HISTORIA PIŁKARZY W SUBIEKTYWNYM UJĘCIU JzK
-
Jaskółka z KRK
- Posty: 1323
- Rejestracja: 10 wrz 2016, 8:41
Re: HISTORIA PIŁKARZY W SUBIEKTYWNYM UJĘCIU JzK
HISTORIA PIŁKARZY UNII, WIDZIANA OCZAMI JzK - część 114.
1960 r. - druga w historii klubu II liga !
PRZERWA W ROZGRYWKACH.
MECZ TOWARZYSKI: UNIA TARNÓW - UNIA RACIBÓRZ.
Było zimno i było mało kibiców, gdzieś tak około 500 osób. Pogoda i ostatnie zawirowania w klubie nie przysłużyły się frekwencji.
Ale wśród widzów byli ci, którzy być powinni. Unia zagrała bardzo dobry mecz. Swobodnie operowała piłką, dużo i celnie strzelała.
Raciborzanie zagrali w mocnym składzie, a przecież był to czołowy zespół II ligi, grupy północnej, więc zwycięstwo nad nim 5:3 /3:1/ było ze
wszech miar satysfakcjonujące.
Poprawnie zaprezentowali się dotychczas rezerwowi bramkarze: Tadeusz Sienkiewicz i jego zastępca junior Edward /imię/ Janusz /nazwisko/.
Można było odetchnąć, pod nieobecność Czekanowskiego, miał kto grać na Jego pozycji.
W polu zagrali: Tyliszczak, Mazurek, Palemba /niektóre gazety podawały Kalembę, ale - jak wynika to z materiałów, którymi dysponuję - to była pomyłka/, Guzy, Nowak, Witek, Leśniak /Białas/, Hausner, Rusinek i oczekiwany od czasu incydentu na Wawelu, Dubiel.
Ten ostatni był najwyraźniej spragniony piłki i rozegrał bardzo udany mecz. Podobała się też gra Nowaka, Hausnera i Witka.
Gole dla Jaskółek strzelili: dwie Dubiel i po jednej: Witek, Hausner i Leśniak.
Jedna z gazet krakowskich, jako strzelca gola, wymieniła zamiast Witka Rusinka, ale to również była pomyłka.
Gole dla Raciborza zdobyły legendy tego klubu Lazar i Urban.
Wszystko wskazywało na to, że Unia gotowa jest do wyzwań, jakie niosły ze sobą wznawiane wkrótce rozgrywki, cdn.
1960 r. - druga w historii klubu II liga !
PRZERWA W ROZGRYWKACH.
MECZ TOWARZYSKI: UNIA TARNÓW - UNIA RACIBÓRZ.
Było zimno i było mało kibiców, gdzieś tak około 500 osób. Pogoda i ostatnie zawirowania w klubie nie przysłużyły się frekwencji.
Ale wśród widzów byli ci, którzy być powinni. Unia zagrała bardzo dobry mecz. Swobodnie operowała piłką, dużo i celnie strzelała.
Raciborzanie zagrali w mocnym składzie, a przecież był to czołowy zespół II ligi, grupy północnej, więc zwycięstwo nad nim 5:3 /3:1/ było ze
wszech miar satysfakcjonujące.
Poprawnie zaprezentowali się dotychczas rezerwowi bramkarze: Tadeusz Sienkiewicz i jego zastępca junior Edward /imię/ Janusz /nazwisko/.
Można było odetchnąć, pod nieobecność Czekanowskiego, miał kto grać na Jego pozycji.
W polu zagrali: Tyliszczak, Mazurek, Palemba /niektóre gazety podawały Kalembę, ale - jak wynika to z materiałów, którymi dysponuję - to była pomyłka/, Guzy, Nowak, Witek, Leśniak /Białas/, Hausner, Rusinek i oczekiwany od czasu incydentu na Wawelu, Dubiel.
Ten ostatni był najwyraźniej spragniony piłki i rozegrał bardzo udany mecz. Podobała się też gra Nowaka, Hausnera i Witka.
Gole dla Jaskółek strzelili: dwie Dubiel i po jednej: Witek, Hausner i Leśniak.
Jedna z gazet krakowskich, jako strzelca gola, wymieniła zamiast Witka Rusinka, ale to również była pomyłka.
Gole dla Raciborza zdobyły legendy tego klubu Lazar i Urban.
Wszystko wskazywało na to, że Unia gotowa jest do wyzwań, jakie niosły ze sobą wznawiane wkrótce rozgrywki, cdn.
-
Jaskółka z KRK
- Posty: 1323
- Rejestracja: 10 wrz 2016, 8:41
Re: HISTORIA PIŁKARZY W SUBIEKTYWNYM UJĘCIU JzK
HISTORIA PIŁKARZY UNII, WIDZIANA OCZAMI JzK - część 115.
SEZON 1960 r. - druga w historii klubu II liga !.
13 kolejka, runda rewanżowa;
CONCORDIA KNURÓW - UNIA TARNÓW.
W niektórych samolotach nie ma miejsca z numerem "13". Aż dziw bierze, że tej samej tradycji nie wprowadzono do rozgrywek piłkarskich. W
szeregach Unii zabrakło ze znanych już powodów Czekanowskiego i Spodziei. Wrócił natomiast Dubiel i należało sobie jedynie winszować,
by zagrał w Knurowie tak, jak zagrał przeciwko Raciborzanom.
Unia zagrała w składzie: Sienkiewicz, Tyliszczak, Mazurek, Palemba, Guzy, Nowak, Witek, Leśniak /Białas/, Hausner, Rusinek, Dubiel.
Liczono, że swoje konto bramkowe podreperuje Rusinek, który w pierwszym spotkaniu tych drużyn strzelił gola, a po 12 kolejkach tradycyjnie
znajdował sie wśród najlepszych strzelców II ligi. Miał 5 trafień, a przecież, jak zapewne pamiętacie 1 gola odebrano Mu po przyznaniu
walkoweru w meczu z Radlinem, zaś drugie trafienie arbitralnie odebrałem Mu ja /mecz z Wawelem Kraków/.
Tabeli najskuteczniejszych strzelców przewodził 30 - letni Herbert Manowski /Cracovia/ z 7 bramkami na koncie. Ten środkowy napastnik, zanim przybył do "Pasów", zaliczył znane kluby, jak choćby Zawiszę Bydgoszcz, czy Polonię Gdańsk. Był wychowankiem Kresów Chorzów.
A jeśli już mowa o Zawiszy, to jej piłkarz - Pudłowski, najmniej pudłował w II lidze - grupie północnej i po 12 kolejkach miał w swoim
dorobku 9 goli.
W niektórych opracowaniach mecz z Concordią wykazywany jest jako rozegrany w 14 kolejce. Dla mnie istotny jest nie przedsezonowy układ gier, ale faktyczna data przeprowadzenia zawodów.
Spotkanie z Concordią zostało rozegrane 31 lipca 1960 r., a mecz z Krosnem dopiero w dniu 7 sierpnia 1960r., pomimo że według terminarza
powinno być odwrotnie.
No dobra, my tu gadu, gadu, a na płytę stadionu wybiegają już obie "jedenastki".
Są takie mecze, które jak zły sen zlewają się w jedną całość i nie sposób po latach rozróżnić kto imiennie i w której minucie pojawił
się w tym czarnym śnie. Mecz z Concordią był takim snem.
Rosły piłkarz ustawia piłkę na ""11" metrze, krótki rozbieg, myli bramkarza, który rzuca się w jedną stronę, piłka leci w
drugą stronę, ale mija słupek - nie ma gola !!!. Niewykorzystany karny !!!. Pechowym strzelcem był gracz Concordii, szczęśliwym bramkarzem
Sienkiewicz.
Czarny sen trwa - nieudana próba powstrzymania ruchliwego napastnika, mało zwrotni w tym dniu obrońcy zostają z tyłu, strzał z około 9 metrów, mocne uderzenie, piłka leci ponad leżącym już na murawie bramkarzem i ...trafia w poprzeczkę !!!.
Niefortunnym strzelcem - piłkarz miejscowych, szczęśliwcem - bramkarz Sienkiewicz !!!.
Bardzo trudna sytuacja, zawodnik jest bokiem zwrócony do bramki rywali, traci równowagę, ale jeszcze prawie klasyczną przewrotką posyła
piłkę w kierunku siatki, golkiper wyciągnięty niczym struna nie sięga futbolówki, ta leci ponad nim i trafia w ... spojenie słupka z
poprzeczką !!!.
Pechowy strzelec - to gracz Concordii, uszczęśliwiony bramkarz - to Sienkiewicz !!!.
Świetne dośrodkowanie, plasowany strzał, piłka w bramce, radość, strzelec pada na murawę i niknie pod ciałami skaczących z radości
kolegów !!!. Po chwili zwątpienie i złość. Sędzia nie uznaje gola !!!. W odręcznych zapiskach nawet nie odnotowano powodu nie uznania bramki !. Jakie to ma znaczenie, czy powodem była ręka, faul, spalony, a może najzwyklejsza pomyłka arbitra. Odnotowano: w roli zawiedzionego strzelca:
gracz Concordii, w roli wybawionego z opresji przez sędziego - bramkarz Sienkiewicz !!!.
Powiecie - gdzie tu miejsce na czarne sny, wszak wszystko kończyło się dobrze !. Dziękuję Wam za takie sny. A jeśli komuś mało czarnej barwy, to przytoczę jeszcze jeden widok opisany w notatniku z tamtych dni:
- po 90 minutach gry, schodzący z boiska Tadeusz Sienkiewicz ma w oczach łzy. Ale nie są to łzy dziecka szczęścia. To łzy zawodu, rozżalenia, najzwyklejszej złości. 12 kolejek czekał, by stanąć między słupkami w meczu II ligi. Na kolejny występ już nie czeka ...
Koledzy /?/ z obrony, ba ! - z całej drużyny postanowili, że w tym meczu Concordia sprawdzi wartość nowego bramkarza.
Unia zakpiła ze wszystkich, zagrała na poziomie A - klasy, to był popis nieudolności, a gdy wydawało się, że zawodnik Jaskółek osiągnął szczyty w
niegramotności poczynań, za sekundę przebijał go, jeszcze gorzej grający partner !. To był koszmar, zły sen ...
Mimo ewidentnego pecha, czy minimalnego braku precyzji w opisanych już sytuacjach, Concordia rozbiła Unię 4 :0 /4:0/ !!!.
Bramki zdobyli: dwie Kusz, po jednej Wolny i Hein.
Kiedy po wielu latach oglądałem jakieś spotkanie na I łuku w towarzystwie Władysława Czekanowskiego i zagadnąłem Go o ten mecz, nie
wypowiadał się na temat postawy drużyny. Zresztą nie było Go w Knurowie. O tym nie mówił, ale zapewne przypomniał sobie, że po tej klęsce na klubowym korytarzu znów usłyszał słodkie " Kochany Władziu, Władeczku". "Pan Czekanowski" - a kto to taki ?. Nikt już tak nie tytułował Władeczka...
Procesy wychowawcze i resocjalizacyjne najwyraźniej przebiegały wówczas szybko. W następnym meczu Władysław Czekanowski założył bramkarskie rękawice, a Pan Tadeusz Sienkiewicz nie otrzymał już drugiej szansy w sezonie 1960r., cdn ...
SEZON 1960 r. - druga w historii klubu II liga !.
13 kolejka, runda rewanżowa;
CONCORDIA KNURÓW - UNIA TARNÓW.
W niektórych samolotach nie ma miejsca z numerem "13". Aż dziw bierze, że tej samej tradycji nie wprowadzono do rozgrywek piłkarskich. W
szeregach Unii zabrakło ze znanych już powodów Czekanowskiego i Spodziei. Wrócił natomiast Dubiel i należało sobie jedynie winszować,
by zagrał w Knurowie tak, jak zagrał przeciwko Raciborzanom.
Unia zagrała w składzie: Sienkiewicz, Tyliszczak, Mazurek, Palemba, Guzy, Nowak, Witek, Leśniak /Białas/, Hausner, Rusinek, Dubiel.
Liczono, że swoje konto bramkowe podreperuje Rusinek, który w pierwszym spotkaniu tych drużyn strzelił gola, a po 12 kolejkach tradycyjnie
znajdował sie wśród najlepszych strzelców II ligi. Miał 5 trafień, a przecież, jak zapewne pamiętacie 1 gola odebrano Mu po przyznaniu
walkoweru w meczu z Radlinem, zaś drugie trafienie arbitralnie odebrałem Mu ja /mecz z Wawelem Kraków/.
Tabeli najskuteczniejszych strzelców przewodził 30 - letni Herbert Manowski /Cracovia/ z 7 bramkami na koncie. Ten środkowy napastnik, zanim przybył do "Pasów", zaliczył znane kluby, jak choćby Zawiszę Bydgoszcz, czy Polonię Gdańsk. Był wychowankiem Kresów Chorzów.
A jeśli już mowa o Zawiszy, to jej piłkarz - Pudłowski, najmniej pudłował w II lidze - grupie północnej i po 12 kolejkach miał w swoim
dorobku 9 goli.
W niektórych opracowaniach mecz z Concordią wykazywany jest jako rozegrany w 14 kolejce. Dla mnie istotny jest nie przedsezonowy układ gier, ale faktyczna data przeprowadzenia zawodów.
Spotkanie z Concordią zostało rozegrane 31 lipca 1960 r., a mecz z Krosnem dopiero w dniu 7 sierpnia 1960r., pomimo że według terminarza
powinno być odwrotnie.
No dobra, my tu gadu, gadu, a na płytę stadionu wybiegają już obie "jedenastki".
Są takie mecze, które jak zły sen zlewają się w jedną całość i nie sposób po latach rozróżnić kto imiennie i w której minucie pojawił
się w tym czarnym śnie. Mecz z Concordią był takim snem.
Rosły piłkarz ustawia piłkę na ""11" metrze, krótki rozbieg, myli bramkarza, który rzuca się w jedną stronę, piłka leci w
drugą stronę, ale mija słupek - nie ma gola !!!. Niewykorzystany karny !!!. Pechowym strzelcem był gracz Concordii, szczęśliwym bramkarzem
Sienkiewicz.
Czarny sen trwa - nieudana próba powstrzymania ruchliwego napastnika, mało zwrotni w tym dniu obrońcy zostają z tyłu, strzał z około 9 metrów, mocne uderzenie, piłka leci ponad leżącym już na murawie bramkarzem i ...trafia w poprzeczkę !!!.
Niefortunnym strzelcem - piłkarz miejscowych, szczęśliwcem - bramkarz Sienkiewicz !!!.
Bardzo trudna sytuacja, zawodnik jest bokiem zwrócony do bramki rywali, traci równowagę, ale jeszcze prawie klasyczną przewrotką posyła
piłkę w kierunku siatki, golkiper wyciągnięty niczym struna nie sięga futbolówki, ta leci ponad nim i trafia w ... spojenie słupka z
poprzeczką !!!.
Pechowy strzelec - to gracz Concordii, uszczęśliwiony bramkarz - to Sienkiewicz !!!.
Świetne dośrodkowanie, plasowany strzał, piłka w bramce, radość, strzelec pada na murawę i niknie pod ciałami skaczących z radości
kolegów !!!. Po chwili zwątpienie i złość. Sędzia nie uznaje gola !!!. W odręcznych zapiskach nawet nie odnotowano powodu nie uznania bramki !. Jakie to ma znaczenie, czy powodem była ręka, faul, spalony, a może najzwyklejsza pomyłka arbitra. Odnotowano: w roli zawiedzionego strzelca:
gracz Concordii, w roli wybawionego z opresji przez sędziego - bramkarz Sienkiewicz !!!.
Powiecie - gdzie tu miejsce na czarne sny, wszak wszystko kończyło się dobrze !. Dziękuję Wam za takie sny. A jeśli komuś mało czarnej barwy, to przytoczę jeszcze jeden widok opisany w notatniku z tamtych dni:
- po 90 minutach gry, schodzący z boiska Tadeusz Sienkiewicz ma w oczach łzy. Ale nie są to łzy dziecka szczęścia. To łzy zawodu, rozżalenia, najzwyklejszej złości. 12 kolejek czekał, by stanąć między słupkami w meczu II ligi. Na kolejny występ już nie czeka ...
Koledzy /?/ z obrony, ba ! - z całej drużyny postanowili, że w tym meczu Concordia sprawdzi wartość nowego bramkarza.
Unia zakpiła ze wszystkich, zagrała na poziomie A - klasy, to był popis nieudolności, a gdy wydawało się, że zawodnik Jaskółek osiągnął szczyty w
niegramotności poczynań, za sekundę przebijał go, jeszcze gorzej grający partner !. To był koszmar, zły sen ...
Mimo ewidentnego pecha, czy minimalnego braku precyzji w opisanych już sytuacjach, Concordia rozbiła Unię 4 :0 /4:0/ !!!.
Bramki zdobyli: dwie Kusz, po jednej Wolny i Hein.
Kiedy po wielu latach oglądałem jakieś spotkanie na I łuku w towarzystwie Władysława Czekanowskiego i zagadnąłem Go o ten mecz, nie
wypowiadał się na temat postawy drużyny. Zresztą nie było Go w Knurowie. O tym nie mówił, ale zapewne przypomniał sobie, że po tej klęsce na klubowym korytarzu znów usłyszał słodkie " Kochany Władziu, Władeczku". "Pan Czekanowski" - a kto to taki ?. Nikt już tak nie tytułował Władeczka...
Procesy wychowawcze i resocjalizacyjne najwyraźniej przebiegały wówczas szybko. W następnym meczu Władysław Czekanowski założył bramkarskie rękawice, a Pan Tadeusz Sienkiewicz nie otrzymał już drugiej szansy w sezonie 1960r., cdn ...
-
Jaskółka z KRK
- Posty: 1323
- Rejestracja: 10 wrz 2016, 8:41
Re: HISTORIA PIŁKARZY W SUBIEKTYWNYM UJĘCIU JzK
HISTORIA PIŁKARZY UNII, WIDZIANA OCZAMI JzK - część 116.
SEZON 1960 r. - druga w historii klubu II liga !.
13 KOLEJKA /według niektórych statystyk 14/ - WYNIKI i TABELA.
INNE WYNIKI:
w 13 kolejce kibice Naprzodu Lipiny wzięli sobie wolne i nie biegali za sędziami. Powszechnie wiadomo, że w razie urlopu szuka się zastępstwa. Kibice Naprzodu zastępstwo znaleźli w Gliwicach. Tamtejszy Piast zmagał się z Cracovią. Po meczu doszło dantejskich scen, albowiem miejscowi kibice nie byli zadowoleni ze sposobu prowadzenia meczu przez sędziego. Sędzia nie był z Krakowa, ale z Kielc, co jednak nie umniejszało w oczach kibiców Jego "zasług". Tylko akcja dużych sił milicji zapewniła arbitrowi ewakuację z murawy do szatni. Spotkanie zakończyło się remisem 1:1, a problematyczna decyzja sędziego miała mieć miejsce w 50 minucie spotkania, kiedy to zdaniem miejscowych Cracovia za sprawą Manowskiego zdobyła gola z wyraźnego spalonego. Obserwatorzy meczu twierdzili, że pogubiony sędzia starał się póżniej naprawić swój ponoć ewidentny błąd kolejnymi decyzjami faworyzującymi z kolei gospodarzy, ale nie zmazało to Jego win. Tym bardziej, że pod koniec meczu zaczął seryjnie podejmować błędne decyzje na szkodę obu zespołów.
Cracovia zagrała źle w ataku i nie wykorzystała słabej postawy obrony rywali. Co więcej, po zdobyciu gola z niezrozumiałych względów zagrała na wskroś defensywnie, co zemściło się w 84 min. kiedy po niefortunnej interwencji Michny Krajczy wyrównał. Dopiero wtedy Cracovia rzuciła się do ataku. Byla bliziutko rozmontowania defensywy Piasta, ale w 89 minucie bramkarz miejscowych Stein wręcz w nieprawdopodobny sposób obronił strzał głową Jarczyka. Spotkanie zakonczyło się remisem 1:1 i "pałowaniem" krewkich kibiców.
Swojej szansy nie zaprzepaściła Stal Mielec, która wygrała z Garbarnią 1:0. Jej imienniczka z Rzeszowa wygrała w Krakowie z Wawelem aż 3:0, w takim samym stosunku Naprzód pokonał Legię Krosno. Walczący o utrzymanie Radlin wygrał 3:1 z Wirkiem.
Najwyraźniej nie myślący już o ekstraklasie zespół Unii zaczął obsuwać się w tabeli.
TABELA PO 13 KOLEJKACH:
1/ CRACOVIA - 19 pkt;
2/ Stal Mielec - 17 pkt;
3/ Stal Rzeszów - 16 pkt;
4/ - 6/ UNIA TARNÓW, Concordia i Piast - po 14 pkt;
7/ - 8/ Naprzód i Garbarnia - po 12 pkt;
9/ Legia Krosno - 11 pkt;
10/ Wawel Kraków - 10 pkt;
11/ Górnik Radlin - 9 pkt;
12/ Wawel Wirek - 8 pkt.
SEZON 1960 r. - druga w historii klubu II liga !.
13 KOLEJKA /według niektórych statystyk 14/ - WYNIKI i TABELA.
INNE WYNIKI:
w 13 kolejce kibice Naprzodu Lipiny wzięli sobie wolne i nie biegali za sędziami. Powszechnie wiadomo, że w razie urlopu szuka się zastępstwa. Kibice Naprzodu zastępstwo znaleźli w Gliwicach. Tamtejszy Piast zmagał się z Cracovią. Po meczu doszło dantejskich scen, albowiem miejscowi kibice nie byli zadowoleni ze sposobu prowadzenia meczu przez sędziego. Sędzia nie był z Krakowa, ale z Kielc, co jednak nie umniejszało w oczach kibiców Jego "zasług". Tylko akcja dużych sił milicji zapewniła arbitrowi ewakuację z murawy do szatni. Spotkanie zakończyło się remisem 1:1, a problematyczna decyzja sędziego miała mieć miejsce w 50 minucie spotkania, kiedy to zdaniem miejscowych Cracovia za sprawą Manowskiego zdobyła gola z wyraźnego spalonego. Obserwatorzy meczu twierdzili, że pogubiony sędzia starał się póżniej naprawić swój ponoć ewidentny błąd kolejnymi decyzjami faworyzującymi z kolei gospodarzy, ale nie zmazało to Jego win. Tym bardziej, że pod koniec meczu zaczął seryjnie podejmować błędne decyzje na szkodę obu zespołów.
Cracovia zagrała źle w ataku i nie wykorzystała słabej postawy obrony rywali. Co więcej, po zdobyciu gola z niezrozumiałych względów zagrała na wskroś defensywnie, co zemściło się w 84 min. kiedy po niefortunnej interwencji Michny Krajczy wyrównał. Dopiero wtedy Cracovia rzuciła się do ataku. Byla bliziutko rozmontowania defensywy Piasta, ale w 89 minucie bramkarz miejscowych Stein wręcz w nieprawdopodobny sposób obronił strzał głową Jarczyka. Spotkanie zakonczyło się remisem 1:1 i "pałowaniem" krewkich kibiców.
Swojej szansy nie zaprzepaściła Stal Mielec, która wygrała z Garbarnią 1:0. Jej imienniczka z Rzeszowa wygrała w Krakowie z Wawelem aż 3:0, w takim samym stosunku Naprzód pokonał Legię Krosno. Walczący o utrzymanie Radlin wygrał 3:1 z Wirkiem.
Najwyraźniej nie myślący już o ekstraklasie zespół Unii zaczął obsuwać się w tabeli.
TABELA PO 13 KOLEJKACH:
1/ CRACOVIA - 19 pkt;
2/ Stal Mielec - 17 pkt;
3/ Stal Rzeszów - 16 pkt;
4/ - 6/ UNIA TARNÓW, Concordia i Piast - po 14 pkt;
7/ - 8/ Naprzód i Garbarnia - po 12 pkt;
9/ Legia Krosno - 11 pkt;
10/ Wawel Kraków - 10 pkt;
11/ Górnik Radlin - 9 pkt;
12/ Wawel Wirek - 8 pkt.
-
Jaskółka z KRK
- Posty: 1323
- Rejestracja: 10 wrz 2016, 8:41
Re: HISTORIA PIŁKARZY W SUBIEKTYWNYM UJĘCIU JzK
HISTORIA PIŁKARZY UNII, WIDZIANA OCZAMI JzK - część 117.
SEZON 1960 r. - druga w historii klubu II liga !.
MECZ TOWARZYSKI UNIA - RESOVIA.
Jak niewątpliwie zauważyliście, w tamtym czasie Unia rozgrywała naprawdę wiele sparingów pomiędzy meczami ligowymi, że nie wspomnę o
całkiem licznych zagranicznych sportowych wojażach.
Mecze z Concordią i i kolejnym naszym rywalem - Krosnem, dzielił zaledwie 1 tydzień, ale już to wystarczyło do rozegrania sparingu z mistrzem III ligi grupy rzeszowskiej - Resovią.
Kiedy piszę o Resovii, to niezmiennie przypomina mi się anegdotka o perypetiach tego zespołu w meczu barażowym o II ligę, rozegranym ze Stalą Starachowice /obecna nazwa: Star Starachowice/. Sądząc po nazwie zespołu ze Starachowic przypuszczam, że był to przełom lat 40. i 50. Znajomy z Rzeszowa, który z lubością opowiadał mi tę historyjkę, zarzekał się, że jest autentyczna.
Podczas spotkania wyjazdowego, jeden z podstawowych graczy Resovii, tuż przed rozpoczęciem zawodów postanowił skorzystać - jak to wówczas mówiono - z "wygódki", czyli mówiąc wprost z wolno stojącej, zbitej z desek ubikacji. Kiedy załatwiał swoje potrzeby fizjologiczne usłyszał dziwne odgłosy, jakby łomot. Przepraszam za frywolność i daleko posuniętą drobiazgowość opisu, ale tutaj, dla zachowania rytmu narracji i rzetelności przekazu, odwołuję się do słów mojego znajomego. Piłkarz ten, którego nazwiska już nie pomnę, relacjonować miał bowiem poźniej całą sytuację rzeszowskim kibicom w sposób nadzwyczaj barwny, nie skąpiąc lekko pikantnych szczegółow. Otóż dochodzące go odgłosy w pierwszej chwili skojarzył ze zjedzoną rano fasolą. Prawda była bardziej prozaiczna. Oto oddani kibice Stali zoczyli szybko bieżącego do "wygódki"
piłkarza i jeszcze szybciej podążyli w jego ślady. Kiedy ten znalazł się w środku, błyskawicznie zorganizowali deski, gwoździe i młotki, po
czym zabili dechami wyjście z ubikacji na tzw. amen !!!. To właśnie te odgłosy usłyszał nieszczęśnik. Oczywiście nie mógł wyjść z pułapki - jedna droga ewakuacyjna była zabita dechami, druga z wiadomych przyczyn, nie nadawała się do ucieczki. Podobno poszukiwania nieobecnego
trwały długo, ale zostały w końcu zwieńczone sukcesem i nasz bohater zagrał w tym meczu !. Od tego czasu podobno nie było już wśród przyjezdnych chętnych do odwiedzania wygódek w Starachowicach, co poddaję pod rozwagę i piłkarzom Unii.
W 1960 r. Resovia dysponowała solidnym składem z napastnikiem Rozborskim /później Gwardia Warszawa i Bałtyk Gdynia/, bramkarzem
J.Szafrankiewiczem z Żyrardowianki, Dyrkaczem byłym graczem Stali: Gorzyce i Mielec, na czele.
W czasie meczu z Unią jeszcze nie wiedziano, że w 1960 r. Resovia w kolejnych barażach o II ligę potykać się będzie z liderem naszej,
krakowskiej grupy III ligi, czyli zespołem Hutnika Nowa Huta.
UNIA zagrała słabo. Przerwa w rozgrywkach najwyraźniej nie przysłużyła się zespołowi. Początek był obiecujący, ale koniec
chwały nam nie przynosił. Unia prowadziła już 2:0, ale całe spotkanie przegrała 3:4 /2:1/.
Bramki strzelili: dla gości: Małysiak, Szeliga i Szczerba. Żeby goście nie myśleli, że jesteśmy na poziomie Starachowic, wspaniałomyślnością popisał się Tyliszczak, strzelając gola samobójczego, jak to wtedy mówiono.
Trafienia dla Jaskółek były udziałem Rusinka, Kotwy i Witka.
Ligowe prognozy po meczu z Concordią i Resovią nie były więc najlepsze, cdn.
SEZON 1960 r. - druga w historii klubu II liga !.
MECZ TOWARZYSKI UNIA - RESOVIA.
Jak niewątpliwie zauważyliście, w tamtym czasie Unia rozgrywała naprawdę wiele sparingów pomiędzy meczami ligowymi, że nie wspomnę o
całkiem licznych zagranicznych sportowych wojażach.
Mecze z Concordią i i kolejnym naszym rywalem - Krosnem, dzielił zaledwie 1 tydzień, ale już to wystarczyło do rozegrania sparingu z mistrzem III ligi grupy rzeszowskiej - Resovią.
Kiedy piszę o Resovii, to niezmiennie przypomina mi się anegdotka o perypetiach tego zespołu w meczu barażowym o II ligę, rozegranym ze Stalą Starachowice /obecna nazwa: Star Starachowice/. Sądząc po nazwie zespołu ze Starachowic przypuszczam, że był to przełom lat 40. i 50. Znajomy z Rzeszowa, który z lubością opowiadał mi tę historyjkę, zarzekał się, że jest autentyczna.
Podczas spotkania wyjazdowego, jeden z podstawowych graczy Resovii, tuż przed rozpoczęciem zawodów postanowił skorzystać - jak to wówczas mówiono - z "wygódki", czyli mówiąc wprost z wolno stojącej, zbitej z desek ubikacji. Kiedy załatwiał swoje potrzeby fizjologiczne usłyszał dziwne odgłosy, jakby łomot. Przepraszam za frywolność i daleko posuniętą drobiazgowość opisu, ale tutaj, dla zachowania rytmu narracji i rzetelności przekazu, odwołuję się do słów mojego znajomego. Piłkarz ten, którego nazwiska już nie pomnę, relacjonować miał bowiem poźniej całą sytuację rzeszowskim kibicom w sposób nadzwyczaj barwny, nie skąpiąc lekko pikantnych szczegółow. Otóż dochodzące go odgłosy w pierwszej chwili skojarzył ze zjedzoną rano fasolą. Prawda była bardziej prozaiczna. Oto oddani kibice Stali zoczyli szybko bieżącego do "wygódki"
piłkarza i jeszcze szybciej podążyli w jego ślady. Kiedy ten znalazł się w środku, błyskawicznie zorganizowali deski, gwoździe i młotki, po
czym zabili dechami wyjście z ubikacji na tzw. amen !!!. To właśnie te odgłosy usłyszał nieszczęśnik. Oczywiście nie mógł wyjść z pułapki - jedna droga ewakuacyjna była zabita dechami, druga z wiadomych przyczyn, nie nadawała się do ucieczki. Podobno poszukiwania nieobecnego
trwały długo, ale zostały w końcu zwieńczone sukcesem i nasz bohater zagrał w tym meczu !. Od tego czasu podobno nie było już wśród przyjezdnych chętnych do odwiedzania wygódek w Starachowicach, co poddaję pod rozwagę i piłkarzom Unii.
W 1960 r. Resovia dysponowała solidnym składem z napastnikiem Rozborskim /później Gwardia Warszawa i Bałtyk Gdynia/, bramkarzem
J.Szafrankiewiczem z Żyrardowianki, Dyrkaczem byłym graczem Stali: Gorzyce i Mielec, na czele.
W czasie meczu z Unią jeszcze nie wiedziano, że w 1960 r. Resovia w kolejnych barażach o II ligę potykać się będzie z liderem naszej,
krakowskiej grupy III ligi, czyli zespołem Hutnika Nowa Huta.
UNIA zagrała słabo. Przerwa w rozgrywkach najwyraźniej nie przysłużyła się zespołowi. Początek był obiecujący, ale koniec
chwały nam nie przynosił. Unia prowadziła już 2:0, ale całe spotkanie przegrała 3:4 /2:1/.
Bramki strzelili: dla gości: Małysiak, Szeliga i Szczerba. Żeby goście nie myśleli, że jesteśmy na poziomie Starachowic, wspaniałomyślnością popisał się Tyliszczak, strzelając gola samobójczego, jak to wtedy mówiono.
Trafienia dla Jaskółek były udziałem Rusinka, Kotwy i Witka.
Ligowe prognozy po meczu z Concordią i Resovią nie były więc najlepsze, cdn.
-
Jaskółka z KRK
- Posty: 1323
- Rejestracja: 10 wrz 2016, 8:41
Re: HISTORIA PIŁKARZY W SUBIEKTYWNYM UJĘCIU JzK
HISTORIA PIŁKARZY UNII, WIDZIANA OCZAMI JzK - część 118.
SEZON 1960 r. - druga w historii klubu II liga !.
14 kolejka /według niektórych statystyk 13/ , runda rewanżowa;
LEGIA KROSNO - UNIA TARNÓW.
O powrocie do bramki zawieszonego Władzia Czekanowskiego już pisałem. Wrócił do drużyny szybciej, niż przemieszcza się światło i dźwięk.
Niestety, ale brakowało nadal Spodziei i Fudaleja. Nie sięgnięto też po bardzo dobrze spisującego się w grach kontrolnych, młodego
Antoniego Kotwę.
Unia zagrała w składzie: Czekanowski, Białas, Mazurek, Palemba, Guzy, Nowak, Witek, Leśniak /Tyliszczak/, Hausner, Rusinek i Dubiel.
Zaczęło się obiecująco, od ataków Jaskółek. Guzy przedryblował jednego z zawodników gospodarzy, podał piłkę do biegnącego obok Witka,
ten natychmiast odegrał ją na prawe skrzydło, piękną centrę wieńczy główka Rusinka, po której piłka skozłowała i minimalnie przeszła nad
zaskoczonym bramkarzem Kolanko i poprzeczką.
Chwilę później Kolanko wyjaśnił rodowód swego nazwiska, po ostrej centrze Dubiela właśnie kolanem, w akrobatycznym wślizgu, niczym rasowy
obrońca, wybił piłkę w pole, i to w sytuacji, gdy tuż za nim, na linii lotu piłki czaił się do ostatecznego ciosu Hausner.
Napór Unii trwał kwadrans, może nieco więcej, ale z czasem obrona Legii odciążyła przeciążone kolanko bramkarza Kolanko i nie dopuszczała
naszych do sytuacji strzeleckich.
Teraz formą mogło wykazać się nasze światło i dźwięk. Czekanowski bronił pewnie i szczęśliwie. Szczególnie mogła zapaść w pamięć /i jak widać zapadła/ jego robinsonada, po której przeciął lot piłki lecącej po dośrodkowaniu z lewego skrzydła, równolegle do linii bramkowej i w
odległości ok. 6 m od niej. Przy natłoku zawodników, to groźne dośrodkowanie, mogło zamienić się w każdej chwili w jeszcze
groźniejszy strzał.
W 25 minucie Czekanowski długim wykopem uruchomił nasze przednie formacje, stojący tyłem do bramki Legii Hausner natychmiast odegrał
piłkę na bok, ta trafiła pod nogę Dubiela, który popisał się centrą z pierwszego uderzenia na siódmy metr przed bramką. Centra była i zaskakująca i
celna, jako że piłka trafiła na głowę Witka. Dopełnienie akcji nie było już tak udane i futbolówka przeleciała tuż nad poprzeczką.
Gospodarze najlepszą okazję spatałaszyli za sprawą strzału niepilnowanego Ćwiąkały, który z kilkunastu metrów trafił w słupek.
Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 0:0.
SEZON 1960 r. - druga w historii klubu II liga !.
14 kolejka /według niektórych statystyk 13/ , runda rewanżowa;
LEGIA KROSNO - UNIA TARNÓW.
O powrocie do bramki zawieszonego Władzia Czekanowskiego już pisałem. Wrócił do drużyny szybciej, niż przemieszcza się światło i dźwięk.
Niestety, ale brakowało nadal Spodziei i Fudaleja. Nie sięgnięto też po bardzo dobrze spisującego się w grach kontrolnych, młodego
Antoniego Kotwę.
Unia zagrała w składzie: Czekanowski, Białas, Mazurek, Palemba, Guzy, Nowak, Witek, Leśniak /Tyliszczak/, Hausner, Rusinek i Dubiel.
Zaczęło się obiecująco, od ataków Jaskółek. Guzy przedryblował jednego z zawodników gospodarzy, podał piłkę do biegnącego obok Witka,
ten natychmiast odegrał ją na prawe skrzydło, piękną centrę wieńczy główka Rusinka, po której piłka skozłowała i minimalnie przeszła nad
zaskoczonym bramkarzem Kolanko i poprzeczką.
Chwilę później Kolanko wyjaśnił rodowód swego nazwiska, po ostrej centrze Dubiela właśnie kolanem, w akrobatycznym wślizgu, niczym rasowy
obrońca, wybił piłkę w pole, i to w sytuacji, gdy tuż za nim, na linii lotu piłki czaił się do ostatecznego ciosu Hausner.
Napór Unii trwał kwadrans, może nieco więcej, ale z czasem obrona Legii odciążyła przeciążone kolanko bramkarza Kolanko i nie dopuszczała
naszych do sytuacji strzeleckich.
Teraz formą mogło wykazać się nasze światło i dźwięk. Czekanowski bronił pewnie i szczęśliwie. Szczególnie mogła zapaść w pamięć /i jak widać zapadła/ jego robinsonada, po której przeciął lot piłki lecącej po dośrodkowaniu z lewego skrzydła, równolegle do linii bramkowej i w
odległości ok. 6 m od niej. Przy natłoku zawodników, to groźne dośrodkowanie, mogło zamienić się w każdej chwili w jeszcze
groźniejszy strzał.
W 25 minucie Czekanowski długim wykopem uruchomił nasze przednie formacje, stojący tyłem do bramki Legii Hausner natychmiast odegrał
piłkę na bok, ta trafiła pod nogę Dubiela, który popisał się centrą z pierwszego uderzenia na siódmy metr przed bramką. Centra była i zaskakująca i
celna, jako że piłka trafiła na głowę Witka. Dopełnienie akcji nie było już tak udane i futbolówka przeleciała tuż nad poprzeczką.
Gospodarze najlepszą okazję spatałaszyli za sprawą strzału niepilnowanego Ćwiąkały, który z kilkunastu metrów trafił w słupek.
Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 0:0.
-
Jaskółka z KRK
- Posty: 1323
- Rejestracja: 10 wrz 2016, 8:41
Re: HISTORIA PIŁKARZY W SUBIEKTYWNYM UJĘCIU JzK
HISTORIA PIŁKARZY UNII, WIDZIANA OCZAMI JzK - część 119.
SEZON 1960 r. - druga w historii klubu II liga !.
14 kolejka /według niektórych statystyk 13/, runda rewanżowa;
LEGIA KROSNO - UNIA TARNÓW - II POŁOWA.
W przerwie meczu Trener Jaskółek uznał, że wynik remisowy uznać należy za do przyjęcia. Po przerwie Unia nastawiła się więc na obronę wyniku.
Już w 55 minucie zakotłowało się pod naszą bramką, ale Formulak po wolnym trafił zaledwie w słupek, a rozpaczliwie rzucający się do
dobitki Skowronek o milimetry rozminął się z piłką.
Przewaga gospodarzy była wyraźna i pachniało bramką, niczym grochówką w wojskowym obozowisku. Czekanowski spisywał się jednak bez zarzutu i z
czasem coraz bardziej wzrastała nadzieja, że w Legii nie znajdzie się kucharz, który doprawi do końca tę pieczołowicie przyrządzaną zupę.
W 86 minucie Skowronek podbiegł do linii bocznej. Ponoć trener przekazał mu pieprz, sól i trochę liści laurowych, coby lepiej przyprawić
grochówę, znaczy się grę gospodarzy.
W 87 minucie zaopatrzony w przyprawy Skowronek oddał piękny strzał na bramkę Unii i na 3 minuty przed końcem biesiady uwarzył zupę, co się
zowie !!!.
Legia zdobyła bramkę na wagę zwycięstwa 1:0 !!!. Na głowie Skowronka spoczęły niewykorzystane liście laurowe, a załamana Unia musiała
obejść się smakiem.
180 sekund zabrakło do 1 punktu, nie było się czym cieszyć, Jaskółki marnotrawiły dorobek z pierwszej rundy !!!.
SEZON 1960 r. - druga w historii klubu II liga !.
14 kolejka /według niektórych statystyk 13/, runda rewanżowa;
LEGIA KROSNO - UNIA TARNÓW - II POŁOWA.
W przerwie meczu Trener Jaskółek uznał, że wynik remisowy uznać należy za do przyjęcia. Po przerwie Unia nastawiła się więc na obronę wyniku.
Już w 55 minucie zakotłowało się pod naszą bramką, ale Formulak po wolnym trafił zaledwie w słupek, a rozpaczliwie rzucający się do
dobitki Skowronek o milimetry rozminął się z piłką.
Przewaga gospodarzy była wyraźna i pachniało bramką, niczym grochówką w wojskowym obozowisku. Czekanowski spisywał się jednak bez zarzutu i z
czasem coraz bardziej wzrastała nadzieja, że w Legii nie znajdzie się kucharz, który doprawi do końca tę pieczołowicie przyrządzaną zupę.
W 86 minucie Skowronek podbiegł do linii bocznej. Ponoć trener przekazał mu pieprz, sól i trochę liści laurowych, coby lepiej przyprawić
grochówę, znaczy się grę gospodarzy.
W 87 minucie zaopatrzony w przyprawy Skowronek oddał piękny strzał na bramkę Unii i na 3 minuty przed końcem biesiady uwarzył zupę, co się
zowie !!!.
Legia zdobyła bramkę na wagę zwycięstwa 1:0 !!!. Na głowie Skowronka spoczęły niewykorzystane liście laurowe, a załamana Unia musiała
obejść się smakiem.
180 sekund zabrakło do 1 punktu, nie było się czym cieszyć, Jaskółki marnotrawiły dorobek z pierwszej rundy !!!.
-
Jaskółka z KRK
- Posty: 1323
- Rejestracja: 10 wrz 2016, 8:41
Re: HISTORIA PIŁKARZY W SUBIEKTYWNYM UJĘCIU JzK
HISTORIA PIŁKARZY UNII, WIDZIANA OCZAMI JzK - część 120.
SEZON 1960 r. - druga w historii klubu II liga !.
14 KOLEJKA /według niektórych statystyk 13/ - WYNIKI i TABELA.
Nie było niespodzianek. Cracovia wygrała z Wawelem Kraków, Stal Rzeszów przegrała z wyżej stojącą w tabeli Stalą Mielec 0:2,
Garbarnia - Naprzód 4:2, Górnik Radlin - Concordia 1:0, Wawel Wirek - Piast 0:2.
TABELA PO 14 KOLEJCE:
1/ Cracovia -21 pkt;
2/ Stal Mielec - 19 pkt;
3/ - 4/ Stal Rzeszów i Piast po 16 pkt;
5/-6/-7/ UNIA TARNÓW, Garbarnia i Concordia po 14 pkt;
8/ Legia Krosno 13 pkt;
9/ Naprzód - 12 pkt;
10/ Radlin 11 pkt;
11/ Wawel Kraków 10 pkt;
12/ Wirek 8 pkt.
Krystalizowała się ścisła czołówka, Unia miała niepokojąco małą przewagę nad parą kandydatów do spadku.
SEZON 1960 r. - druga w historii klubu II liga !.
14 KOLEJKA /według niektórych statystyk 13/ - WYNIKI i TABELA.
Nie było niespodzianek. Cracovia wygrała z Wawelem Kraków, Stal Rzeszów przegrała z wyżej stojącą w tabeli Stalą Mielec 0:2,
Garbarnia - Naprzód 4:2, Górnik Radlin - Concordia 1:0, Wawel Wirek - Piast 0:2.
TABELA PO 14 KOLEJCE:
1/ Cracovia -21 pkt;
2/ Stal Mielec - 19 pkt;
3/ - 4/ Stal Rzeszów i Piast po 16 pkt;
5/-6/-7/ UNIA TARNÓW, Garbarnia i Concordia po 14 pkt;
8/ Legia Krosno 13 pkt;
9/ Naprzód - 12 pkt;
10/ Radlin 11 pkt;
11/ Wawel Kraków 10 pkt;
12/ Wirek 8 pkt.
Krystalizowała się ścisła czołówka, Unia miała niepokojąco małą przewagę nad parą kandydatów do spadku.
-
Jaskółka z KRK
- Posty: 1323
- Rejestracja: 10 wrz 2016, 8:41
Re: HISTORIA PIŁKARZY W SUBIEKTYWNYM UJĘCIU JzK
HISTORIA PIŁKARZY UNII, WIDZIANA OCZAMI JzK - część 121.
SEZON 1960 r. - druga w historii klubu II liga !.
15 kolejka - UNIA - GÓRNIK RADLIN.
Ten Górnik to miał piękną piłkarską kartę. Założony w 1923r. jako Błyskawica Radlin u zarania swoich dziejów miał jednak pod górkę. Jak donosi oficjalna strona Klubu nawet miejscowy ksiądz miał dosyć oryginalny przekaz z ambony pod adresem zawodników: "nagusy biegają po polu". Szczęśliwie w Tarnowie posługę czynił ksiądz Stanisław Indyk. W latach 50. wywalczyli nawet wicemistrzostwo I ligi. Słynęli z odrabiania strat podczas swoich meczów. Z takim Ruchem Chorzów, występującym jeszcze pod szyldem "Unia" potrafili wyciagnąć wynik z 0:2 na 3:2. Nic więc
dziwnego, że Trener Jaskółek zalecił podopiecznym pilne studiowanie historii rywali.
Nad podręcznikiem "Historia Górnika Radlin" ślęczeli więc przed meczem: Czekanowski, Białas, Mazurek, Palemba,
Guzy, Nowak, Fudalej /po długiej nieobecności/ Witek, Rusinek i Dubiel. Trener dał też szansę Antoniemu Kotwie.
Zabrakło Spodziei i Hausnera.
Górnik postanowił już na początku meczu postraszyć Jaskółki, ale strach miał małe oczy. Ostrą centrę wyłapał Czekanowski, a z kolei po
strzale Dybały, dosyć długo musiano szukać piłki poza stadionem. Później Unia wzięła się do roboty i fedrowała tak, jakby to ona
miała miano górnika w nazwie. Co chwilę odpalano lont pod bramką gości, a dymiło tam, że aż miło było patrzeć. Urobek też był
niezły, myślę że nawet słynny Wincenty Pstrowski, który wyrabiał w kopalni w latach 40 tych ubiegłego stulecia prawie 300 % normy, byłby pod
wrażeniem. Pstrowski potrafił w jednym miesiącu wyrąbać prawie 80 m kopalnianego chodnika.
Unia "rzeźbiła" takich chodników w obronie gości o wiele więcej.
W 6 minucie kapitalny strzał Rusinka broni fenomenalnie Alfred Budny. Górnik musi dostosować swoją taktykę pod szybko rozgrywane akcje Unistów. Chowa się przed Unią głęboko w szybie i nie wyziera stamtąd ani na chwilę.
W 13 minucie lont podpala Witek, niektórzy mówią, że piłka zeszła mu z nogi, ale to nie ważne, bo trafia bezbłędnie do Nowaka, który zdobywa
pierwszego gola !!!. Jest 1: 0 dla Unii, a ta zaraz po wznowieniu gry przystępuje do dalszych ataków !.
W 35 minucie nierówno grający Fudalej, tym razem precyzyjnie wykłada piłkę, niczym na widelcu Witkowi !. Ten nie marnuje okazji - gooool! -
jest już 2:0 !.
Na taką Unię czekali kibice !. Unia schodzi na przerwę do szatni z prowadzeniem 2:0. A tam Trener Bielecki czeka już z książkami: " Historia Górnika Radlin", cdn ...
SEZON 1960 r. - druga w historii klubu II liga !.
15 kolejka - UNIA - GÓRNIK RADLIN.
Ten Górnik to miał piękną piłkarską kartę. Założony w 1923r. jako Błyskawica Radlin u zarania swoich dziejów miał jednak pod górkę. Jak donosi oficjalna strona Klubu nawet miejscowy ksiądz miał dosyć oryginalny przekaz z ambony pod adresem zawodników: "nagusy biegają po polu". Szczęśliwie w Tarnowie posługę czynił ksiądz Stanisław Indyk. W latach 50. wywalczyli nawet wicemistrzostwo I ligi. Słynęli z odrabiania strat podczas swoich meczów. Z takim Ruchem Chorzów, występującym jeszcze pod szyldem "Unia" potrafili wyciagnąć wynik z 0:2 na 3:2. Nic więc
dziwnego, że Trener Jaskółek zalecił podopiecznym pilne studiowanie historii rywali.
Nad podręcznikiem "Historia Górnika Radlin" ślęczeli więc przed meczem: Czekanowski, Białas, Mazurek, Palemba,
Guzy, Nowak, Fudalej /po długiej nieobecności/ Witek, Rusinek i Dubiel. Trener dał też szansę Antoniemu Kotwie.
Zabrakło Spodziei i Hausnera.
Górnik postanowił już na początku meczu postraszyć Jaskółki, ale strach miał małe oczy. Ostrą centrę wyłapał Czekanowski, a z kolei po
strzale Dybały, dosyć długo musiano szukać piłki poza stadionem. Później Unia wzięła się do roboty i fedrowała tak, jakby to ona
miała miano górnika w nazwie. Co chwilę odpalano lont pod bramką gości, a dymiło tam, że aż miło było patrzeć. Urobek też był
niezły, myślę że nawet słynny Wincenty Pstrowski, który wyrabiał w kopalni w latach 40 tych ubiegłego stulecia prawie 300 % normy, byłby pod
wrażeniem. Pstrowski potrafił w jednym miesiącu wyrąbać prawie 80 m kopalnianego chodnika.
Unia "rzeźbiła" takich chodników w obronie gości o wiele więcej.
W 6 minucie kapitalny strzał Rusinka broni fenomenalnie Alfred Budny. Górnik musi dostosować swoją taktykę pod szybko rozgrywane akcje Unistów. Chowa się przed Unią głęboko w szybie i nie wyziera stamtąd ani na chwilę.
W 13 minucie lont podpala Witek, niektórzy mówią, że piłka zeszła mu z nogi, ale to nie ważne, bo trafia bezbłędnie do Nowaka, który zdobywa
pierwszego gola !!!. Jest 1: 0 dla Unii, a ta zaraz po wznowieniu gry przystępuje do dalszych ataków !.
W 35 minucie nierówno grający Fudalej, tym razem precyzyjnie wykłada piłkę, niczym na widelcu Witkowi !. Ten nie marnuje okazji - gooool! -
jest już 2:0 !.
Na taką Unię czekali kibice !. Unia schodzi na przerwę do szatni z prowadzeniem 2:0. A tam Trener Bielecki czeka już z książkami: " Historia Górnika Radlin", cdn ...
-
Jaskółka z KRK
- Posty: 1323
- Rejestracja: 10 wrz 2016, 8:41
Re: HISTORIA PIŁKARZY W SUBIEKTYWNYM UJĘCIU JzK
HISTORIA PIŁKARZY UNII, WIDZIANA OCZAMI JzK - część 122.
SEZON 1960 r. - druga w historii klubu II liga !.
15 kolejka - UNIA - GÓRNIK RADLIN - II POŁOWA.
Początek kolejnej połówki pokazywał, że Uniści pilnie postudiowali "Historię Górnika Radlin".
Energiczne ataki, ciąg na bramkę przeciwnika nie budziły wątpliwości - Unia pracowała na trzecie trafienie. I celu dopięła zaskakująco szybko !.
W 49 minucie Dubiel wieńczy golem kolejną ładną akcję drużyny - jest 3:0 !!!. Można było odetchnąć. To już nie rozsadzamy chodniki, ale całą kopalnię !. Wreszcie można wyrzucić z siebie: "jeszcze jeden, jeszcze jeden !" - tłum faluje, kibice obliczają ile jeszcze goli wrzucimy górnikom podczas tej szychty. Przy zachowaniu dotychczasowego tempa jest szansa i na osiem !.
Rekordzista górnik Wincenty Pstrowski padł i przeszedł do innego żywota w 1948 r., a więc zaledwie jeden rok po przekroczeniu norm w pracy.
To wtedy ukuto takie powiedzenie: " Wincenty Pstrowski - górnik ubogi, przekroczył normę, wyciągnął nogi".
Wsród ogólnego entuzjazmu tylko nieliczni wyłapali, że Jaskółki zaczynają zachowywać się tak, jakby również przekroczyły normę.
Jeszcze minuta, dwie minuty gry i ... Unia też wyciągnęła nogi. Piłkarze uznali, że goście są już niegroźni i przestali fedrować. Szychta zakończona, a przecież do końca meczu pozostało sporo czasu.
Górnik ze zdumieniem stwierdził, że odgłosy wybuchów cichną, kurz i pył opada, a bohaterowie udają się na spoczynek.
Radlin, najpierw nieśmiało, a potem z coraz większą mocą, zaczyna sam fedrować !. Trener Bielecki biega wzdłuż linii autowej z wiadomym podręcznikiem w ręce.
W 58 minucie Dybała ośmiesza prostym dryblingiem Białasa, mija go niczym juniora, wychodzi na czystą pozycję, na nic zdaje się podtrzymywanie go za koszulkę przez obrońcę Unii,
Dybała strzela i trafia - gol !. Jest 3:1 !. To była jedna z 81 bramek strzelonych przez Dybałę w 232 spotkaniach rozegranych w barwach Radlina. Górnik coraz śmielej stawia na atak - zaczął pewniej grać de facto 5 /piątką/ napastników /dwaj skrzydłowi, dwaj łącznicy i jeden środkowy napastnik. Dybała grał na lewej stronie i stamtąd groziło nam spore niebezpieczeństwo ze strony tego byłego pierwszoligowca. Zagrał też 1 raz w reprezentacji Polski, przeciwko Rumunii.
Kibice byli jednak nadal optymistami: trudno, pocieszali się, będzie "tylko" 8:1.
W 64 i 65 minucie wszystkim kibicom Jaskółek opadły szczęki - po kolejnych koszmarnych błędach obrony Unii - goście dzięki celnym trafieniom Krawczyka doprowadzają do remisu 3:3 !!!. Krawczyk to kolejny piłkarz gości, który pamiętał pierwszoligowe występy swej drużny. A bramki strzelał takim tuzom, jak choćby Górnikowi Zabrze.
Na trybunach szok, niedowierzanie !.
Na szczęście riposta Unii jest niemal natychmiastowa, wykorzystujemy chwilowe rozluźnienie w szeregach gości i młody Kotwa w 67 minucie strzela bramkę, dającą nam prowadzenie 4:3 !!!.
Już nikt nie mówi, że będzie 8:3, wszyscy modlą się o zakończenie meczu.
W 83 minucie modły przybierają na sile, bo tracimy kolejnego gola !. Mocne uderzenie z dystansu, piłka ociera się o Mazurka, dokumentnie myli Czekanowskiego i wpada do naszej bramki. Jest 4:4 !!!.
Do końca spotkania już żadnej z drużyn nie udało się strzelić bramki.
Niezrozumiały przestój w grze, pasywność i błędy w obronie, drogo nas kosztowały. Kibice byli załamani - co z tego, że mecz był emocjonujący i zaskakujący w swym przebiegu.
I kiedy wydawało się, że to koniec emocji, kolejny 'strzał" trafił Unię nazajutrz po meczu !!!.
Ale o tym w kolejnym odcinku niekończącej się opowieści o Unii ...
SEZON 1960 r. - druga w historii klubu II liga !.
15 kolejka - UNIA - GÓRNIK RADLIN - II POŁOWA.
Początek kolejnej połówki pokazywał, że Uniści pilnie postudiowali "Historię Górnika Radlin".
Energiczne ataki, ciąg na bramkę przeciwnika nie budziły wątpliwości - Unia pracowała na trzecie trafienie. I celu dopięła zaskakująco szybko !.
W 49 minucie Dubiel wieńczy golem kolejną ładną akcję drużyny - jest 3:0 !!!. Można było odetchnąć. To już nie rozsadzamy chodniki, ale całą kopalnię !. Wreszcie można wyrzucić z siebie: "jeszcze jeden, jeszcze jeden !" - tłum faluje, kibice obliczają ile jeszcze goli wrzucimy górnikom podczas tej szychty. Przy zachowaniu dotychczasowego tempa jest szansa i na osiem !.
Rekordzista górnik Wincenty Pstrowski padł i przeszedł do innego żywota w 1948 r., a więc zaledwie jeden rok po przekroczeniu norm w pracy.
To wtedy ukuto takie powiedzenie: " Wincenty Pstrowski - górnik ubogi, przekroczył normę, wyciągnął nogi".
Wsród ogólnego entuzjazmu tylko nieliczni wyłapali, że Jaskółki zaczynają zachowywać się tak, jakby również przekroczyły normę.
Jeszcze minuta, dwie minuty gry i ... Unia też wyciągnęła nogi. Piłkarze uznali, że goście są już niegroźni i przestali fedrować. Szychta zakończona, a przecież do końca meczu pozostało sporo czasu.
Górnik ze zdumieniem stwierdził, że odgłosy wybuchów cichną, kurz i pył opada, a bohaterowie udają się na spoczynek.
Radlin, najpierw nieśmiało, a potem z coraz większą mocą, zaczyna sam fedrować !. Trener Bielecki biega wzdłuż linii autowej z wiadomym podręcznikiem w ręce.
W 58 minucie Dybała ośmiesza prostym dryblingiem Białasa, mija go niczym juniora, wychodzi na czystą pozycję, na nic zdaje się podtrzymywanie go za koszulkę przez obrońcę Unii,
Dybała strzela i trafia - gol !. Jest 3:1 !. To była jedna z 81 bramek strzelonych przez Dybałę w 232 spotkaniach rozegranych w barwach Radlina. Górnik coraz śmielej stawia na atak - zaczął pewniej grać de facto 5 /piątką/ napastników /dwaj skrzydłowi, dwaj łącznicy i jeden środkowy napastnik. Dybała grał na lewej stronie i stamtąd groziło nam spore niebezpieczeństwo ze strony tego byłego pierwszoligowca. Zagrał też 1 raz w reprezentacji Polski, przeciwko Rumunii.
Kibice byli jednak nadal optymistami: trudno, pocieszali się, będzie "tylko" 8:1.
W 64 i 65 minucie wszystkim kibicom Jaskółek opadły szczęki - po kolejnych koszmarnych błędach obrony Unii - goście dzięki celnym trafieniom Krawczyka doprowadzają do remisu 3:3 !!!. Krawczyk to kolejny piłkarz gości, który pamiętał pierwszoligowe występy swej drużny. A bramki strzelał takim tuzom, jak choćby Górnikowi Zabrze.
Na trybunach szok, niedowierzanie !.
Na szczęście riposta Unii jest niemal natychmiastowa, wykorzystujemy chwilowe rozluźnienie w szeregach gości i młody Kotwa w 67 minucie strzela bramkę, dającą nam prowadzenie 4:3 !!!.
Już nikt nie mówi, że będzie 8:3, wszyscy modlą się o zakończenie meczu.
W 83 minucie modły przybierają na sile, bo tracimy kolejnego gola !. Mocne uderzenie z dystansu, piłka ociera się o Mazurka, dokumentnie myli Czekanowskiego i wpada do naszej bramki. Jest 4:4 !!!.
Do końca spotkania już żadnej z drużyn nie udało się strzelić bramki.
Niezrozumiały przestój w grze, pasywność i błędy w obronie, drogo nas kosztowały. Kibice byli załamani - co z tego, że mecz był emocjonujący i zaskakujący w swym przebiegu.
I kiedy wydawało się, że to koniec emocji, kolejny 'strzał" trafił Unię nazajutrz po meczu !!!.
Ale o tym w kolejnym odcinku niekończącej się opowieści o Unii ...
-
Jaskółka z KRK
- Posty: 1323
- Rejestracja: 10 wrz 2016, 8:41
Re: HISTORIA PIŁKARZY W SUBIEKTYWNYM UJĘCIU JzK
HISTORIA PIŁKARZY UNII, WIDZIANA OCZAMI JzK - część 123.
SEZON 1960 r. - druga w historii klubu II liga !.
15 kolejka - UNIA - GÓRNIK RADLIN
Po ostatnim gwizdku sędziego, kibice Unii pocieszali się: no teraz to już przynajmniej jesteśmy spokojni - nikt nam nie strzeli gola, aż do kolejnego spotkania. Jak bardzo się mylili. Strzał padł i to tak jakby zza węgła. W roli głównej tej zaskakującej sytuacji wystąpiła ... oranżada. W tamtym czasie był to jeden z najpopularniejszych chłodzących napojów, a to w formie rozpuszczalnego proszku, a to w woreczku foliowym, a to w
oryginalnych butelkach.
W czym rzecz z tą oranżadą ?. Ano dzień po meczu z Radlinem jedna z krakowskich gazet obwieściła, że nie tylko kibice Unii byli smutni, ale smutek dotknął też piłkarzy Jaskółek. Jak donoszono, po spotkaniu niektórzy zawodnicy Unii próbowali pocieszyć się "niezbyt ożywczym napojem".
Na Klub padł blady strach. Można się domyślać, że po nieudanym zawieszeniu naszego podstawowego bramkarza, myśl o kolejnych zawieszeniach musiała wywoływać u działaczy mrowienie w plecach. Zaczęto analizować opisany przypadek. Wszystko wskazywało na to, że do tłumienia żalów nie zaproszono dziennikarzy. To był milowy krok do wniosku, że cała informacja jest wielce niepewną. Kierownictwo klubu uznało, że nie ma pełnych podstaw do zawieszeń i dyskwalifikacji.
Kibice także gremialnie uznali, że jedynym znanym w Tarnowie ""niezbyt ożywczym napojem" jest wspomniana oranżada i to w niej topiono żale. To było dosyć logiczne rozumowanie, bo w oranżadzie - oprócz wody - nie było niczego naturalnego, sama chemia.
Żony Kibiców na wszelki wypadek zabroniły swoim latoroślom spożywania oranżad, bo a nuż wywoła ona stany odmienne od normalnych.
I wszystko rozeszło się po kościach, czyli dokładniej -"po oranżadzie". I tylko w zaciszu swojego mieszkania Pan Janek mozolnie skrobał ołówkiem wypracowanie: "Wpływ oranżady na formę zawodników w kraju".
Co oczywiście nie zablokowało Jego wyjazdu na kolejny mecz - do Naprzodu Lipiny. Jak pisał: "pojadę nie tyle, by zobaczyć zawodników, ale bardziej by zobaczyć miejscowych kibiców".
SEZON 1960 r. - druga w historii klubu II liga !.
15 kolejka - UNIA - GÓRNIK RADLIN
Po ostatnim gwizdku sędziego, kibice Unii pocieszali się: no teraz to już przynajmniej jesteśmy spokojni - nikt nam nie strzeli gola, aż do kolejnego spotkania. Jak bardzo się mylili. Strzał padł i to tak jakby zza węgła. W roli głównej tej zaskakującej sytuacji wystąpiła ... oranżada. W tamtym czasie był to jeden z najpopularniejszych chłodzących napojów, a to w formie rozpuszczalnego proszku, a to w woreczku foliowym, a to w
oryginalnych butelkach.
W czym rzecz z tą oranżadą ?. Ano dzień po meczu z Radlinem jedna z krakowskich gazet obwieściła, że nie tylko kibice Unii byli smutni, ale smutek dotknął też piłkarzy Jaskółek. Jak donoszono, po spotkaniu niektórzy zawodnicy Unii próbowali pocieszyć się "niezbyt ożywczym napojem".
Na Klub padł blady strach. Można się domyślać, że po nieudanym zawieszeniu naszego podstawowego bramkarza, myśl o kolejnych zawieszeniach musiała wywoływać u działaczy mrowienie w plecach. Zaczęto analizować opisany przypadek. Wszystko wskazywało na to, że do tłumienia żalów nie zaproszono dziennikarzy. To był milowy krok do wniosku, że cała informacja jest wielce niepewną. Kierownictwo klubu uznało, że nie ma pełnych podstaw do zawieszeń i dyskwalifikacji.
Kibice także gremialnie uznali, że jedynym znanym w Tarnowie ""niezbyt ożywczym napojem" jest wspomniana oranżada i to w niej topiono żale. To było dosyć logiczne rozumowanie, bo w oranżadzie - oprócz wody - nie było niczego naturalnego, sama chemia.
Żony Kibiców na wszelki wypadek zabroniły swoim latoroślom spożywania oranżad, bo a nuż wywoła ona stany odmienne od normalnych.
I wszystko rozeszło się po kościach, czyli dokładniej -"po oranżadzie". I tylko w zaciszu swojego mieszkania Pan Janek mozolnie skrobał ołówkiem wypracowanie: "Wpływ oranżady na formę zawodników w kraju".
Co oczywiście nie zablokowało Jego wyjazdu na kolejny mecz - do Naprzodu Lipiny. Jak pisał: "pojadę nie tyle, by zobaczyć zawodników, ale bardziej by zobaczyć miejscowych kibiców".
-
Jaskółka z KRK
- Posty: 1323
- Rejestracja: 10 wrz 2016, 8:41
Re: HISTORIA PIŁKARZY W SUBIEKTYWNYM UJĘCIU JzK
HISTORIA PIŁKARZY UNII, WIDZIANA OCZAMI JzK - część 124.
SEZON 1960 r. - druga w historii klubu II liga !.
15 KOLEJKA - WYNIKI i TABELA.
Zbliżająca się do bram I ligi Cracovia odprawiła Wawel Wirek 4:1. Po 55 minutach gry wynik brzmiał jednak 1:1. Potem gole zdobywali już tylko gospodarze. Mecz zakończył się zgodnie z przewidywaniami. Objawiła się jednak istotna różnica w stosunku do wcześniejszych meczów rozgrywanych w Krakowie. Tym razem bowiem pretensje do dyspozycji sędziego zgłaszali ... gospodarze. Poszło między innymi o niepodyktowany w 80 minucie meczu rzut karny za rzekomą rękę obrońcy gości.
W walce o trzecie miejsce w tabeli Stal Rzeszów pokonała Piasta Gliwice 2:0. Strata Rzeszowian do "Pasów" była jednak wyraźna.
W małych derbach Krakowa Garbarnia wygrała z Wawelem 2:0. Stal Mielec zremisowała w Krośnie 0:0. Identyczny wynik odnotowano w spotkaniu Concordii z naszym najbliższym rywalem Naprzodem.
TABELA PO 15 KOLEJKACH:
1/ Cracovia - 23 pkt;
2/ Stal Mielec - 20 pkt;
3/ Stal Rzeszów - 18 pkt;
4/ - 5/ Piast i Garbarnia po 16 pkt;
6/- 7/ UNIA TARNÓW i Concordia - 15 pkt;
8/ Legia 14 pkt;
9/ Naprzód - 13 pkt;
10/ Górnik Radlin 12 pkt;
11/ Wawel Kraków 10 pkt;
12/ Wirek - 8 pkt.
SEZON 1960 r. - druga w historii klubu II liga !.
15 KOLEJKA - WYNIKI i TABELA.
Zbliżająca się do bram I ligi Cracovia odprawiła Wawel Wirek 4:1. Po 55 minutach gry wynik brzmiał jednak 1:1. Potem gole zdobywali już tylko gospodarze. Mecz zakończył się zgodnie z przewidywaniami. Objawiła się jednak istotna różnica w stosunku do wcześniejszych meczów rozgrywanych w Krakowie. Tym razem bowiem pretensje do dyspozycji sędziego zgłaszali ... gospodarze. Poszło między innymi o niepodyktowany w 80 minucie meczu rzut karny za rzekomą rękę obrońcy gości.
W walce o trzecie miejsce w tabeli Stal Rzeszów pokonała Piasta Gliwice 2:0. Strata Rzeszowian do "Pasów" była jednak wyraźna.
W małych derbach Krakowa Garbarnia wygrała z Wawelem 2:0. Stal Mielec zremisowała w Krośnie 0:0. Identyczny wynik odnotowano w spotkaniu Concordii z naszym najbliższym rywalem Naprzodem.
TABELA PO 15 KOLEJKACH:
1/ Cracovia - 23 pkt;
2/ Stal Mielec - 20 pkt;
3/ Stal Rzeszów - 18 pkt;
4/ - 5/ Piast i Garbarnia po 16 pkt;
6/- 7/ UNIA TARNÓW i Concordia - 15 pkt;
8/ Legia 14 pkt;
9/ Naprzód - 13 pkt;
10/ Górnik Radlin 12 pkt;
11/ Wawel Kraków 10 pkt;
12/ Wirek - 8 pkt.
-
Jaskółka z KRK
- Posty: 1323
- Rejestracja: 10 wrz 2016, 8:41
Re: HISTORIA PIŁKARZY W SUBIEKTYWNYM UJĘCIU JzK
HISTORIA PIŁKARZY UNII, WIDZIANA OCZAMI JzK - część 125.
SEZON 1960 r. - druga w historii klubu II liga !.
BARAŻE O II LIGĘ.
Na chwilę odpocznijmy od drugoligowych zmagań Jaskółek. Przedstawię, jak to w cieniu drugoligowych gier wyglądała batalia o II ligę. Batalia to mało powiedziana, to była ogólnopolska wojna. Uświadomi zainteresowanym tą rubryką, jak piekielnie trudno było osiągnąć poziom Unii Tarnów w tamtych czasach. Dzisiejsze baraże, w porównaniu z tamtymi, to zabawa w piaskownicy. Gdy więc czytamy o nieco słabszych występach piłkarzy Unii, to cały czas pamiętajmy, że była ona w doborowym gronie.
W 18 okręgach najwyższym poziomem piłkarskim była Liga Okręgowa, odpowiadająca trzeciemu poziomowi rozgrywek.
Krakowska III lIga okręgowa liczyła 16 zespołów. Wygrał ją rzutem na taśmę Hutnik Nowa Huta, który zgromadził 41 punktów i zaledwie o 2 punkty wyprzedził Beskid Andrychów. To była trudna grupa, występowały w niej m. in. Unia Oświęcim, Sandecja Nowy Sącz, rezerwy Wisły Kraków. Drużyny z Tarnowa nie liczyły się w tej stawce: Tarnovia zajęła 11 miejsce z 28 punktami, natomiast Metal miejsce 15, co oznaczało spadek.
Z kolei wygrana ligi oznaczała dla Hutnika początek drogi przez mękę.
W wyniku losowania Hutnik znalazł się w jednej grupie z naszym niedawnym sparingpartnerem Resovią oraz spadkowiczem z drugiej ligi Szombierkami Bytom. Opisy zarówno sparingu z Resovią, jak i meczów Unii z Szombierkami /sezon 1959r./ zamieściłem w niniejszej "Historii ...".
Hutnik zaczął udanie baraże od remisu 1:1 na boisku Resovii. Co prawda Resovia jako pierwsza strzeliła gola, ale dzięki nie skoszonej
trawie, Hutnik wyrównał. Baran uderzył z kilkudziesięciu metrów, a piłka odbijając się od kępy trawy przeszła obok zdezorientowanego
Szafrankiewicza i wpadła do bramki !. Nazwisko Szafrankiewicza to miód na serca kibiców Tovii, bo w bodajże 1962r. opuścił on szeregi Resovii i stał się mocnym punktem tarnowskiego klubu /mimo i tam wystających kęp trawy/. W rewanżu Hutnik wyraźnie pokonał Resovię 3:1.
Resovia co prawda wygrała u siebie z Szombierkami 2:0, ale w Bytomiu poniosła dotkliwą porażkę 0:3.
Na placu boju pozostały więc dwie drużyny: Hutnik i Szombierki. Po niesamowicie zaciętych meczach Hutnik odniósł dwa zwycięstwa 2:1 /u siebie/ i 3:2 /na wyjeździe/.
W nagrodę za wygranie baraży, Hutnik awansował do ... kolejnych baraży. W nich, spośród 6 zespołów, tylko dwa najlepsze awansowały do II ligi. Rywale Hutnika byli znakomici: AKS Chorzów, Górnik Wałbrzych, Górnik Konin, Arka Gdynia i Lublinianka.
Hutnik okazał się czołowym zespołem baraży. Dał się zdystansować Lubliniance o 1 punkt /Lublin - 13 punktów, Hutnik - 12 punktów/, ale bardzo mocna Arka Gdynia nie była już w stanie go wyprzedzić. I Hutnik i Arka zdobyły po 12 punktów. Ponieważ władzom piłkarskim najwyraźniej doskwierał brak gier w walce o II ligę, postanowiono, że o awansie zadecyduje kolejny bezpośredni pojedynek pomiędzy zainteresowanymi. Ten mecz miał wyłonić drugiego - obok Lublinianki - beniaminka II ligi.
Mecz rozegrano na stadionie Marymontu Warszawa. W podstawowym czasie gry było ... 0:0. Zarządzono dogrywkę. Wynik na tablicy nie uległ zmianie !. Dalej 0:0, mimo że starsi kibice Hutnika wspominali, że piłka kilka razy odbijała się od słupka i poprzeczki.
To co się stało później przeszło do historii Hutnika. Sędzia zarządził rzut monetą !. Ponoć ustalił z kapitanami drużyn, że monetą rzuci dwukrotnie. Wynikało to z tego, że żaden z kapitanów nie chciał jako pierwszy wskazać "swojej" strony monety. Sędzia w tej sytuacji postanowił, że ten pierwszy rzut wskaże zespół, który będzie musiał jako pierwszy określić, którą stronę monety wybiera do właściwego losowania: "orzełka", czy "reszkę". Tu kapitanowie ulegli i do pierwszego losowania wskazali stronę monety /Hutnik orzełka"/. Drugi rzut miał pokazać po czyjej stronie jest w tym dniu szczęście.
I odnośnie tego, co się potem wydarzyło, relacje osób związanych z Arką i Hutnikiem różnią się, niczym dwie strony monety. Arkowcy twierdzili, że Hutnik źle zrozumiał sędziego. Kibice i zawodnicy Hutnika przedstawiali całe zajście następująco: oto sędzia rzucił nieoczekiwanie monetę ... za siebie, w stronę gdzie stała większość Arkowców. Oni też jako pierwsi dopadli monety i cały stadion usłyszał ich krzyk: "reszka", "reszka" !, jesteśmy w II lidze !". Po czym wręczyli sędziemu monetę z reszką u góry. Kiedy Hutnicy domagali się drugiego rzutu monetą, Gdynianie i sędzia już rączo bieżyli do szatni, słysząc za sobą okrzyki goniących ich Hutników. Na stadionie był Pan Janek, który dał się ponieść atmosferze towarzyszącej barażom, a nade wszystko chciał zobaczyć przyszłego rywala Unii w II lidze. I to Pan Janek z poziomu trybun także miał niejasne wrażenie, że na murawie to nie wszystko było ... jasne. Oczywiście nie słyszał ustaleń sędziego z zawodnikami, ale odnotował, że gwałtowna reakcja piłkarzy Hutnika była natychmiastowa i spontaniczna, wyglądała na niewyreżyserowaną, a moneta faktycznie poleciała w dziwną stronę. Podobno przedstawiciel PZPN twierdził, że nie ma problemu, bo druga liga zostanie poszerzona, co jednak nie nastąpiło.
Protestu Hutnika, a i złożonego protestu kibiców tej drużyny /było ich w Warszawie ponad 2 tysiące/, centrala piłkarska nie uwzględniła.
SEZON 1960 r. - druga w historii klubu II liga !.
BARAŻE O II LIGĘ.
Na chwilę odpocznijmy od drugoligowych zmagań Jaskółek. Przedstawię, jak to w cieniu drugoligowych gier wyglądała batalia o II ligę. Batalia to mało powiedziana, to była ogólnopolska wojna. Uświadomi zainteresowanym tą rubryką, jak piekielnie trudno było osiągnąć poziom Unii Tarnów w tamtych czasach. Dzisiejsze baraże, w porównaniu z tamtymi, to zabawa w piaskownicy. Gdy więc czytamy o nieco słabszych występach piłkarzy Unii, to cały czas pamiętajmy, że była ona w doborowym gronie.
W 18 okręgach najwyższym poziomem piłkarskim była Liga Okręgowa, odpowiadająca trzeciemu poziomowi rozgrywek.
Krakowska III lIga okręgowa liczyła 16 zespołów. Wygrał ją rzutem na taśmę Hutnik Nowa Huta, który zgromadził 41 punktów i zaledwie o 2 punkty wyprzedził Beskid Andrychów. To była trudna grupa, występowały w niej m. in. Unia Oświęcim, Sandecja Nowy Sącz, rezerwy Wisły Kraków. Drużyny z Tarnowa nie liczyły się w tej stawce: Tarnovia zajęła 11 miejsce z 28 punktami, natomiast Metal miejsce 15, co oznaczało spadek.
Z kolei wygrana ligi oznaczała dla Hutnika początek drogi przez mękę.
W wyniku losowania Hutnik znalazł się w jednej grupie z naszym niedawnym sparingpartnerem Resovią oraz spadkowiczem z drugiej ligi Szombierkami Bytom. Opisy zarówno sparingu z Resovią, jak i meczów Unii z Szombierkami /sezon 1959r./ zamieściłem w niniejszej "Historii ...".
Hutnik zaczął udanie baraże od remisu 1:1 na boisku Resovii. Co prawda Resovia jako pierwsza strzeliła gola, ale dzięki nie skoszonej
trawie, Hutnik wyrównał. Baran uderzył z kilkudziesięciu metrów, a piłka odbijając się od kępy trawy przeszła obok zdezorientowanego
Szafrankiewicza i wpadła do bramki !. Nazwisko Szafrankiewicza to miód na serca kibiców Tovii, bo w bodajże 1962r. opuścił on szeregi Resovii i stał się mocnym punktem tarnowskiego klubu /mimo i tam wystających kęp trawy/. W rewanżu Hutnik wyraźnie pokonał Resovię 3:1.
Resovia co prawda wygrała u siebie z Szombierkami 2:0, ale w Bytomiu poniosła dotkliwą porażkę 0:3.
Na placu boju pozostały więc dwie drużyny: Hutnik i Szombierki. Po niesamowicie zaciętych meczach Hutnik odniósł dwa zwycięstwa 2:1 /u siebie/ i 3:2 /na wyjeździe/.
W nagrodę za wygranie baraży, Hutnik awansował do ... kolejnych baraży. W nich, spośród 6 zespołów, tylko dwa najlepsze awansowały do II ligi. Rywale Hutnika byli znakomici: AKS Chorzów, Górnik Wałbrzych, Górnik Konin, Arka Gdynia i Lublinianka.
Hutnik okazał się czołowym zespołem baraży. Dał się zdystansować Lubliniance o 1 punkt /Lublin - 13 punktów, Hutnik - 12 punktów/, ale bardzo mocna Arka Gdynia nie była już w stanie go wyprzedzić. I Hutnik i Arka zdobyły po 12 punktów. Ponieważ władzom piłkarskim najwyraźniej doskwierał brak gier w walce o II ligę, postanowiono, że o awansie zadecyduje kolejny bezpośredni pojedynek pomiędzy zainteresowanymi. Ten mecz miał wyłonić drugiego - obok Lublinianki - beniaminka II ligi.
Mecz rozegrano na stadionie Marymontu Warszawa. W podstawowym czasie gry było ... 0:0. Zarządzono dogrywkę. Wynik na tablicy nie uległ zmianie !. Dalej 0:0, mimo że starsi kibice Hutnika wspominali, że piłka kilka razy odbijała się od słupka i poprzeczki.
To co się stało później przeszło do historii Hutnika. Sędzia zarządził rzut monetą !. Ponoć ustalił z kapitanami drużyn, że monetą rzuci dwukrotnie. Wynikało to z tego, że żaden z kapitanów nie chciał jako pierwszy wskazać "swojej" strony monety. Sędzia w tej sytuacji postanowił, że ten pierwszy rzut wskaże zespół, który będzie musiał jako pierwszy określić, którą stronę monety wybiera do właściwego losowania: "orzełka", czy "reszkę". Tu kapitanowie ulegli i do pierwszego losowania wskazali stronę monety /Hutnik orzełka"/. Drugi rzut miał pokazać po czyjej stronie jest w tym dniu szczęście.
I odnośnie tego, co się potem wydarzyło, relacje osób związanych z Arką i Hutnikiem różnią się, niczym dwie strony monety. Arkowcy twierdzili, że Hutnik źle zrozumiał sędziego. Kibice i zawodnicy Hutnika przedstawiali całe zajście następująco: oto sędzia rzucił nieoczekiwanie monetę ... za siebie, w stronę gdzie stała większość Arkowców. Oni też jako pierwsi dopadli monety i cały stadion usłyszał ich krzyk: "reszka", "reszka" !, jesteśmy w II lidze !". Po czym wręczyli sędziemu monetę z reszką u góry. Kiedy Hutnicy domagali się drugiego rzutu monetą, Gdynianie i sędzia już rączo bieżyli do szatni, słysząc za sobą okrzyki goniących ich Hutników. Na stadionie był Pan Janek, który dał się ponieść atmosferze towarzyszącej barażom, a nade wszystko chciał zobaczyć przyszłego rywala Unii w II lidze. I to Pan Janek z poziomu trybun także miał niejasne wrażenie, że na murawie to nie wszystko było ... jasne. Oczywiście nie słyszał ustaleń sędziego z zawodnikami, ale odnotował, że gwałtowna reakcja piłkarzy Hutnika była natychmiastowa i spontaniczna, wyglądała na niewyreżyserowaną, a moneta faktycznie poleciała w dziwną stronę. Podobno przedstawiciel PZPN twierdził, że nie ma problemu, bo druga liga zostanie poszerzona, co jednak nie nastąpiło.
Protestu Hutnika, a i złożonego protestu kibiców tej drużyny /było ich w Warszawie ponad 2 tysiące/, centrala piłkarska nie uwzględniła.
-
Jaskółka z KRK
- Posty: 1323
- Rejestracja: 10 wrz 2016, 8:41
Re: HISTORIA PIŁKARZY W SUBIEKTYWNYM UJĘCIU JzK
HISTORIA PIŁKARZY UNII, WIDZIANA OCZAMI JzK - część 126.
SEZON 1960 r. - druga w historii klubu II liga !.
BIEDNY RZYM, BIEDNE WŁOCHY.
Dlaczego w 1960r. Rzym i Włochy uchodziły w oczach Pana Janka za biedne ?. Wytłumaczenie proste: bo nie miały Unii Tarnów !.
Więc cóż pozostało Rzymowi w ramach wątłej rekompensaty ?. Oczywiście Letnie Igrzyska Olimpijskie. Piszę o nich kilka słów, bo obiektywnie trzeba przyznać, że XVII Olimpiada z uwagi na sukcesy polskich sportowców przyćmiła nawet drugoligowe rozgrywki w piłce nożnej.
Olimpiada wystartowała 25 sierpnia 1960 r. To były pierwsze Igrzyska w zasadzie w pełni transmitowane przez światowe telewizje, stąd też i ich ogromna popularność.
Zdobyliśmy 4 złote medale /Z. Krzyszkowiak w biegu na 3 km z przeszkodami, J.Szmidt w trójskoku, K.Paździor w boksie i I. Paliński w
podnoszeniu ciężarów/, 6 srebrnych /drużyna w szabli, E. Krzesińska w skoku w dal, J. Jóźwiakowska w skoku wzwyż, oraz bokserzy: J.Adamski, T.Walasek i Zb. Pietrzykowski/. Wreszcie pulę medali uzupełniło az 11 brązowych /w boksie, kajakarstwie, wioślarstwie, lekkoatletyce i zapasach/ !. Polska - na 83 uczestniczące ekipy - zajęła w punktacji medalowej 9 miejsce na świecie !.
SEZON 1960 r. - druga w historii klubu II liga !.
BIEDNY RZYM, BIEDNE WŁOCHY.
Dlaczego w 1960r. Rzym i Włochy uchodziły w oczach Pana Janka za biedne ?. Wytłumaczenie proste: bo nie miały Unii Tarnów !.
Więc cóż pozostało Rzymowi w ramach wątłej rekompensaty ?. Oczywiście Letnie Igrzyska Olimpijskie. Piszę o nich kilka słów, bo obiektywnie trzeba przyznać, że XVII Olimpiada z uwagi na sukcesy polskich sportowców przyćmiła nawet drugoligowe rozgrywki w piłce nożnej.
Olimpiada wystartowała 25 sierpnia 1960 r. To były pierwsze Igrzyska w zasadzie w pełni transmitowane przez światowe telewizje, stąd też i ich ogromna popularność.
Zdobyliśmy 4 złote medale /Z. Krzyszkowiak w biegu na 3 km z przeszkodami, J.Szmidt w trójskoku, K.Paździor w boksie i I. Paliński w
podnoszeniu ciężarów/, 6 srebrnych /drużyna w szabli, E. Krzesińska w skoku w dal, J. Jóźwiakowska w skoku wzwyż, oraz bokserzy: J.Adamski, T.Walasek i Zb. Pietrzykowski/. Wreszcie pulę medali uzupełniło az 11 brązowych /w boksie, kajakarstwie, wioślarstwie, lekkoatletyce i zapasach/ !. Polska - na 83 uczestniczące ekipy - zajęła w punktacji medalowej 9 miejsce na świecie !.
-
Jaskółka z KRK
- Posty: 1323
- Rejestracja: 10 wrz 2016, 8:41
Re: HISTORIA PIŁKARZY W SUBIEKTYWNYM UJĘCIU JzK
HISTORIA PIŁKARZY UNII, WIDZIANA OCZAMI JzK - część 127.
SEZON 1960 r. - druga w historii klubu II liga !.
16 kolejka - Naprzód Lipiny - UNIA
Kto systematycznie i dokładnie czyta "Historię ...", ten domyśla się, co mówili kibice, a raczej jak żartowali kibice Unii /a przynajmniej Pan Janek/ przed wyjazdem do Lipin.
Uznał on, że sprawa jest nadzwyczaj prosta. Przed meczem w Lipinach, z uwagi na jego kąpanych w gorącej wodzie kibiców, widział dwa możliwe scenariusze. Problemem było, który z nich będzie bliższy sercu piłkarzy Unii. Scenariusz wydarzeń był więc dość ograniczony: albo zawodnicy zdobędą punkty i stracą zęby, albo zachowają uśmiech i stracą punkty.
W roli rzekomych kamikadze wystąpili: Czekanowski /pewnie zastanawiał się, czy odwieszenie jego kary nie powinno nastąpić po 16 kolejce/, dalej Tyliszczak /ten to miał pecha - nie grał większą część sezonu, a tu go wpuszczają na boisko w Lipinach/, Mazurek /ten o niczym nie myślał, bo
należał do boiskowych twardzieli/. Reszta towarzystwa, a to: Palemba, Guzy, Nowak, Witek, Leśniak, /Hausner/, Rusinek, Kotwa, Dubiel być może oceniała odległość, jaka dzieliła ich od szatni, dzieliła w myślach tę odległość przez ostatnio uzyskiwane czasy na 100 metrów w sprincie i
rozpytywała o najkrótszą drogę z kolei z szatni do najbliższego komisariatu milicji.
Na stadionie w Lipinach zameldowała się jednak całkiem spora grupka kibiców z Tarnowa, więc piłkarze mieli wsparcie.
Piłkarze Unii zadali kłam spekulacjom i już na początku meczu zaprezentowali odważne i ładne akcje.
Indywidualną szarżę Witka powstrzymano faulem, ale tym razem egzekutorem wolnego był nie Mazurek, ale Nowak. Strzał może nie był tak mocny, jak w wykonaniu naszego stopera, ale równie groźny !. Niestety, ale lekko podkręcona piłka, wylądowała na poprzeczce !.
Chwilę później Nowak idealnym podaniem uruchomił Rusinka, ale ten będąc w świetnej sytuacji, minimalnie przestrzelił !. Okazja się
powtórzyła po kilku kolejnych minutach, ale ponownie Rusinek z kilku metrów nie trafił w światło bramki. Przez całą pierwszą połowę
trwało mocowanie się obu drużyn. Dodatkowym przeciwnikiem był duży
zaduch i upał, temperatura sięgała 30 stopni C.
W 43 minucie, niejako na pożegnanie z pierwszą połową Morcińczyk oddał plasowany strzał i ku radości miejscowych zdobył gola !. Trochę
zaspała obrona Unii, która nie zablokowała poczynań gracza Naprzodu !.
Po przerwie na boisku pojawił się Hausner, który wniósł wiele dobrego do poczynań kolegów i kiedy wydawało się, że Jaskółki nawiążą
wyrównaną walkę z gospodarzami, spotkała nas nieprzyjemna niespodzianka. Dopuszczono do centry Gruszki, a znajdujący się nieopodal
bramki Kasprzyk podwyższył wynik meczu na 2:0 !!!.
Ostatnie pół godziny to kontrolowanie gry przez Naprzód i nieliczne kontry Jaskółek.
Unia - po jak najbardziej sportowej grze, której nie zakłócili kibice, niestety przegrała z bardziej skutecznym w tym dniu Naprzodem 0:2 !!!.
Rozpisany przez Pana Janka scenariusz nie ziścił się: nie było punktów, ale i nie było uśmiechu ...
SEZON 1960 r. - druga w historii klubu II liga !.
16 kolejka - Naprzód Lipiny - UNIA
Kto systematycznie i dokładnie czyta "Historię ...", ten domyśla się, co mówili kibice, a raczej jak żartowali kibice Unii /a przynajmniej Pan Janek/ przed wyjazdem do Lipin.
Uznał on, że sprawa jest nadzwyczaj prosta. Przed meczem w Lipinach, z uwagi na jego kąpanych w gorącej wodzie kibiców, widział dwa możliwe scenariusze. Problemem było, który z nich będzie bliższy sercu piłkarzy Unii. Scenariusz wydarzeń był więc dość ograniczony: albo zawodnicy zdobędą punkty i stracą zęby, albo zachowają uśmiech i stracą punkty.
W roli rzekomych kamikadze wystąpili: Czekanowski /pewnie zastanawiał się, czy odwieszenie jego kary nie powinno nastąpić po 16 kolejce/, dalej Tyliszczak /ten to miał pecha - nie grał większą część sezonu, a tu go wpuszczają na boisko w Lipinach/, Mazurek /ten o niczym nie myślał, bo
należał do boiskowych twardzieli/. Reszta towarzystwa, a to: Palemba, Guzy, Nowak, Witek, Leśniak, /Hausner/, Rusinek, Kotwa, Dubiel być może oceniała odległość, jaka dzieliła ich od szatni, dzieliła w myślach tę odległość przez ostatnio uzyskiwane czasy na 100 metrów w sprincie i
rozpytywała o najkrótszą drogę z kolei z szatni do najbliższego komisariatu milicji.
Na stadionie w Lipinach zameldowała się jednak całkiem spora grupka kibiców z Tarnowa, więc piłkarze mieli wsparcie.
Piłkarze Unii zadali kłam spekulacjom i już na początku meczu zaprezentowali odważne i ładne akcje.
Indywidualną szarżę Witka powstrzymano faulem, ale tym razem egzekutorem wolnego był nie Mazurek, ale Nowak. Strzał może nie był tak mocny, jak w wykonaniu naszego stopera, ale równie groźny !. Niestety, ale lekko podkręcona piłka, wylądowała na poprzeczce !.
Chwilę później Nowak idealnym podaniem uruchomił Rusinka, ale ten będąc w świetnej sytuacji, minimalnie przestrzelił !. Okazja się
powtórzyła po kilku kolejnych minutach, ale ponownie Rusinek z kilku metrów nie trafił w światło bramki. Przez całą pierwszą połowę
trwało mocowanie się obu drużyn. Dodatkowym przeciwnikiem był duży
zaduch i upał, temperatura sięgała 30 stopni C.
W 43 minucie, niejako na pożegnanie z pierwszą połową Morcińczyk oddał plasowany strzał i ku radości miejscowych zdobył gola !. Trochę
zaspała obrona Unii, która nie zablokowała poczynań gracza Naprzodu !.
Po przerwie na boisku pojawił się Hausner, który wniósł wiele dobrego do poczynań kolegów i kiedy wydawało się, że Jaskółki nawiążą
wyrównaną walkę z gospodarzami, spotkała nas nieprzyjemna niespodzianka. Dopuszczono do centry Gruszki, a znajdujący się nieopodal
bramki Kasprzyk podwyższył wynik meczu na 2:0 !!!.
Ostatnie pół godziny to kontrolowanie gry przez Naprzód i nieliczne kontry Jaskółek.
Unia - po jak najbardziej sportowej grze, której nie zakłócili kibice, niestety przegrała z bardziej skutecznym w tym dniu Naprzodem 0:2 !!!.
Rozpisany przez Pana Janka scenariusz nie ziścił się: nie było punktów, ale i nie było uśmiechu ...
-
Jaskółka z KRK
- Posty: 1323
- Rejestracja: 10 wrz 2016, 8:41
Re: HISTORIA PIŁKARZY W SUBIEKTYWNYM UJĘCIU JzK
HISTORIA PIŁKARZY UNII, WIDZIANA OCZAMI JzK - część 128.
SEZON 1960 r. - druga w historii klubu II liga !.
16 KOLEJKA - INNE WYNIKI i TABELA
Górnik Radlin wspiął się na wyżyny i zremisował z Cracovią 0:0. Ta ostatnia wystąpiła bez kontuzjowanego Kowalika, ale według przekazów była drużyną lepszą, choć zawodzącą strzelecko. Krakowska prasa dopatrywała się braku zwycięstwa w wysokiej trawie na boisku. Oraz w błędach sędziego.
Choć z tymi błędami to sprawa lekko podejrzana. Jeden z dziennikarzy uważał, że karny należał się za przytrzymanie ręką w polu karnym Sudera. Ta pełna horroru scena rozegrała się rzekomo w 37 minucie meczu. Czas ma tu zasadnicze znaczenie. Oto inny dziennikarz dopatrzył się karnego w tej samej 37 minucie meczu. Tyle, że według niego faulowany był Manowski, którego gospodarz miał faulować w mniej finezyjny sposób, niż w opisanej poprzednio sytuacji. Obrońca Górnika nie trzymał grzecznie Manowskiego za rączkę, ale ... za majtki. Rączka czy majtki - wszystko jedno, karnego nie było. W tej poważnej rubryce poświęcam majtkom tyle miejsca, gdyż tego rodzaju kwiatki w pomeczowych sprawozdaniach w tamtych czasach nie należały do rzadkości. Taki Pan Janek, czy inny Kibic kuszący się o pomeczowe opisy byli na wagę złota.
Nasz najbliższy rywal, czyli Stal Mielec wygrała z Concordią 3:2. Zważywszy na formę Unistów, perspektywy przed meczem ze Stalą nie były wesołe. Stal Mielec nie kryła już ekstraklasowych ambicji. Mielczanie od 6 kolejek nie przegrali meczu /4 wygrali, dwa zremisowali - z Cracovią i w
Krośnie/. Unia przygotowała dla wicelidera tabeli małą niespodziankę. W zespole miał zadebiutować lewoskrzydłowy z Beskidu Andrychów Władysław Gosek. Jak pamiętamy Beskid w 3 lidze do końca walczył z Hutnikiem o prawo gry w barażach o II ligę.
Ratujący się przed spadkiem Wawel Kraków rozgromił Legię 6:0, będący w podobnej sytuacji Wirek wygrał ze Stalą Rzeszów 3:1, a Piast Gliwice z Garbarnią 2:1.
TABELA PO 16 KOLEJCE:
1/ Cracovia - 24 pkt;
2/ Stal Mielec - 22 pkt;
3/ - 4/ Piast i Stal Rzeszów - 18 pkt;
5/ Garbarnia - 16 pkt;
6/- 7/- 8/ UNIA TARNÓW, Naprzód i Concordia - po 15 pkt;
9/ - Legia Krosno - 14 pkt;
10/ - Górnik Radlin - 13 pkt;
11/- Wawel Kraków - 12 pkt;
12/ - Wirek - 10 pkt.
SEZON 1960 r. - druga w historii klubu II liga !.
16 KOLEJKA - INNE WYNIKI i TABELA
Górnik Radlin wspiął się na wyżyny i zremisował z Cracovią 0:0. Ta ostatnia wystąpiła bez kontuzjowanego Kowalika, ale według przekazów była drużyną lepszą, choć zawodzącą strzelecko. Krakowska prasa dopatrywała się braku zwycięstwa w wysokiej trawie na boisku. Oraz w błędach sędziego.
Choć z tymi błędami to sprawa lekko podejrzana. Jeden z dziennikarzy uważał, że karny należał się za przytrzymanie ręką w polu karnym Sudera. Ta pełna horroru scena rozegrała się rzekomo w 37 minucie meczu. Czas ma tu zasadnicze znaczenie. Oto inny dziennikarz dopatrzył się karnego w tej samej 37 minucie meczu. Tyle, że według niego faulowany był Manowski, którego gospodarz miał faulować w mniej finezyjny sposób, niż w opisanej poprzednio sytuacji. Obrońca Górnika nie trzymał grzecznie Manowskiego za rączkę, ale ... za majtki. Rączka czy majtki - wszystko jedno, karnego nie było. W tej poważnej rubryce poświęcam majtkom tyle miejsca, gdyż tego rodzaju kwiatki w pomeczowych sprawozdaniach w tamtych czasach nie należały do rzadkości. Taki Pan Janek, czy inny Kibic kuszący się o pomeczowe opisy byli na wagę złota.
Nasz najbliższy rywal, czyli Stal Mielec wygrała z Concordią 3:2. Zważywszy na formę Unistów, perspektywy przed meczem ze Stalą nie były wesołe. Stal Mielec nie kryła już ekstraklasowych ambicji. Mielczanie od 6 kolejek nie przegrali meczu /4 wygrali, dwa zremisowali - z Cracovią i w
Krośnie/. Unia przygotowała dla wicelidera tabeli małą niespodziankę. W zespole miał zadebiutować lewoskrzydłowy z Beskidu Andrychów Władysław Gosek. Jak pamiętamy Beskid w 3 lidze do końca walczył z Hutnikiem o prawo gry w barażach o II ligę.
Ratujący się przed spadkiem Wawel Kraków rozgromił Legię 6:0, będący w podobnej sytuacji Wirek wygrał ze Stalą Rzeszów 3:1, a Piast Gliwice z Garbarnią 2:1.
TABELA PO 16 KOLEJCE:
1/ Cracovia - 24 pkt;
2/ Stal Mielec - 22 pkt;
3/ - 4/ Piast i Stal Rzeszów - 18 pkt;
5/ Garbarnia - 16 pkt;
6/- 7/- 8/ UNIA TARNÓW, Naprzód i Concordia - po 15 pkt;
9/ - Legia Krosno - 14 pkt;
10/ - Górnik Radlin - 13 pkt;
11/- Wawel Kraków - 12 pkt;
12/ - Wirek - 10 pkt.
-
Greg-Tarnów
- Posty: 5077
- Rejestracja: 19 lut 2012, 0:55
Re: HISTORIA PIŁKARZY W SUBIEKTYWNYM UJĘCIU JzK
Jaskółka tak swoją zawodnicy obu ekip obiegali się cały mecz po czym sędzia decydował że rzut monetą wyłoni zwycięzcę. To był totalny absurd. Czy nie było w gronie działaczy PZPN choćby jednej inteligentnej osoby??? w roku 1960 fajne drużyny do Mościć przyjeżdżały. Kiedy to wróci??? 2liga to marzenie.
''To, co jest trudne, da się zrobić. To, co wydaje się niemożliwe, należy przynajmniej spróbować”.
-
Jaskółka z KRK
- Posty: 1323
- Rejestracja: 10 wrz 2016, 8:41
Re: HISTORIA PIŁKARZY W SUBIEKTYWNYM UJĘCIU JzK
ODPOWIEDŹ - tak, tak - to była droga przez mękę, którą kończył nieodgadniony los. Ale pamiętajmy - to była nie tylko nasza specjalność i nie była to tylko specjalność roku 1960.
Przywołam rok 1970 - horror z udziałem Górnika Zabrze, jak wówczas mówiono naszej eksportowej drużyny. Lubański, Kostka, Gorgoń, Olek, Szołtysik, Banaś i wielu innych asów. Sezon 1968/69 - Górnik Zabrze zdobywa Puchar Polski i startuje w europejskich rozgrywkach Pucharu Zdobywców Pucharu. Na liście pokonanych tak znane i dziś marki, jak Olympiakos Pireus, Glasgow Rangers, Lewski Spartak Sofia. I półfinał z włoską AS Roma. W Rzymie 1:1 po bramce Banasia. W rewanżu w Chorzowie po 9 minutach Włosi prowadzą po karnym 1:0. 89 minuta - karny dla Górnika - Włodzimierz Lubański wytrzymuje próbę nerwów - 1:1. Dogrywka !. W 93 min. maestria Lubańskiego dochodzi do głosu - prawie z linii kończącej boisko pakuje piłkę do siatki 2:1. Jakieś 20 sekund przed końcem dogrywki Włoch wali w piłkę z około 20 metrów - gol !. 2:2. Zgodnie z regulaminem trzeci mecz na neutralnym boisku w Strasburgu. W 40 minucie Lubański uderza z ponad 20 metrów, piłka odbija się od słupka i wpada do siatki. W drugiej połowie Roma dostaje prezent w postaci problematycznego karnego. Remis 1:1. Dogrywka - też nie przynosi rozstrzygnięcia.
I co ? i na tym szczeblu rozgrywek rzut monetą /a raczej z tego co pamiętam żetonem/ !. Los wskazuje na Zabrzan - Górnik w wielkim finale !.
Ten mecz powinni puszczać w telewizji na okrągło wraz z meczami Unii.
Jeszcze nie tak dawno gra w barażach po wygraniu IV ligi urastała do poziomu wielkiej niesprawiedliwości, a przecież o wszystkim jednak decydowało boisko, a nie monety i żetony, choć oczywiście dobrze, że zrezygnowano i z baraży.
Jedno się tylko nie zmieniło od tamtych lat - łatwiej spaść z ligi, niż do niej powrócić... Ale wróćmy na boiska 1960r. ...
Przywołam rok 1970 - horror z udziałem Górnika Zabrze, jak wówczas mówiono naszej eksportowej drużyny. Lubański, Kostka, Gorgoń, Olek, Szołtysik, Banaś i wielu innych asów. Sezon 1968/69 - Górnik Zabrze zdobywa Puchar Polski i startuje w europejskich rozgrywkach Pucharu Zdobywców Pucharu. Na liście pokonanych tak znane i dziś marki, jak Olympiakos Pireus, Glasgow Rangers, Lewski Spartak Sofia. I półfinał z włoską AS Roma. W Rzymie 1:1 po bramce Banasia. W rewanżu w Chorzowie po 9 minutach Włosi prowadzą po karnym 1:0. 89 minuta - karny dla Górnika - Włodzimierz Lubański wytrzymuje próbę nerwów - 1:1. Dogrywka !. W 93 min. maestria Lubańskiego dochodzi do głosu - prawie z linii kończącej boisko pakuje piłkę do siatki 2:1. Jakieś 20 sekund przed końcem dogrywki Włoch wali w piłkę z około 20 metrów - gol !. 2:2. Zgodnie z regulaminem trzeci mecz na neutralnym boisku w Strasburgu. W 40 minucie Lubański uderza z ponad 20 metrów, piłka odbija się od słupka i wpada do siatki. W drugiej połowie Roma dostaje prezent w postaci problematycznego karnego. Remis 1:1. Dogrywka - też nie przynosi rozstrzygnięcia.
I co ? i na tym szczeblu rozgrywek rzut monetą /a raczej z tego co pamiętam żetonem/ !. Los wskazuje na Zabrzan - Górnik w wielkim finale !.
Ten mecz powinni puszczać w telewizji na okrągło wraz z meczami Unii.
Jeszcze nie tak dawno gra w barażach po wygraniu IV ligi urastała do poziomu wielkiej niesprawiedliwości, a przecież o wszystkim jednak decydowało boisko, a nie monety i żetony, choć oczywiście dobrze, że zrezygnowano i z baraży.
Jedno się tylko nie zmieniło od tamtych lat - łatwiej spaść z ligi, niż do niej powrócić... Ale wróćmy na boiska 1960r. ...
Ostatnio zmieniony 08 gru 2023, 18:21 przez Jaskółka z KRK, łącznie zmieniany 2 razy.
-
Jaskółka z KRK
- Posty: 1323
- Rejestracja: 10 wrz 2016, 8:41
Re: HISTORIA PIŁKARZY W SUBIEKTYWNYM UJĘCIU JzK
HISTORIA PIŁKARZY UNII, WIDZIANA OCZAMI JzK - część 129.
SEZON 1960 r. - druga w historii klubu II liga !.
17 KOLEJKA - UNIA - STAL MIELEC.
4 września 1960 r., na stadionie Unii zjawiło się 6 tysięcy kibiców, w tym około 2 tysiące fanów Stali ! - przyjechali po zwycięstwo zbliżające ich drużynę do awansu /obok Cracovii/ do najwyższej klasy rozgrywkowej. Faworyt był jeden: Stal. Dzięki Panu Jankowi i nas tam nie zabraknie !!!.
Barwy Jaskółek reprezentowali: Czekanowski, Tyliszczak, Mazurek, Palemba, Guzy, Nowak, Witek, Kotwa, Rusinek oraz Dubiel. Gosek
zagrał z nr 11.
Stal Mielec, jak przystało na faworyta, zaczęła od wysokiego "C". Postanowiła jak najszybciej pokazać, kto w tym meczu będzie rozdawał karty.
Obrona Unii uwijała się jak w ukropie. Najgroźniejszą akcję Mielczanie przeprowadzają w 10 minucie. Gazda przejmuje podanie z głębi pola, półlobem posyła piłkę do Pyki, ten przejmuje ją w biegu, nabiera prędkości i swobodnie mija Tyliszczaka, który do końca nie może się zdecydować, w jaki sposób wybić piłkę nacierającemu zawodnikowi Stali. Sytuacja staje się dramatyczna, Pyka jest w polu karnym Unii, prze naprzód niczym czołg, Czekanowski prawidłowo ocenia zagrożenie, błyskawicznie wybiega z bramki, Pyka strzela, Czekanowski instynktownie, w znakomitym stylu, paruje piłkę !.
Strzał został oddany z najbliższej odległości i nasz bramkarz nie miał szans na wyłapanie futbolówki. Chwila satysfakcji z udanej interwencji
natychmiast przeradza się w przerażenie, leżący na murawie Czekanowski widzi, że piłka spada pod nogi doświadczonego Czyloka, który wyrósł
tam, jak spod ziemi !. Na Czyloku "siedzą" już rozpaczliwie interweniujący Mazurek i Palemba. Dopadają Czyloka z obu stron, nikt nie
panuje nad tym, co się wydarzy, ostre wejście naszych obrońców, próba wybicia piłki, bądź przynajmniej wybicia z rytmu Czyloka, kończy się
fatalnie dla Unii. Czylok zdążył oddać strzał, zanim padł na murawę, piłka zmierza do opuszczonej bramki, której nie ma już kto asekurować.
Jeszcze ułamki sekund i futbolówka grzęźnie w siatce !!!.
2 tysiące kibiców z Mielca nie posiada się z radości, jest 1:0 dla wicelidera rozgrywek !. Jeśli to pójdzie tak dalej, będzie naprawdę niewesoło !. To przecież zaledwie 10 minuta pojedynku. Unia sprawia wrażenie pogodzonej z losem i przedmeczowymi prognozami.
Na dodatek Stal nie odpuszcza, dąży do podwyższenia wyniku !. Czylok strzela z odległości kilkunastu metrów, cóż się dzieje z
naszą obroną ?. Piłka lecąca na wysokości około 1 metra nad murawą jest trudna do obrony, ale na szczęście znajduje się w zasięgu rąk
rzucającego się w jej kierunku Czekanowskiego, któremu pozostaje tylko jej wybicie na oślep !. Tym razem szczęście jest po naszej stronie,
piłka trafia przed nos Tyliszczaka, ale ten wyraźnie zdenerwowany, mimo że nikt go nie atakuje, wybija ją na róg !. Obrona Unii wyraźnie
zdeprymowana, ale Czekanowski, Mazurek i Palemba swoimi coraz pewniejszymi interwencjami wprowadzają w jej szeregi jakże potrzebną w tej fazie meczu pewność poczynań.
Właśnie Mazurek "zawisł" w powietrzu i idealnie trafia głową w bitą z rogu piłkę. Nawet gdyby nie trafił, świetnie asekurował go Czekanowski, który w swoim stylu już darł się na cały stadion "moja" !!!. Oczywiście chodziło Mu o piłkę, a nie o jakieś pozaboiskowe wspomnienia.
Sekunda po sekundzie, minuta po minucie zaczynamy porządkować tę piłkarską ukladankę, jest coraz lepiej.
Stalowcy jednak się nie patyczkują, nie są ciekawi dyspozycji Rusinka, Goska, czy Dubiela i starają się odcinać ich od podań.
Co chwilę sprawdzają też, czy Unistów nie dopadła już osteoporoza i bez zahamowań, co rusz "wjeżdżają" w nogi naszych piłkarzy.
Jest ostro, zbyt ostro. Właśnie próbie "porachowania kości" poddawany jest Kotwa, przechodzi pomyślnie inwazyjne badanie, co prawda chwieje
się po ostrym wejściu rywala, ale nie traci kontroli nad piłką, sędzia nie przerywa akcji naszego młodego piłkarza, który odgrywa piłkę do
Guzego. Tego natychmiast goście również poddają badaniu, Guzy pada na murawę, zwija się z bólu, ale po chwili wstaje. Kibice Unii wołają
"Mazurek, Mazurek !!!", faul został odgwizdany. Co z tego, to aż ponad 20 metrów od bramki Stali. Jest 28 minuta meczu. Tu nie będzie technicznych sztuczek. Tu będzie jak zwykle soczyste uderzenie. Mazurek z całych sił wali w piłkę i po chwili okazuje się, że odległość 20 metrów od bramki, to dla Mazurka "zaledwie" 20 metrów !!!. Piłka ląduje w bramce, jest 1:1 !!!. Mazurek ma okazję przypomnieć sobie, jak brzmi jego nazwisko skandowane przez 4 tysiące gardeł !!!. 1:1 !.
Takim wynikiem kończy się pierwsza połowa.
SEZON 1960 r. - druga w historii klubu II liga !.
17 KOLEJKA - UNIA - STAL MIELEC.
4 września 1960 r., na stadionie Unii zjawiło się 6 tysięcy kibiców, w tym około 2 tysiące fanów Stali ! - przyjechali po zwycięstwo zbliżające ich drużynę do awansu /obok Cracovii/ do najwyższej klasy rozgrywkowej. Faworyt był jeden: Stal. Dzięki Panu Jankowi i nas tam nie zabraknie !!!.
Barwy Jaskółek reprezentowali: Czekanowski, Tyliszczak, Mazurek, Palemba, Guzy, Nowak, Witek, Kotwa, Rusinek oraz Dubiel. Gosek
zagrał z nr 11.
Stal Mielec, jak przystało na faworyta, zaczęła od wysokiego "C". Postanowiła jak najszybciej pokazać, kto w tym meczu będzie rozdawał karty.
Obrona Unii uwijała się jak w ukropie. Najgroźniejszą akcję Mielczanie przeprowadzają w 10 minucie. Gazda przejmuje podanie z głębi pola, półlobem posyła piłkę do Pyki, ten przejmuje ją w biegu, nabiera prędkości i swobodnie mija Tyliszczaka, który do końca nie może się zdecydować, w jaki sposób wybić piłkę nacierającemu zawodnikowi Stali. Sytuacja staje się dramatyczna, Pyka jest w polu karnym Unii, prze naprzód niczym czołg, Czekanowski prawidłowo ocenia zagrożenie, błyskawicznie wybiega z bramki, Pyka strzela, Czekanowski instynktownie, w znakomitym stylu, paruje piłkę !.
Strzał został oddany z najbliższej odległości i nasz bramkarz nie miał szans na wyłapanie futbolówki. Chwila satysfakcji z udanej interwencji
natychmiast przeradza się w przerażenie, leżący na murawie Czekanowski widzi, że piłka spada pod nogi doświadczonego Czyloka, który wyrósł
tam, jak spod ziemi !. Na Czyloku "siedzą" już rozpaczliwie interweniujący Mazurek i Palemba. Dopadają Czyloka z obu stron, nikt nie
panuje nad tym, co się wydarzy, ostre wejście naszych obrońców, próba wybicia piłki, bądź przynajmniej wybicia z rytmu Czyloka, kończy się
fatalnie dla Unii. Czylok zdążył oddać strzał, zanim padł na murawę, piłka zmierza do opuszczonej bramki, której nie ma już kto asekurować.
Jeszcze ułamki sekund i futbolówka grzęźnie w siatce !!!.
2 tysiące kibiców z Mielca nie posiada się z radości, jest 1:0 dla wicelidera rozgrywek !. Jeśli to pójdzie tak dalej, będzie naprawdę niewesoło !. To przecież zaledwie 10 minuta pojedynku. Unia sprawia wrażenie pogodzonej z losem i przedmeczowymi prognozami.
Na dodatek Stal nie odpuszcza, dąży do podwyższenia wyniku !. Czylok strzela z odległości kilkunastu metrów, cóż się dzieje z
naszą obroną ?. Piłka lecąca na wysokości około 1 metra nad murawą jest trudna do obrony, ale na szczęście znajduje się w zasięgu rąk
rzucającego się w jej kierunku Czekanowskiego, któremu pozostaje tylko jej wybicie na oślep !. Tym razem szczęście jest po naszej stronie,
piłka trafia przed nos Tyliszczaka, ale ten wyraźnie zdenerwowany, mimo że nikt go nie atakuje, wybija ją na róg !. Obrona Unii wyraźnie
zdeprymowana, ale Czekanowski, Mazurek i Palemba swoimi coraz pewniejszymi interwencjami wprowadzają w jej szeregi jakże potrzebną w tej fazie meczu pewność poczynań.
Właśnie Mazurek "zawisł" w powietrzu i idealnie trafia głową w bitą z rogu piłkę. Nawet gdyby nie trafił, świetnie asekurował go Czekanowski, który w swoim stylu już darł się na cały stadion "moja" !!!. Oczywiście chodziło Mu o piłkę, a nie o jakieś pozaboiskowe wspomnienia.
Sekunda po sekundzie, minuta po minucie zaczynamy porządkować tę piłkarską ukladankę, jest coraz lepiej.
Stalowcy jednak się nie patyczkują, nie są ciekawi dyspozycji Rusinka, Goska, czy Dubiela i starają się odcinać ich od podań.
Co chwilę sprawdzają też, czy Unistów nie dopadła już osteoporoza i bez zahamowań, co rusz "wjeżdżają" w nogi naszych piłkarzy.
Jest ostro, zbyt ostro. Właśnie próbie "porachowania kości" poddawany jest Kotwa, przechodzi pomyślnie inwazyjne badanie, co prawda chwieje
się po ostrym wejściu rywala, ale nie traci kontroli nad piłką, sędzia nie przerywa akcji naszego młodego piłkarza, który odgrywa piłkę do
Guzego. Tego natychmiast goście również poddają badaniu, Guzy pada na murawę, zwija się z bólu, ale po chwili wstaje. Kibice Unii wołają
"Mazurek, Mazurek !!!", faul został odgwizdany. Co z tego, to aż ponad 20 metrów od bramki Stali. Jest 28 minuta meczu. Tu nie będzie technicznych sztuczek. Tu będzie jak zwykle soczyste uderzenie. Mazurek z całych sił wali w piłkę i po chwili okazuje się, że odległość 20 metrów od bramki, to dla Mazurka "zaledwie" 20 metrów !!!. Piłka ląduje w bramce, jest 1:1 !!!. Mazurek ma okazję przypomnieć sobie, jak brzmi jego nazwisko skandowane przez 4 tysiące gardeł !!!. 1:1 !.
Takim wynikiem kończy się pierwsza połowa.
-
Jaskółka z KRK
- Posty: 1323
- Rejestracja: 10 wrz 2016, 8:41
Re: HISTORIA PIŁKARZY W SUBIEKTYWNYM UJĘCIU JzK
HISTORIA PIŁKARZY UNII, WIDZIANA OCZAMI JzK - część 130.
SEZON 1960 r. - druga w historii klubu II liga !.
17 KOLEJKA - UNIA - STAL MIELEC - 2 połowa.
To była już w pełni wyrównana gra. Unia w niczym nie ustępowała kandydatowi do awansu. Stal grała skrzydłami, niemało strzelała, ale obrona Unii nie popełniała już błędów. Stal miotała się przed naszym polem karnym, ale miotanie samo w sobie goli nie przynosi.
Także po drugiej stronie boiska długo nie mamy klarownych sytuacji, Gosek jeszcze nie wkomponował się w zespół, a i jego koledzy
nie potrafią rozmontować obrony gości. Zdecydowanie bardziej może podobać się gra w polu. Z czasem coraz mniejszą nadzieję pokładamy w udanej
akcji napadu, a większą w sile strzału Mazurka z wolnych. Stal nie rezygnuje bowiem z fauli.
Po jednym z nich, w 83 minucie sędzia daje nam kolejną nadzieję na sensacyjną wygraną !. Rusinek uznaje, że to odpowiednie
miejsce na oddanie strzału przez niego, zwłaszcza że odgwizdany został wolny pośredni. Krótkie odegranie piłki z wolnego do Rusinka, wspaniały
strzał, ale Mysiak zna swoje rzemiosło i broni trudną piłkę !!!.
Po chwili powietrzny pojedynek wygrywa tuż przed bramką Mysiaka Dubiel, ale minimalnie chybi.
Druga połowa nie przynosi kolejnych bramek. Ten szybki, wyrównany mecz kończy się sprawiedliwym remisem 1:1.
Unii można pogratulować - kolejny pewniak przekonał się, że Jaskółki stać na wiele. W tym spotkaniu po raz kolejny do głosu doszedł potencjał zespołu, przewyższający jego ostatnią formę i miejsce w tabeli.
SEZON 1960 r. - druga w historii klubu II liga !.
17 KOLEJKA - UNIA - STAL MIELEC - 2 połowa.
To była już w pełni wyrównana gra. Unia w niczym nie ustępowała kandydatowi do awansu. Stal grała skrzydłami, niemało strzelała, ale obrona Unii nie popełniała już błędów. Stal miotała się przed naszym polem karnym, ale miotanie samo w sobie goli nie przynosi.
Także po drugiej stronie boiska długo nie mamy klarownych sytuacji, Gosek jeszcze nie wkomponował się w zespół, a i jego koledzy
nie potrafią rozmontować obrony gości. Zdecydowanie bardziej może podobać się gra w polu. Z czasem coraz mniejszą nadzieję pokładamy w udanej
akcji napadu, a większą w sile strzału Mazurka z wolnych. Stal nie rezygnuje bowiem z fauli.
Po jednym z nich, w 83 minucie sędzia daje nam kolejną nadzieję na sensacyjną wygraną !. Rusinek uznaje, że to odpowiednie
miejsce na oddanie strzału przez niego, zwłaszcza że odgwizdany został wolny pośredni. Krótkie odegranie piłki z wolnego do Rusinka, wspaniały
strzał, ale Mysiak zna swoje rzemiosło i broni trudną piłkę !!!.
Po chwili powietrzny pojedynek wygrywa tuż przed bramką Mysiaka Dubiel, ale minimalnie chybi.
Druga połowa nie przynosi kolejnych bramek. Ten szybki, wyrównany mecz kończy się sprawiedliwym remisem 1:1.
Unii można pogratulować - kolejny pewniak przekonał się, że Jaskółki stać na wiele. W tym spotkaniu po raz kolejny do głosu doszedł potencjał zespołu, przewyższający jego ostatnią formę i miejsce w tabeli.
-
Jaskółka z KRK
- Posty: 1323
- Rejestracja: 10 wrz 2016, 8:41
Re: HISTORIA PIŁKARZY W SUBIEKTYWNYM UJĘCIU JzK
HISTORIA PIŁKARZY UNII, WIDZIANA OCZAMI JzK - część 131.
SEZON 1960 r. - druga w historii klubu II liga !.
17 KOLEJKA - INNE WYNIKI i TABELA
W pozostałych spotkaniach tryumfowali faworyci, nie było tzw. "niedzieli cudów".
Cracovia po potknięciu Stali Mielec w Tarnowie umocniła się na pierwszym miejscu. Wygrała ze Stalą Rzeszów 2:0 w obecności 10 tysięcy widzów. Dzisiaj trudno w to uwierzyć, ale w 1960r. władze Stali i Resovii rozważały fuzję obu klubów, do której jednak/wbrew niektórym opracowaniom/ nie doszło. Natomiast doszło do transferów, ponoć wymuszonych przez ówczesne władze polityczne Rzeszowa. Chodziło o istotne wzmocnienie Stali i wsparcie jej w perspektywie kolejnych sezonów w walce o I ligę. I tak na stadionie Cracovii zameldowali się wyróżniający do niedawna Resoviacy: Matysiak i Kwiatkowski. Barwy zmienić musiał także Szalach, ale z tego co się orientuję, przeciwko "Pasom" nie wystąpił. Do przerwy Stal dotrzymywała kroku liderowi, ale po utracie 2 goli w drugiej połowie zasłużenie straciła punkty.
Naprzód jeszcze bardziej pogrążył niedawnego I - ligowca Radlin, wygrywając z nim 1:0; atut własnego boiska nie pomógł Legii -
przegrała z Piastem 0:1, zaś Garbarnia pokonała Wawel Wirek 3:2. Jedynie w spotkaniu Concordii z Wawelem Kraków można było dopatrywać się
niespodzianki, wygrali goście 2:0.
TABELA PO 17 KOLEJCE:
1/ Cracovia - 26 pkt;
2/ Stal Mielec 23 pkt;
3/ Piast - 20 pkt;
4/ - 5/ Garbarnia i Stal Rzeszów - po 18 pkt;
6/ Naprzód - 17 pkt;
7/ UNIA TARNÓW - 16 pkt;
8/ Concordia - 15 pkt;
9/-10/ Legia Krosno, Wawel Kraków - 14 pkt;
11/ Radlin - 13 pkt;
12/ Wawel Wirek - 10 pkt.
Pomimo urwania po dobrym meczu punktu wiceliderowi, sytuacja Unii w tabeli nie była do końca różowa. Przewaga nad strefą spadkową wynosiła
zaledwie 3 pkt, a na domiar tego zmieniono układ gier - przestawiono kolejkę 18 z 19. W wyniku tego Jaskółki, miast zagrać u siebie z
Wawelem Kraków, musiały sposobić się do wyjazdu do Piasta, który nadal liczył się w walce o ekstraklasę !.
SEZON 1960 r. - druga w historii klubu II liga !.
17 KOLEJKA - INNE WYNIKI i TABELA
W pozostałych spotkaniach tryumfowali faworyci, nie było tzw. "niedzieli cudów".
Cracovia po potknięciu Stali Mielec w Tarnowie umocniła się na pierwszym miejscu. Wygrała ze Stalą Rzeszów 2:0 w obecności 10 tysięcy widzów. Dzisiaj trudno w to uwierzyć, ale w 1960r. władze Stali i Resovii rozważały fuzję obu klubów, do której jednak/wbrew niektórym opracowaniom/ nie doszło. Natomiast doszło do transferów, ponoć wymuszonych przez ówczesne władze polityczne Rzeszowa. Chodziło o istotne wzmocnienie Stali i wsparcie jej w perspektywie kolejnych sezonów w walce o I ligę. I tak na stadionie Cracovii zameldowali się wyróżniający do niedawna Resoviacy: Matysiak i Kwiatkowski. Barwy zmienić musiał także Szalach, ale z tego co się orientuję, przeciwko "Pasom" nie wystąpił. Do przerwy Stal dotrzymywała kroku liderowi, ale po utracie 2 goli w drugiej połowie zasłużenie straciła punkty.
Naprzód jeszcze bardziej pogrążył niedawnego I - ligowca Radlin, wygrywając z nim 1:0; atut własnego boiska nie pomógł Legii -
przegrała z Piastem 0:1, zaś Garbarnia pokonała Wawel Wirek 3:2. Jedynie w spotkaniu Concordii z Wawelem Kraków można było dopatrywać się
niespodzianki, wygrali goście 2:0.
TABELA PO 17 KOLEJCE:
1/ Cracovia - 26 pkt;
2/ Stal Mielec 23 pkt;
3/ Piast - 20 pkt;
4/ - 5/ Garbarnia i Stal Rzeszów - po 18 pkt;
6/ Naprzód - 17 pkt;
7/ UNIA TARNÓW - 16 pkt;
8/ Concordia - 15 pkt;
9/-10/ Legia Krosno, Wawel Kraków - 14 pkt;
11/ Radlin - 13 pkt;
12/ Wawel Wirek - 10 pkt.
Pomimo urwania po dobrym meczu punktu wiceliderowi, sytuacja Unii w tabeli nie była do końca różowa. Przewaga nad strefą spadkową wynosiła
zaledwie 3 pkt, a na domiar tego zmieniono układ gier - przestawiono kolejkę 18 z 19. W wyniku tego Jaskółki, miast zagrać u siebie z
Wawelem Kraków, musiały sposobić się do wyjazdu do Piasta, który nadal liczył się w walce o ekstraklasę !.
-
Jaskółka z KRK
- Posty: 1323
- Rejestracja: 10 wrz 2016, 8:41
Re: HISTORIA PIŁKARZY W SUBIEKTYWNYM UJĘCIU JzK
HISTORIA PIŁKARZY UNII, WIDZIANA OCZAMI JzK - część 132.
SEZON 1960 r. - druga w historii klubu II liga !.
18 KOLEJKA - PIAST GLIWICE - UNIA TARNÓW.
Gdybym, jako sprawozdawca, prowadził bezpośrednią transmisję np. radiową z tego spotkania, jego początek niewątpliwie określałbym
takimi zwrotami, jak: "Grizzly zszedł z gór", "Kim Ir Sena wnieśli na trybunę", "Harry Potter przyleciał na elektrycznej miotle", czy coś takiego.
Może z wrażenia zapomniałbym dodać: "Unia po 15 minutach przegrywała z Piastem 0:2 !!!!".
Piłkarskie tornado w wykonaniu Piasta zmiotło Jaskółki. Dwukrotnie - w 8 i 15 minucie spotkania gole dla swoich barw zdobył znakomity Dera !!!.
Gdyby jednak nie odebrano mi po takim wejściu mikrofonu, zaraz po utracie drugiego gola darłbym się do "sitka", ile sił w płucach:
"Grizzly wrócił do nory", "Słońce Korei poszło drzemać za podium", a miotłę zabrała teściowa, która mam nadzieję, nie
czyta tych wspomnień.
Nie mające nic do stracenia Jaskółki zaczęły odzyskiwać spokój i stopniowo opanowywały teren.
Ekipa w składzie: Czekanowski, Tyliszczak, Mazurek, Guzy, Palemba, Nowak, Nowak, Nowak, Witek, Kotwa, Rusinek, Dubiel i Gosek przeszła do natarcia !.
To że trzykrotnie wymieniłem nazwisko Nowaka, to nie błąd, ani efekt jąkania się z powodu wyniku. Po prostu Nowak dwoił się i troił, by poderwać kolegów do walki o lepszy rezultat !.
Właśnie Nowak odważnym wślizgiem rzuca się pod nogi piłkarza gospodarzy, uniemożliwia mu odegranie piłki, zdołał się jeszcze
podnieść, dopaść futbolówki, odegrać ją do Kotwy, krótki szpurt, podanie do Goska, centra, Rusinek składa się do strzału, ale jest mało
precyzyjny, piłka leci ponad 2 metry nad poprzeczką.
Po chwili sam Nowak zawierza swoim umiejętnościom strzeleckim, ale Stein na raty wyłapuje piłkę, niestety zabrakło w jego pobliżu gracza na dobitkę.
Z czasem Stein ma coraz mniej roboty. Unia przeważa, ale brakuje przytomnego strzelca. Próbujemy wjechać z piłką do bramki, za dużo
podań, za mało strzałów.
Wreszcie nadchodzi newralgiczny moment meczu. Sędzia - p. Rusin z Opola odgwizduje rzut karny dla Unii !!!. Zdobycie
kontaktowego gola może przynieść kolejne sytuacje i poderwać Unię do szaleńczego finiszu.
Naprzeciw siebie stają Stein i Palemba. Palemba bierze rozbieg, podbiega do piłki, trudno z ułożenia nogi i ciała wyczuć, gdzie skieruje piłkę. Zapewne zamierza przechytrzyć Steina, strzelić tam, gdzie prawdopodobnie ten najmniej się tego spodziewa, prawie w środek bramki !. I strzela, tylko tyle, że piłka wpada wprost w ręce bramkarza Piasta !!!. Kapitalna okazja bezpowrotnie stracona !!!.
Jest nadal 2:0 dla gospodarzy !.
W 81 minucie tracimy ostatecznie nadzieję na wyrównanie. Rusinek chce założyć klub dyskusyjny z sędzią Rusinem, na dodatek połączony z
aerobikiem; na to drugie wskazuje wymachiwanie rękoma przez Rusinka, ale sędzia najwyraźniej jest mało towarzyski, nie chce należeć do fitness klubu i najpewniej nie uprawia aerobiku. Mamy pecha, akurat w takim meczu trafić na arbitra pozbawionego zainteresowań ćwiczeniami fizycznymi. Arbiter wyrzuca naszego zawodnika z boiska !. Dobrze, że nie było to po złośliwym faulu Rusinka, bo karencja w następnych meczach byłaby, jak w banku !.
Grająca w "dziesiątkę" Unia nie była już w stanie odwrócić biegu zdarzeń. Przegraliśmy ten mecz 0:2 i w tym momencie trzeba było
już bić na alarm !!!.
SEZON 1960 r. - druga w historii klubu II liga !.
18 KOLEJKA - PIAST GLIWICE - UNIA TARNÓW.
Gdybym, jako sprawozdawca, prowadził bezpośrednią transmisję np. radiową z tego spotkania, jego początek niewątpliwie określałbym
takimi zwrotami, jak: "Grizzly zszedł z gór", "Kim Ir Sena wnieśli na trybunę", "Harry Potter przyleciał na elektrycznej miotle", czy coś takiego.
Może z wrażenia zapomniałbym dodać: "Unia po 15 minutach przegrywała z Piastem 0:2 !!!!".
Piłkarskie tornado w wykonaniu Piasta zmiotło Jaskółki. Dwukrotnie - w 8 i 15 minucie spotkania gole dla swoich barw zdobył znakomity Dera !!!.
Gdyby jednak nie odebrano mi po takim wejściu mikrofonu, zaraz po utracie drugiego gola darłbym się do "sitka", ile sił w płucach:
"Grizzly wrócił do nory", "Słońce Korei poszło drzemać za podium", a miotłę zabrała teściowa, która mam nadzieję, nie
czyta tych wspomnień.
Nie mające nic do stracenia Jaskółki zaczęły odzyskiwać spokój i stopniowo opanowywały teren.
Ekipa w składzie: Czekanowski, Tyliszczak, Mazurek, Guzy, Palemba, Nowak, Nowak, Nowak, Witek, Kotwa, Rusinek, Dubiel i Gosek przeszła do natarcia !.
To że trzykrotnie wymieniłem nazwisko Nowaka, to nie błąd, ani efekt jąkania się z powodu wyniku. Po prostu Nowak dwoił się i troił, by poderwać kolegów do walki o lepszy rezultat !.
Właśnie Nowak odważnym wślizgiem rzuca się pod nogi piłkarza gospodarzy, uniemożliwia mu odegranie piłki, zdołał się jeszcze
podnieść, dopaść futbolówki, odegrać ją do Kotwy, krótki szpurt, podanie do Goska, centra, Rusinek składa się do strzału, ale jest mało
precyzyjny, piłka leci ponad 2 metry nad poprzeczką.
Po chwili sam Nowak zawierza swoim umiejętnościom strzeleckim, ale Stein na raty wyłapuje piłkę, niestety zabrakło w jego pobliżu gracza na dobitkę.
Z czasem Stein ma coraz mniej roboty. Unia przeważa, ale brakuje przytomnego strzelca. Próbujemy wjechać z piłką do bramki, za dużo
podań, za mało strzałów.
Wreszcie nadchodzi newralgiczny moment meczu. Sędzia - p. Rusin z Opola odgwizduje rzut karny dla Unii !!!. Zdobycie
kontaktowego gola może przynieść kolejne sytuacje i poderwać Unię do szaleńczego finiszu.
Naprzeciw siebie stają Stein i Palemba. Palemba bierze rozbieg, podbiega do piłki, trudno z ułożenia nogi i ciała wyczuć, gdzie skieruje piłkę. Zapewne zamierza przechytrzyć Steina, strzelić tam, gdzie prawdopodobnie ten najmniej się tego spodziewa, prawie w środek bramki !. I strzela, tylko tyle, że piłka wpada wprost w ręce bramkarza Piasta !!!. Kapitalna okazja bezpowrotnie stracona !!!.
Jest nadal 2:0 dla gospodarzy !.
W 81 minucie tracimy ostatecznie nadzieję na wyrównanie. Rusinek chce założyć klub dyskusyjny z sędzią Rusinem, na dodatek połączony z
aerobikiem; na to drugie wskazuje wymachiwanie rękoma przez Rusinka, ale sędzia najwyraźniej jest mało towarzyski, nie chce należeć do fitness klubu i najpewniej nie uprawia aerobiku. Mamy pecha, akurat w takim meczu trafić na arbitra pozbawionego zainteresowań ćwiczeniami fizycznymi. Arbiter wyrzuca naszego zawodnika z boiska !. Dobrze, że nie było to po złośliwym faulu Rusinka, bo karencja w następnych meczach byłaby, jak w banku !.
Grająca w "dziesiątkę" Unia nie była już w stanie odwrócić biegu zdarzeń. Przegraliśmy ten mecz 0:2 i w tym momencie trzeba było
już bić na alarm !!!.
-
Jaskółka z KRK
- Posty: 1323
- Rejestracja: 10 wrz 2016, 8:41
Re: HISTORIA PIŁKARZY W SUBIEKTYWNYM UJĘCIU JzK
HISTORIA PIŁKARZY UNII, WIDZIANA OCZAMI JzK - część 133.
SEZON 1960 r. - druga w historii klubu II liga !.
18 KOLEJKA - INNE WYNIKI i TABELA.
Wawel Kraków rozgromił Naprzód 6:0 i to była niepokojąca informacja, ponieważ z drużyną krakowską Unia miała zagrać w kolejnym meczu, tj.
w dniu 25 września 1960 r.
Sensacja w Krośnie - Legia wygrała z Cracovią 1:0 !. Gospodarze szybko, bo w 7 minucie zdobyli gola, za sprawą celnej główki Pawlika. A z kolei zwycięstwo dowieźli do końca głównie za sprawą fatalnej dyspozycji Cracovii.
Stal Mielec skwapliwie skorzystała z potknięcia Cracovii i pokonała Górnika Radlin na jego terenie 4:2.
Concordia bez problemów wygrała z Wawelem Wirek 6:0, podobnie jak i Garbarnia ze Stalą Rzeszów /6:1/.
TABELA PO 18 KOLEJKACH:
1/ Cracovia - 26 pkt;
2/ Stal Mielec - 25 pkt;
3/ Piast - 22 pkt;
4/ Garbarnia - 20 pkt;
5/ Stal Rzeszów - 18 pkt;
6/ - 7/ Naprzód, Concordia po 17 pkt;
8/ - 9/ UNIA TARNÓW, Wawel Kraków i Legia Krosno - po 16 pkt;
11/ - Górnik Radlin - 13 pkt;
12/ Wawel Wirek - 10 pkt.
Wcześniej w Tarnowie niewielu kibiców interesowało się strefą spadkową, wszak przez znaczną część sezonu Jaskółki były wśród zespołów walczących, przynajmniej z uwagi na miejsce w tabeli, o ekstraklasę.
Zaczęło się nerwowe wertowanie regulaminu rozgrywek, a zwieńczeniem tej czynności był niejeden zawał i nerwowo powtarzana wiadomość: w sezonie 1960 r. drugą ligę opuszczą aż 3 zespoły !!!. Unia znalazła się w strefie spadkowej. Co prawda po meczu z Wawelem Kraków, Unia wybierała się do "czerwonej latarni" rozgrywek, czyli Wawelu Wirek, ale potem zaczynały się schody. Bynajmniej nie do nieba. Podejmować mieliśmy Cracovię, a w ostatniej kolejce czekał nas wyjazd do jakże niewygodnego rywala: Stali Rzeszów.
W tej sytuacji mecz Unia - Wawel Kraków urastał do walki o 4 punkty !. W kogo tym razem wstąpi grizzly i kto "rozszarpie" rywala ?!. Która drużyna uleczy zszarpane nerwy swoich kibiców ?.
SEZON 1960 r. - druga w historii klubu II liga !.
18 KOLEJKA - INNE WYNIKI i TABELA.
Wawel Kraków rozgromił Naprzód 6:0 i to była niepokojąca informacja, ponieważ z drużyną krakowską Unia miała zagrać w kolejnym meczu, tj.
w dniu 25 września 1960 r.
Sensacja w Krośnie - Legia wygrała z Cracovią 1:0 !. Gospodarze szybko, bo w 7 minucie zdobyli gola, za sprawą celnej główki Pawlika. A z kolei zwycięstwo dowieźli do końca głównie za sprawą fatalnej dyspozycji Cracovii.
Stal Mielec skwapliwie skorzystała z potknięcia Cracovii i pokonała Górnika Radlin na jego terenie 4:2.
Concordia bez problemów wygrała z Wawelem Wirek 6:0, podobnie jak i Garbarnia ze Stalą Rzeszów /6:1/.
TABELA PO 18 KOLEJKACH:
1/ Cracovia - 26 pkt;
2/ Stal Mielec - 25 pkt;
3/ Piast - 22 pkt;
4/ Garbarnia - 20 pkt;
5/ Stal Rzeszów - 18 pkt;
6/ - 7/ Naprzód, Concordia po 17 pkt;
8/ - 9/ UNIA TARNÓW, Wawel Kraków i Legia Krosno - po 16 pkt;
11/ - Górnik Radlin - 13 pkt;
12/ Wawel Wirek - 10 pkt.
Wcześniej w Tarnowie niewielu kibiców interesowało się strefą spadkową, wszak przez znaczną część sezonu Jaskółki były wśród zespołów walczących, przynajmniej z uwagi na miejsce w tabeli, o ekstraklasę.
Zaczęło się nerwowe wertowanie regulaminu rozgrywek, a zwieńczeniem tej czynności był niejeden zawał i nerwowo powtarzana wiadomość: w sezonie 1960 r. drugą ligę opuszczą aż 3 zespoły !!!. Unia znalazła się w strefie spadkowej. Co prawda po meczu z Wawelem Kraków, Unia wybierała się do "czerwonej latarni" rozgrywek, czyli Wawelu Wirek, ale potem zaczynały się schody. Bynajmniej nie do nieba. Podejmować mieliśmy Cracovię, a w ostatniej kolejce czekał nas wyjazd do jakże niewygodnego rywala: Stali Rzeszów.
W tej sytuacji mecz Unia - Wawel Kraków urastał do walki o 4 punkty !. W kogo tym razem wstąpi grizzly i kto "rozszarpie" rywala ?!. Która drużyna uleczy zszarpane nerwy swoich kibiców ?.
-
Jaskółka z KRK
- Posty: 1323
- Rejestracja: 10 wrz 2016, 8:41
Re: HISTORIA PIŁKARZY W SUBIEKTYWNYM UJĘCIU JzK
HISTORIA PIŁKARZY UNII, WIDZIANA OCZAMI JzK - część 134.
SEZON 1960 r. - druga w historii klubu II liga !.
18 KOLEJKA - REMINISCENCJE.
Podobienstwo nazwisk piłkarza Unii Wiesława Rusinka i arbitra Rusina z Opola rzucało się w oczy kibicom obserwującym mecz w Gliwicach. Kibice Unii w większości nie wiedzieli wówczas, że nie ma tu mowy o podobieństwie, a jest jak najbardziej mowa o identyczności nazwisk. Tak, tak. Rusinek - tu złamię chronologię zdarzeń i wybiegnę w przyszłość - po odejściu z Tarnowa do Hutnika Nowa Huta, a następnie Wisły Kraków, przemienił się z Rusinka w ... Rusina. Kiedy zdobywał gole w ekstraklasie dla Wisły, prasa krakowska rozpisywała się o tym, że nadawanie zawodnikowi miana "Rusinek" to błąd, gdyż Jego prawdziwe brzmi Wiesław Rusin. Jedna i ta sama osoba, a w różnych okresach różne nazwiska i to bez urzędowej zmiany w międzyczasie. Nie znam drugiego takiego przypadku. Pan Janek wybrał się nawet na mecz Wisły i notatkami potwierdził: "wiślacki Rusin to na pewno nasz Rusinek".
Kiedy Rusin został dyscyplinarnie zawieszony w Hutniku za poważne naruszenie dyscypliny klubowej na okres 2 lat /kary nie odbył w całości/, wówczas Pan Janek uroczyście głosił: "jaki tam Rusin, takiego wyskoku mógł dokonać tylko nasz Rusinek - nasza tarnowska krew !".
Kiedy podano, że Rusin był synem znanego piłkarza Stefana Rusina z Cracovii, wszystko stało się jasne. Na taką informację czekano w Tarnowie - kibice niebawem ogłosili, że zmiana nazwiska wynikała zapewne z chęci zamazania zwiazków rodzinnych z Cracovią, która wsród fanów Unii cieszyła się, jakby to powiedzieć, średnią popularnością. Zupełnie niepotrzebnie - Rusinek był i pozostał legendą Jaskółek. Mimo wszystko jednak, tak na wszelki wypadek, w pamięci tarnowskich kibiców pozostał jako Rusinek.
SEZON 1960 r. - druga w historii klubu II liga !.
18 KOLEJKA - REMINISCENCJE.
Podobienstwo nazwisk piłkarza Unii Wiesława Rusinka i arbitra Rusina z Opola rzucało się w oczy kibicom obserwującym mecz w Gliwicach. Kibice Unii w większości nie wiedzieli wówczas, że nie ma tu mowy o podobieństwie, a jest jak najbardziej mowa o identyczności nazwisk. Tak, tak. Rusinek - tu złamię chronologię zdarzeń i wybiegnę w przyszłość - po odejściu z Tarnowa do Hutnika Nowa Huta, a następnie Wisły Kraków, przemienił się z Rusinka w ... Rusina. Kiedy zdobywał gole w ekstraklasie dla Wisły, prasa krakowska rozpisywała się o tym, że nadawanie zawodnikowi miana "Rusinek" to błąd, gdyż Jego prawdziwe brzmi Wiesław Rusin. Jedna i ta sama osoba, a w różnych okresach różne nazwiska i to bez urzędowej zmiany w międzyczasie. Nie znam drugiego takiego przypadku. Pan Janek wybrał się nawet na mecz Wisły i notatkami potwierdził: "wiślacki Rusin to na pewno nasz Rusinek".
Kiedy Rusin został dyscyplinarnie zawieszony w Hutniku za poważne naruszenie dyscypliny klubowej na okres 2 lat /kary nie odbył w całości/, wówczas Pan Janek uroczyście głosił: "jaki tam Rusin, takiego wyskoku mógł dokonać tylko nasz Rusinek - nasza tarnowska krew !".
Kiedy podano, że Rusin był synem znanego piłkarza Stefana Rusina z Cracovii, wszystko stało się jasne. Na taką informację czekano w Tarnowie - kibice niebawem ogłosili, że zmiana nazwiska wynikała zapewne z chęci zamazania zwiazków rodzinnych z Cracovią, która wsród fanów Unii cieszyła się, jakby to powiedzieć, średnią popularnością. Zupełnie niepotrzebnie - Rusinek był i pozostał legendą Jaskółek. Mimo wszystko jednak, tak na wszelki wypadek, w pamięci tarnowskich kibiców pozostał jako Rusinek.
-
Jaskółka z KRK
- Posty: 1323
- Rejestracja: 10 wrz 2016, 8:41
Re: HISTORIA PIŁKARZY W SUBIEKTYWNYM UJĘCIU JzK
HISTORIA PIŁKARZY UNII, WIDZIANA OCZAMI JzK - część 135.
SEZON 1960 r. - druga w historii klubu II liga !.
REZERWY UNII TARNÓW.
Oj, wskazane rezerwy nie poprawiały humoru. Unia II walczyła w A - klasie. Rozgrywki prowadzono w innym trybie, stąd też dopiero się one rozpoczynały.
Owszem, zaczęło się obiecująco - Unia Tarnów pokonała w inauguracyjnym meczu Unię Niedomice 3:1, ale później było już tylko gorzej. Unia przegrała na stadionie lokalnego rywala Metalu Tarnów 0:2 i u siebie z Okocimskim również 0:2.
W kolejnym meczu na naszym obiekcie zdeklasowała nas Cracovia I "B' 0:5, po czym - także na własnym boisku - zaledwie zremisowaliśmy z Dunajcem 1:1 /1:0/.
SEZON 1960 r. - druga w historii klubu II liga !.
REZERWY UNII TARNÓW.
Oj, wskazane rezerwy nie poprawiały humoru. Unia II walczyła w A - klasie. Rozgrywki prowadzono w innym trybie, stąd też dopiero się one rozpoczynały.
Owszem, zaczęło się obiecująco - Unia Tarnów pokonała w inauguracyjnym meczu Unię Niedomice 3:1, ale później było już tylko gorzej. Unia przegrała na stadionie lokalnego rywala Metalu Tarnów 0:2 i u siebie z Okocimskim również 0:2.
W kolejnym meczu na naszym obiekcie zdeklasowała nas Cracovia I "B' 0:5, po czym - także na własnym boisku - zaledwie zremisowaliśmy z Dunajcem 1:1 /1:0/.
-
Jaskółka z KRK
- Posty: 1323
- Rejestracja: 10 wrz 2016, 8:41
Re: HISTORIA PIŁKARZY W SUBIEKTYWNYM UJĘCIU JzK
HISTORIA PIŁKARZY UNII, WIDZIANA OCZAMI JzK - część 136.
SEZON 1960 r. - druga w historii klubu II liga !
19 KOLEJKA - UNIA TARNÓW - WAWEL KRAKÓW.
Kiedy sędzia zawodów - Ratajczak, wychodził na płytę boiska, miejscowi kibice zastanawiali się, czy przypadkiem nie jest on tradycyjnie z
Krakowa, zwłaszcza, że wyłapano jego podobieństwo z jednym z zawodników gości. Ale nie - tym razem na mecz "prawdy" przysłano arbitra z Opola. Niedowiarków nie brakowało, więc co poniektórzy sugerowali skrupulatne przeglądnięcie dowodu osobistego rozjemcy tego meczu. Sędzia podczas tego spotkania nie miał lekko - widać trafił na czas wybuchów na słońcu, bo z kosmosu /przecie nie z
trybun/, leciały ku niemu, a to drobne kamyczki, a to grudki ziemi, a i świstu słonecznego wiatru, przypominającego gwizdy, nie brakowało.
Tak to nasze słoneczka profilaktycznie chciały już przed zawodami "zmiękczyć" sędziego. Ratajczakowi zjawiska przyrody nie były obce i się przed nimi nie ugiął, a zawody poprowadził bezstronnie, nie faworyzując żadnej z drużyn.
Nie miał lekko i z innego powodu - "trup" na boisku słał się gęsto, zawodnicy obu drużyn nie przebierali w środkach, a niektórzy bardziej interesowali się zawodnikami drużyny przeciwnej /pojawia się wątek romantyczny, ale akurat nie o to mi w tej chwili chodzi/, aniżeli grą w piłkę. Nikt się nie oszczędzał, wszyscy aktorzy widowiska mieli świadomość jego wagi.
Fauli i złośliwości było niemało. Unia przystąpiła do spotkania poważnie osłabiona. Nadal nie było Spodziei, brakowało Hausnera, a na dodatek na 1 mecz zawieszono Rusinka za próbę nawiązania bliższego kontaktu z sędzią Rusinem, o czym już powspominaliśmy.
W przednich formacjach, pozbawionych dwóch napastników - tuzów, siłą rzeczy wystąpił próbujący odzyskać formę sprzed kontuzji Fudalej, ale
furory nie zrobił i został w czasie meczu zastąpiony przez Leśniaka.
Oprócz Fudaleja, Unia zaczęła bój w składzie: Czekanowski, Tyliszczak, Mazurek, Palemba, Guzy, Nowak, Witek, Kotwa, Dubiel i Gosek.
Dubiel pamiętał niesprawiedliwe wyrzucenie go z boiska podczas poprzedniego meczu z Wawelem i najwyraźniej doszedł do wniosku, że
jeśli i tym razem zostanie relegowany do szatni, to przynajmniej "za coś". Ciął więc Krakusów, niczym Podbipięta herbu Zerwikaptur z
Sienkiewiczowskiego "Ogniem i mieczem". Choć może nie do końca tak, bo bohater Trylogii jednak nie ciął Krakusów. A że dawniej "czytało się" Sienkiewicza, więc i niektórzy kibice znali treść powieści i zastanawiali się, czy i nasz gracz przypadkiem nie poprzysiągł, że nie zejdzie z
boiska, zanim nie zetnie 3 wawelskich głów. Głów nie ściął, ale grał ostro, a zdaniem sędziego niekiedy faul. Oczywiście tylko zdaniem sędziego. Na szczęście goście nie potrafili zamienić licznych rzutów wolnych na groźne sytuacje podbramkowe.
Ze strony Wawelu równie ostro poczynał sobie Kołodziejczyk, ale w tym przypadku "stadion" podzielał decyzje sędziego o przyznaniu Unistom wolnych.
Po tym meczu nie na miejscu byłoby ocenianie jego poziomu. Była walka, gwizdki sędziego, olbrzymia ambicja, ale poziomu to za bardzo nie było widać. Jeżeli jednak ktoś się spodziewał w tym "meczu walki" dobrego poziomu, to mógł spokojnie zostać w domu. To nie było dobre widowisko.
Sklecony atak Unii, z dopiero dopasowującym się Goskiem, nikogo nie zadowolił. Unia nie potrafiła wypracować sobie klarownych sytuacji. Z czasem
okazało się, że najwięcej wolnego czasu na boisku mieli bramkarze. Ku bowiem wyraźnej uldze miejscowych, także i błyszczący ostatnio atak
Wawelu nie brylował i nie finalizował swoich poczynań celnymi strzałami. A przecież w ostatnich trzech kolejkach Wawel strzelił rywalom aż 14 goli,
nie tracąc żadnego !.
Zbiżała się końcówka pierwszej połowy. Unia szarpie. Jedna akcja zatrzymana tuż za połową murawy. Musimy mozolnie budować kolejną akcję, cóż z tego, skoro znowu wybijają piłkę spod nóg gospodarzy, na szczęście ta trafia znów w okolice któregoś z pomocników Jaskółek. Kolejna niezbyt oszałamiająca akcja, rządzi nią przypadek i ślepy los. Przesuwamy się jednak do przodu, piłka trafia pod nogi Witka, ten ma dosyć kolejnego obalenia go na murawę, strzela i ... GOOOL !.
Złota 40 minuta, złoty gol !. Unia prowadzi 1:0.
Wynik i obraz gry już nie uległy zmianie. Nie ma więc sensu przywoływać kilku celnych strzałów - na dodatek rachitycznych. Taki mecz przechowuje się krótko w pamięci. Pozostał z niego suchy wynik, resztę pokryła mgła zapomnienia. Zespół zasłużył na brawa za zaciętość i ducha walki, a za poziom gry można wyróżnić Guzego i Nowaka. Wygrana 1:0 ponownie otwierała przed Jaskółkami spokojniejszą przyszłość !. O takich spotkaniach mówi się krótko: nieważna gra, ważne zwycięstwo !.
Kibice pocieszali się, że za tydzień do zespołu powróci Rusinek, a poza tym nikt nie odniósł kontuzji. Tej ostatniej radości nie mogli z
nami dzielić kibice Wawelu - ich zawodnik Danielowski, nie był w stanie opuścić boiska o własnych siłach.
SEZON 1960 r. - druga w historii klubu II liga !
19 KOLEJKA - UNIA TARNÓW - WAWEL KRAKÓW.
Kiedy sędzia zawodów - Ratajczak, wychodził na płytę boiska, miejscowi kibice zastanawiali się, czy przypadkiem nie jest on tradycyjnie z
Krakowa, zwłaszcza, że wyłapano jego podobieństwo z jednym z zawodników gości. Ale nie - tym razem na mecz "prawdy" przysłano arbitra z Opola. Niedowiarków nie brakowało, więc co poniektórzy sugerowali skrupulatne przeglądnięcie dowodu osobistego rozjemcy tego meczu. Sędzia podczas tego spotkania nie miał lekko - widać trafił na czas wybuchów na słońcu, bo z kosmosu /przecie nie z
trybun/, leciały ku niemu, a to drobne kamyczki, a to grudki ziemi, a i świstu słonecznego wiatru, przypominającego gwizdy, nie brakowało.
Tak to nasze słoneczka profilaktycznie chciały już przed zawodami "zmiękczyć" sędziego. Ratajczakowi zjawiska przyrody nie były obce i się przed nimi nie ugiął, a zawody poprowadził bezstronnie, nie faworyzując żadnej z drużyn.
Nie miał lekko i z innego powodu - "trup" na boisku słał się gęsto, zawodnicy obu drużyn nie przebierali w środkach, a niektórzy bardziej interesowali się zawodnikami drużyny przeciwnej /pojawia się wątek romantyczny, ale akurat nie o to mi w tej chwili chodzi/, aniżeli grą w piłkę. Nikt się nie oszczędzał, wszyscy aktorzy widowiska mieli świadomość jego wagi.
Fauli i złośliwości było niemało. Unia przystąpiła do spotkania poważnie osłabiona. Nadal nie było Spodziei, brakowało Hausnera, a na dodatek na 1 mecz zawieszono Rusinka za próbę nawiązania bliższego kontaktu z sędzią Rusinem, o czym już powspominaliśmy.
W przednich formacjach, pozbawionych dwóch napastników - tuzów, siłą rzeczy wystąpił próbujący odzyskać formę sprzed kontuzji Fudalej, ale
furory nie zrobił i został w czasie meczu zastąpiony przez Leśniaka.
Oprócz Fudaleja, Unia zaczęła bój w składzie: Czekanowski, Tyliszczak, Mazurek, Palemba, Guzy, Nowak, Witek, Kotwa, Dubiel i Gosek.
Dubiel pamiętał niesprawiedliwe wyrzucenie go z boiska podczas poprzedniego meczu z Wawelem i najwyraźniej doszedł do wniosku, że
jeśli i tym razem zostanie relegowany do szatni, to przynajmniej "za coś". Ciął więc Krakusów, niczym Podbipięta herbu Zerwikaptur z
Sienkiewiczowskiego "Ogniem i mieczem". Choć może nie do końca tak, bo bohater Trylogii jednak nie ciął Krakusów. A że dawniej "czytało się" Sienkiewicza, więc i niektórzy kibice znali treść powieści i zastanawiali się, czy i nasz gracz przypadkiem nie poprzysiągł, że nie zejdzie z
boiska, zanim nie zetnie 3 wawelskich głów. Głów nie ściął, ale grał ostro, a zdaniem sędziego niekiedy faul. Oczywiście tylko zdaniem sędziego. Na szczęście goście nie potrafili zamienić licznych rzutów wolnych na groźne sytuacje podbramkowe.
Ze strony Wawelu równie ostro poczynał sobie Kołodziejczyk, ale w tym przypadku "stadion" podzielał decyzje sędziego o przyznaniu Unistom wolnych.
Po tym meczu nie na miejscu byłoby ocenianie jego poziomu. Była walka, gwizdki sędziego, olbrzymia ambicja, ale poziomu to za bardzo nie było widać. Jeżeli jednak ktoś się spodziewał w tym "meczu walki" dobrego poziomu, to mógł spokojnie zostać w domu. To nie było dobre widowisko.
Sklecony atak Unii, z dopiero dopasowującym się Goskiem, nikogo nie zadowolił. Unia nie potrafiła wypracować sobie klarownych sytuacji. Z czasem
okazało się, że najwięcej wolnego czasu na boisku mieli bramkarze. Ku bowiem wyraźnej uldze miejscowych, także i błyszczący ostatnio atak
Wawelu nie brylował i nie finalizował swoich poczynań celnymi strzałami. A przecież w ostatnich trzech kolejkach Wawel strzelił rywalom aż 14 goli,
nie tracąc żadnego !.
Zbiżała się końcówka pierwszej połowy. Unia szarpie. Jedna akcja zatrzymana tuż za połową murawy. Musimy mozolnie budować kolejną akcję, cóż z tego, skoro znowu wybijają piłkę spod nóg gospodarzy, na szczęście ta trafia znów w okolice któregoś z pomocników Jaskółek. Kolejna niezbyt oszałamiająca akcja, rządzi nią przypadek i ślepy los. Przesuwamy się jednak do przodu, piłka trafia pod nogi Witka, ten ma dosyć kolejnego obalenia go na murawę, strzela i ... GOOOL !.
Złota 40 minuta, złoty gol !. Unia prowadzi 1:0.
Wynik i obraz gry już nie uległy zmianie. Nie ma więc sensu przywoływać kilku celnych strzałów - na dodatek rachitycznych. Taki mecz przechowuje się krótko w pamięci. Pozostał z niego suchy wynik, resztę pokryła mgła zapomnienia. Zespół zasłużył na brawa za zaciętość i ducha walki, a za poziom gry można wyróżnić Guzego i Nowaka. Wygrana 1:0 ponownie otwierała przed Jaskółkami spokojniejszą przyszłość !. O takich spotkaniach mówi się krótko: nieważna gra, ważne zwycięstwo !.
Kibice pocieszali się, że za tydzień do zespołu powróci Rusinek, a poza tym nikt nie odniósł kontuzji. Tej ostatniej radości nie mogli z
nami dzielić kibice Wawelu - ich zawodnik Danielowski, nie był w stanie opuścić boiska o własnych siłach.
