:
1/ Arkonia Szczecin - 10 pkt;
2/ - 3/ MZKS Krosno i Śląsk Wrocław - po 9 pkt;
4/- 7/ Unia Racibórz, Gwardia, Naprzód i Pogoń - po 6 pkt;
8/ - 10/ Stal, Lublinianka i Wawel - po 5 pkt;
11/-13/ UNIA TARNÓW, Garbarnia i Calisia - po 4 pkt;
14/ -16/ Arka, Bałtyk i Polonia Warszawa - po 3 pkt;
17/ Piast - 2 pkt;
18/ Olimpia - 0 pkt.
Krystalizowała się czołówka, składająca się z 3 zespołów, a tymczasem na dole był ścisk nie do opisania.
Sytuacja Jaskółek stawała się trudna, tym bardziej że czekał nas kolejny wyjazdowy mecz do Wawelu Kraków !.
W 1961r. do ekstraklasy awansowały 2 zespoły, ale aż 4 spadały do III ligi !. Cel był więc jasny: Unia musiała powalczyć w Krakowie
choćby o 1 punkt !.

Jaskółka z KRK
Posty: 1333
Rejestracja: 10 wrz 2016, 8:41

Re: HISTORIA PIŁKARZY W SUBIEKTYWNYM UJĘCIU JzK

Post autor: Jaskółka z KRK »

HISTORIA PIŁKARZY UNII, WIDZIANA OCZAMI JzK - część 179.
1961 rok - TRZECIA W HISTORII KLUBU II LIGA.

CIEKAWOSTKI - MISTRZOSTWA EUROPY W PIŁCE NOŻNEJ DO LAT 18.

Uwagę kibiców od wyników polskich lig odwrócił historyczny sukces piłkarskiej młodzieży. Jeden dzień przed potyczką Unii z Garbarnią, w odległej Portugalii, w dniu 8 kwietnia 1961r. zakończył się Turniej UEFA, odpowiadający rangą Mistrzostwom Europy. Zawody wzbudziły w Tarnowie spore zainteresowanie. W podstawowym składzie występował Krzysztof Hausner.

W grupie eliminacyjnej Polakom nie dawano nazbyt wielu szans, a tu miła niespodzianka. Polska pozostawiła w pokonanym polu Francję i Grecję,
przy czym Francuzi legli w tym polu na dłużej - Polska wygrała z nimi 4:1 !. Podobno po meczu oszołomieni "Trójkolorowi" coś
majaczyli o jakimś Waterloo.

W półfinale na ręce polskich piłkarzy płynęły wyrazy współczucia. Rywalami byli bowiem młodzi piłkarze z Republiki Federalnej
Niemiec, uchodzący za faworytów całego turnieju. Nadzwyczajna mobilizacja i umiejętności naszych juniorów poniosły ich do kolejnej wygranej 2:1 !.
Niemcy częściowo powetowali sobie przegraną zdobyciem brązowego medalu, po zwycięstwie nad Hiszpanią 2:1.

W Wielkim Finale Polacy zagrali z gospodarzami imprezy Portugalią. Mecz zaczął się pechowo: w starciu z napastnikiem Serafim Pereirą kontuzji naderwania torebki stawowej prawej nogi doznał kapitan reprezentacji Andrzej Rewilak. W 9 minucie spotkania Serafim Pereira trafił w poprzeczkę, piłka następnie odbiła się od podłoża około 20 cm przed linią bramkową, co wynikało między innymi z pomeczowej relacji polskiego lekarza, akurat znajdującego się w miejscu pozwalającym na obiektywną ocenę zdarzenia. Jakie więc było zdziwienie bezstronnych obserwatorów, gdy sędzia z Hiszpanii uznał gola !.

Może to nie był dzień sędziego, ale na pewno swój dzień miał Serafim Pereira. Do przerwy podwyższył wynik na 2:0 dla Portugalii. Po przerwie dorzucił dwa kolejne trafienia. Portugalia wygrała 4:0. Srebrny medal był wielkim osiągnięciem ówczesnej polskiej piłki nożnej i zdawał się zapowiadać tłuste lata dla naszego futbolu.
Obok Hausnera grali tacy piłkarze, jak choćby znany nam już z meczów z Unią, napastnik Janusz Kowalik z Cracovii, znakomity napastnik z Legii
Warszawa Janusz Żmijewski, Jerzy Musiałek, czy legenda polskiej piłki Zygfryd Szołtysik. Trenerem zespołu był Władysław Stiasny.

Wielu kibiców Jaskółek czuło się tak, jakby to im zawieszono na piersi srebrny krążek. Hausner może krótko, ale jednak był "Unistą". Gospodarzom nie umknęły Jego umiejętności. Został wyróżniony jako prawy pomocnik.

Jaskółka z KRK
Posty: 1333
Rejestracja: 10 wrz 2016, 8:41

Re: HISTORIA PIŁKARZY W SUBIEKTYWNYM UJĘCIU JzK

Post autor: Jaskółka z KRK »

HISTORIA PIŁKARZY UNII, WIDZIANA OCZAMI JzK - część 180.
1961 rok - TRZECIA W HISTORII KLUBU II LIGA.

WAWEL KRAKÓW - UNIA - 6 KOLEJKA - I połowa.

Zapowiadał się mecz o podwójną stawkę. W szatni Wawelu wrzało. Kto przechodził obok niej przed meczem, ten musiał stanąć z wrażenia.
Niczym u Tolkiena padały komendy: "Nie okazujcie im łaski, bo i oni Wam jej nie okażą", czy też :" Jeńców nie bierzemy !". Wawel gotował się na
piłkarski bój !.
Sędzia Alberski z Radomia nie wykazał jednak pełnej wyrozumiałości dla wojskowego klubu. Przy okazji sprawdzania korków w butach piłkarzy
Wawelu zarekwirował zawodnikom: 1 bazooki, 4 działa samobieżne, 2 miotacze ognia i 3 mapy sztabowe. Przeliczyłem to po latach jeszcze raz i
wyszło mi "10", czyli jednak jednemu z graczy Wawelu udało się coś przemycić na płytę boiska. Pozbawiona broni jedenastka Wawelu nie
wyglądała jednak na załamaną, ale też i jej siła nie tkwiła w tym orężu, lecz we własnych, piłkarskich umiejętnościach !.

To był solidny zespół, w którego składzie był i reprezentant Polski w kategorii młodzieżowców - Krzyżanowski i bardzo dobry technicznie Zapalski i utalentowany Jagielczuk, rodem z Tarnovii, któremu przed meczem z Unią jakby tego talentu i zadziorności przyrosło i Kwiatkowski, który godnie zastępował wyróżniającego się Pajora w bramce, po jego odejściu do Hutnika, czy wreszcie odbywający służbę wojskową Czarnecki, z którego prasa krakowska zrobiła po meczu nie wiedzieć czemu Czerneckiego i długo jeszcze wymieniać.

Ale i Jaskółki to nie były ułomki, chociaż z żalem przyjmowano nieobecność w składzie Dubiela, czy też Goska. Pogodzono się już
natomiast z nieobecnością Palemby, którego starał się jak najlepiej zastępować Kuciewicz.

Pierwsza połowa rozpoczęła się pod znakiem większej aktywności Unistów. Z czasem okazało się, że nie był to tylko chwilowy zryw, ale
stała tendencja. Unia uzyskała przewagę w polu, stwarzała też groźne sytuacje podbramkowe.
Pięknym uderzeniem z narożnika pola karnego popisał się Witek; piłka znalazła lukę pomiędzy obrońcami, ale kiedy pojawiła się przed
zasłoniętym i z tej racji nieco zaskoczonym bramkarzem Kwiatkowskim, ten wykazał się refleksem i pewnie piłkę sparował w miejsce, gdzie nie
było już napastników Unii.
We znaki obrońcom Wawelu dawał się też Rusinek, który nękał ich raz po raz udanymi akcjami. Swobodnie rozprowadzał piłkę, a i sam posłał
spoza pola karnego "kozłującą" petardę, którą jednak z maestrią wyłapał Kwiatkowski.

W 26 minucie, odważnie i solidnie grający Kotwa, wywołał prawdziwą panikę wśród obrońców Wawelu.
Sprytnie odebrał futbolówkę jednemu z graczy gospodarzy, podciągnął kilka metrów i w "podręcznikowy" sposób odegrał ją w uliczkę do Witka. Ten zachował zimną krew i znakomitym zwodem pozbył się asysty obrońcy Kołodziejczyka, wyczekał aż bramkarz Kwiatkowski
padnie na murawę, minął go i nie zawiódł też w finale tej filmowej akcji !!!. Celne uderzenie i piłka ląduje, po odbiciu się jeszcze od
słupka, w siatce bramki Wawelu !. Unia wychodzi na prowadzenie 1: 0 !!!.

To prowadzenie zostało solidnie wypracowane przez cały zespół i oddawało przebieg wydarzeń na boisku. Jedna z gazet krakowskich jako strzelca gola podała Nowaka, ale to była pomyłka /przynajmniej tak wynika to z notatek, którymi dysponuję/, widać i dziennikarza sedzia przed mecze ogołocił z wojskowej lornety.

W 38 minucie jesteśmy świadkami kolejnego zdarzenia, które mogło mieć wpływ na przebieg meczu. Znakomicie spisujący się we
wcześniejszej fazie spotkania, stanowiący siłę napędową Wawelu Gryboś, odniósł kontuzję, która uniemożliwia mu kontynuowanie gry.
Zastępujący go Danielewski nie był już tak groźny.

Pierwsza połowa kończy się naszym zasłużonym prowadzeniem 1:0 ! - cdn.

Jaskółka z KRK
Posty: 1333
Rejestracja: 10 wrz 2016, 8:41

Re: HISTORIA PIŁKARZY W SUBIEKTYWNYM UJĘCIU JzK

Post autor: Jaskółka z KRK »

HISTORIA PIŁKARZY UNII, WIDZIANA OCZAMI JzK - część 181.
1961 rok - TRZECIA W HISTORII KLUBU II LIGA.

WAWEL KRAKÓW - UNIA - 6 KOLEJKA - II połowa.

Po przerwie, nie mający już nic do stracenia Wawel, rusza do bardziej zdecydowanych ataków. Okazuje się w nich piekielnie niebezpieczny.
Jaskółki próbują wybić gospodarzy z rytmu, zwalniają grę, grają przy tym bardzo ofiarnie i ambitnie. Teraz to obrona Unii musi wykazać się wysoką formą. I wykazuje się !.
Znakomicie broni Sienkiewicz, ale uczciwie należy dodać, że ta dzielna postawa całego zespołu, na nic by się nie zdała, gdyby Unia nie miała
w tej części gry wyjątkowego szczęścia.
Po pięknym uderzeniu piłki z linii pola karnego przez bodajże Szmatlocha, ta odbija się od poprzeczki. Szczęścia nie ma też Czarnecki, chociaż w tym wypadku przezornością i doświadczeniem wykazał się Mazurek. A wszystko zaczęło się od dużego zamieszania pod naszą bramką. Na ostry strzał zdecydował się Jagielczuk, piłka omal co nie nokautuje jego kolegę z drużyny Słysza. Ten wykazuje się sporym refleksem, w ułamku sekundy odchyla się i schodzi z linii strzału, po czym z kolei refleksem musi wykazać się Sienkiewicz, który paruje piłkę !. Nie jest to jednak koniec akcji,
albowiem futbolówkę przejmuje Czarnecki. Bez zastanowienia wali w nią z całej mocy, ta mija nasz blok obronny i ... trafia w głowę kapitalnie
asekurującego bramkę stopera Unii Mazurka. Za nim była już tylko siatka naszej bramki !.

Obolały i półprzytomny po zderzeniu z jednym z naszych graczy Czarnecki, który zresztą z tego powodu przez dłuższą chwilę musiał przychodzić do siebie poza linią autową, jeszcze ze dwa razy solidnie przymierzył w tym meczu w kierunku bramki Sienkiewicza, ale każdorazowo piłka przechodziła ponad poprzeczką, raz ją nawet lekko muskając.
Kiedy sędzia Alberski odgwizdywał koniec meczu, na tablicy wyników widniał pięknie prezentujący się rezultat 1:0 dla gości !!!.

Wszyscy się cieszyli, łącznie ze Spodzieją, który po tym spotkaniu "zarobił" karę chyba 7 dni w zawieszeniu na pół roku za
niebezpieczną grę.

6 tysięcy widzów, w tym spora grupa z Tarnowa, byli po meczu świadkami jeszcze jednego zdarzenia. Porządkowi znosili z bieżni nie tylko bazooki i działka samobieżne, ale i solidny kamień młyński /do szyi/, który piłkarze Unii sprytnie podrzucili Wawelowi.

ODPOWIEDZ