Religia, filozofia, światopogląd

Dział o wszystkim niezwiązanym z żużlem.
Awatar użytkownika
Estudiantes
Posty: 859
Rejestracja: 27 lip 2009, 19:33

Re: Religia, filozofia, światopogląd

Postautor: Estudiantes » 11 gru 2013, 20:21

Gratuluje koledze wyżej odnalezienia wiary i drogi życiowej. Przy okazji wpiszę się, bo wbrew Twojej historii u mnie religia i kibicowanie nie są przeciwstawne i toczą się równolegle od dziecka. ;) Masz wiele racji w tym co piszesz i dotyczy to niemałej liczby osób.

Mało dzisiaj wśród ludzi szczerości, chyba że tłumaczenie swoich słabości wśród dewiantów pod pozorem wyzwolenia. Tak to wszystko jest skonstruowane, że żyjemy w pewnej kulturze, społeczności i często udajemy, nie mamy własnego zdania, chcemy zaimponować, oszukujemy. Na tej płaszczyźnie kibicowanie nie różni się od codziennego życia w szkole, pracy, na ulicy, a wręcz odwrotnie. Jeżeli zbierze się dobra grupa, hermetyczna, to mogą liczyć na siebie. Nie jest to łatwe oczywiście. Do ruchu kibicowskiego trafiają przeróżne osoby, nie każdy musi być przekozakiem i chuliganem. Lepiej dla niego i innych, aby takiego nie udawał. Mechanizmy działające na siłę grupy, subkultury są oczywiste – ludzie szukają szacunku, wspólnoty, akceptacji, na tym się to opiera. Kibicowanie łączy pokolenia, jest wiele fajnych aspektów, jednak nie każdy się w tym odnajdzie, wiele osób odchodzi, zmienia priorytety, szczególnie w takim środowisku i realiach, jakie są w Tarnowie.

Poruszyłeś też ciekawą kwestię, że sam sport (w tym przypadku żużel) zaczął schodzić na drugi plan – i to jest prawda, wg mnie jest to wręcz normalne. Może kiedyś, przed czasami zniszczenia sportu przez komercje naprawdę się on liczył. Grali wychowankowie, grali nasi to wynik na boisku był tożsamy z lokalną dumą, a dziś wszystko jest takie proste – masz kasę masz zawodników i wynik, co tu przeżywać? Dlatego klub to my. Pojęcie miłości do klubu jest dość kontrowersyjne, bo siebie to każdy kocha. Liczy się głównie rywalizacja poza sportowa. Sportowcy są potrzebni, aby być spójnikiem dla tych ludzi, którzy się z nimi utożsamiają, a najważniejsze jest nie to w jakiej lidze się gra, tylko przeciw komu. Dla mnie sport i kibicowanie jest bardzo dobrym polem rywalizacji. Przez pryzmat piłki nożnej, gdzie rywalizuje cały świat i prowadzi się badania społeczne widać to najbardziej.


Zdaniem socjologa Norberta Eliasa, który położył kamień węgielny pod badania nad rolą piłki nożnej w społeczeństwie, jest ona formą udomowionej agresji. W 1939 r. w swej pracy "Proces cywilizacji" Elias stwierdził, że mechanizmy związane z pragnieniem agresji, w tym zabijania innych ludzi poprzez proces cywilizowania (rozwoju kultury) zostały w różny sposób skanalizowane i opanowane. Nie znikły jednak całkowicie z ludzkiej historii. Nadal wywierają wielkie piętno na ludzkim zachowaniu. Społeczeństwo potrafiło wytworzyć jednak pewne ramy, w których ta agresja może zostać rozładowana - twierdził Elias. Do tego właśnie służy sport, a przede wszystkim piłka nożna.


Wrócę jednak do sedna. Z religią nie miałem problemu, wiadomo że inaczej wierzy dziecko, inaczej człowiek dorosły, ale generalnie nie miałem momentów, żeby sobie wmówić, że Boga nie ma, religia jest niepotrzebna, bo to do niczego by mi nie służyło, tylko i wyłącznie do usprawiedliwiania swojego złego postępowania. Tu kibicowanie na pewnych płaszczyznach się ściera, ale jest we mnie od dziecka. Urodziłem się z tym. Nie wiem właściwie jak zacząłem kibicować Unii Tarnów, może akurat dlatego że żużlowcy Unii byli w moim przedszkolu, a może dlatego że w II klasie podstawówki jadąc na basen podziwiałem piękny (na ówczesne realia) stadion z napisem Unia Tarnów. W piłkę kopałem od dziecka, mieszkając w tym mieście istniały dla mnie dwa kluby Unia i ten drugi, którego nigdy nie lubiłem… Z czasem zaczęło się chodzić na żużel, czy koszykówkę, ale to piłka nożna zaszczepiła we mnie sport, a potem kibicowanie. Więc tak samo jak od dziecka uczyłem się pacierza i religii w szkole, jak od dziecka lubiłem grać w piłe i dla mnie moim klubem była Unia, tak samo od dziecka uwielbiałem rysować i malować co mi pozostało do dziś dzięki ultrasowi… Pewnie większość ludzi dochodzi do momentu refleksji i zapewne u mnie taki nadejdzie, ale myślę, że nie odetnę się od tego z czym się urodziłem. ;)
Oficjalny serwis kibiców Unii Tarnów
http://elitatarnowa.pl

Kofi
Posty: 235
Rejestracja: 22 lip 2009, 19:45
Lokalizacja: Tarnów

Re: Religia, filozofia, światopogląd

Postautor: Kofi » 12 gru 2013, 10:04

Nie miałem na celu pokazać, że kibicowanie jest czymś złym. Nie jest. Chciałem tylko pokazać, że nawet najpiekniejszą pasję można zniszczyć.
Ja uwielbiam oglądając mecze słuchać śpiewu kibiców, oprawy, które są świetnie wykonane i często ośmieszsają rywala, ale to jest super kiedy jest w tym humor i pewien dystans, niestety często tego ostatniego brakuje.
Świetnym przykładem są te hasła Widzewa na ŁKS i w drugą stronę, kiedy wprowadzono surowe kary za wypisywanie wulgaryzmów na murach (chyba tym to było spowodowane) typu
,, Widzew bije babcię różańcem w szczepionkę". O wiele bardziej kreatywne niz napisać Widzew żydzi, czy tym podobne.
Nie zarzekam się, że na stadion nie przyjdę, wręcz przeciwnie, jeśli tylko będę miał okazję napewno sie pojawię, jednak obecnie są ważniejsze sprawy.
Moje kibicowanie kończy się w takim wydaniu w jakim było do 2012 roku.
Jedno jest dla mnie pewne tam gdzie jest nienawiść nie może być niczego dobrego.
Ja zaczynam wszystko w swoim życiu budować na Bogu, różnie wychodzi, jednak wierzę i na każdym kroku sie przekonuję, że obrana droga jest słuszna.
Chwała Panu!

Awatar użytkownika
savage
Moderator
Posty: 5232
Rejestracja: 11 maja 2011, 14:16
Lokalizacja: Mościce

Re: Religia, filozofia, światopogląd

Postautor: savage » 12 gru 2013, 12:31

A w jakim sensie "spotkałeś Chrystusa" ? Nagle Cię oświeciło ? Ktoś Cię pchnął w stronę religii ?
Z twarzy podobny zupełnie do nikogo.

Kofi
Posty: 235
Rejestracja: 22 lip 2009, 19:45
Lokalizacja: Tarnów

Re: Religia, filozofia, światopogląd

Postautor: Kofi » 12 gru 2013, 15:06

Wychowywany byłem w wierze katolickiej. Jednak pod koniec szkoły podstawowej, zaczęło mi być z Bogiem nie po drodze. Normalny okres buntu, bardziej wtedy słuchałem tego co mówią mi kumple. Zaczęły się imprezy alkohol, marihuana, coraz mocniej przekonywałem sie do rzeczy, którym Kościół mówił nie. I zacząłem zatracać te wszystkie wartości, o których mówiła mi moja Mama, czy księża. A im bardziej szedłem w grzech tym bardziej oddalałem sie od Kościoła. W pewnym momencie doszło do tego, że chciałem sobie wmówić, że Boga nie ma. Bo zdawałem sobie sprawę, że jeśli Jego istnienie jest prawdą, to z takim życiem jakie prowadzę mam przerąbane.
W tym myśleniu jednak przeszkadzały mi pewne wydarzenia, wobec, których nie dało się, a przynajmniej ja nie potrafiłem przejść obojętnie. Jednym z nich była na przykład śmierć Jana Pawła II. W tamtym momencie mojego życia nie potrafiłem się obejść bez telewizora, a jak pewnie pamiętasz przez conajmniej kilka dni w telewizji nie można było znaleźć nic innego, tylko ten temat.
Gdzieś wtedy, pojawiła się myśl, że to niemożliwe żeby nic nie było dalej, że człowiek, który dokonał tak wiele, dzięki temu w co wierzył, to nie może być przypadek.
Jednak życia nie zmieniłem, bo nie czułem się na siłach.
Coraz częściej jednak miałem myśli aby wrócić do kościoła, zwłaszcza gdy łapałem jakiegoś doła. Tyle że msza wypadała w niedzielę, a to nie był najodpowiedniejszy moment, zwłaszcza kiedy w sobotę była impreza, a kto mnie zna wie jak zazwyczaj się kończyła.
W każdym razie iść do Kościoła nie pozwalał albo kac, albo stan upojenia, w który ponownie sie wprowadzałem.
W 2007 bądź pod koniec 2006 roku zorientowałem się, że jestem alkoholikiem.
Stało się to tak, że pewnej nocy obudziłem się (piłem wtedy chyba 2 dni z rzędu) i pierwsza myśl dotyczyła tego aby wyciągnąć z za łóżka butelkę piwa, którą zawsze miałem przygotowaną, jako ratunek na kaca.
Pamiętam że stała się wtedy dla mnie rzecz najgorsza z możliwych, zobaczyłem że niewiele róźnie się od mojego Taty, choć całe życie obiecywałem sobie że będę inny.(mój Tata jest alkoholikiem). Piłem dalej, z tym że czułem się coraz bardziej bezradny i coraz gorzej czułem sie fizycznie, często kiedy kładłem się spać, myślałem że już się nie obudzę. Myśl o śmierci rzadko mnie opuszczała.
Na początku 2007 poszedłem do wojska, kolejny wtedy zdawało mi się dramat.
W wojsku przez pierwszy miesiąc nie wypiłem ani kropli alkoholu. Zobaczyłem wtedy że kiedy jestem trzeźwy czuję się lepiej.
Jednak po pierwszej przepustce wszystko wróciło do stanu poprzedniego.
W wojsku przytrafiła mi się jeszcze jedna historia, która w mocny sposób, dała mi do myślenia.
Nie napiszę co się konkretnie stało, jednak tydzień przed wyjściem, upiłem sie i dowiedział sie o tym dowódca. Miałem tam bardzo dobrą opinie, zwłaszcza u mojego dowódcy, powieżył mi wiele zadań i obdarzył sporym zaufaniem. Dla mnie był dość sporym autorytetem, przez jeden głupi wybryk, to na co pracowałem przez 9 miesięcy zostało zniszczone. Oczywiście przed kumplami rżnąłem kozaka, że mam to wszystko gdzieś, bo rezerwista musi mieć gdzieś. ;)
Postanowiłem więc że spróbuję kontrolować to moje picie. Nie piłem już w pracy. Jednak nadrabiałem na wolnym.
Coraz częściej przychodziły mi myśli aby zacząć się modlić, jednak zrobienie choćby znaku krzyża było dla mnie zbyt trudne. Pamietam też taką historię, że obejrzałem raz jakiś dokument o Ryśku Riedlu i po tym przyszła mi myśl, której w żaden sposób nie mogłem się pozbyć, aby pomodlić sie o pokój jego duszy. Zrobiłem to. Był to pierwszy raz od dawna. Potem wróciłem do modlitwy rano i wieczorem, jednak było to klepanie regułek, bo tak wtedy pojmowałem modlitwę. Uznawałem tę modlitwę za totalnie bezwartościową, na końcu zawsze modliłem sie za zmarłych i w tę część modlitwy wkładałem całą swoją koncentracje i siłę. Wierzyłem w to chyba, że mogę im pomóc. Ja w swoich oczach byłem kimś, kto dla Boga nie stanowi żadnej wartości i nie jest możliwym, aby było inaczej.
Coraz mocniej taplałem się w grzechu, nienawidziłem siebie, a co za tym idzie wszystkich wokół.
Wpadłem w wiele kompleksów, miałem bardzo niskie poczucie własnej wartości, mój świat to była pornografia, alkohol, mecze, nienawiść, zazdrość, kłamstwo.
Chyba największym kompleksem dla mnie stało się to że nie mogłem znaleźć dziewczyny i może lepiej że jej nie znalazłem, ponieważ kobieta w moich oczach stała się przedmiotem, czymś do dymania nic poza tym. Nie potrafiłem spojrzeć na kobietę(oczywiście z pewnymi wyjątakami) jako na osobę.
Jesienią 2008 roku zwolniłem się z huty szkła, gdzie do tej pory pracowałem. Zacząłem staż w jednym z gimnazjów.
Moja Mama, zimą wpadła w depresję. Ogólnie zrobiło się kiepsko bo ona utrzymywała naszą rodzinę, jej dochody wynosiły pewnie z 75% tego co mieliśmy w sumie.
Był to bardzo trudny okres sprzedaliśmy wtedy kilka rzeczy aby opłacić rachunki.
W marcu moja mama została uleczona z depresji. Zaczęła mówić że to Jezus ją uzdrowił.
Pomyślałem że zwariowała, lecz nie mówiłem jej tego, słuchałem tego co mówi, choć wszystko we mnie burzyło sie na te słowa.
Ja ciągle obrzydzałem sobie Kościół, szukając tego jak źli są księża, potem była katastrofa smoleńska i patrzyłem na tych ludzi, którzy w obronie tego w co wierzą, sami temu się sprzeniewierzają i utwierdzałem się w tm że to nie dla mnie.
Jednak kiedy patrzyłem z jakim zachwytem moja Mama mówi o Jezusie coś we mnie topniało.
Nie pamietam kiedy to dokładnie było, pod koniec 2009 roku pierwszy raz od kilku lat przystąpiłem do spowiedzi, pracowałem wtedy w gimnazjum i poszedłem tam tylko dlatego że szła większość moich kolegów z pracy i pytali mnie czy idę. Sam nie wiem czemu się zgodziłem. Spotkałem tam kapłana, który wierzył w to, że moje życie nie musi tak wyglądać. To było dla mnie niesamowite. Choć słowa, które od niego usłuszałem łatwe nie były, poruszyły mnie.
Po tej spowiedzi zacząłem znowu chodzić do kościoła w niedzielę.
Jednak dalej nie potrafiłem sie wyswobodzić z tych grzechów, których już w swoim życiu nie chciałem.
W 2011 roku za mąż wyszła moja siostra, a ja dowiedziałem się, że mam być chrzestnym ojcem jej dziecka.
Pomyślałem sobie, że muszę zmienić swoje postępowanie bo nie chcę żeby ten dzieciak kiedyś patrzył na mnie z pogardą, czyli tak jak ja patrzyłem na mojego Tatę.
Chciałem sie więc wyspowiadać. Pierwszy raz zrobiłem to przed ślubem mojej siostry, jednak kiedy przystępowałem do spowiedzi już doskonale wiedziałem, że na weselu dam w palnik.
Odwlekałem ten moment bo chciałem aby za tą spowiedzią poszła na prawdę jakaś zmiana i chciałem aby nie było to przed samym chrztem aby nie była to tylko spowiedź dla kartki, ją potwierdzającej.
Nadarzyła sie okazja we wrześniu, umarła Ciotka mojej Mamy, jednak po pogrzebie była stypa, a na stypie alkohol i ludzie, którzy lubią sie napić, więc dalszych wydarzeń opisywać nie muszę.
Obudziłem sie rano i kac był najmilszą rzeczą jaka mnie w ten poranek spotkała.
Widziałem złość mamy, bo przyniosłem jej wstyd przed całą jej rodziną, wiedziałem, że to co postanowiłem sobie przed Bogiem, kolejny raz okazało się być nic nie warte, byłem wsciekły na siebie, a jeszcze bardziej na swoje picie.
Przypomniałem sobie jednak jaką dostałem pokutę, gdy sie spowiadałem.
Ksiądz kazał mi wtedy pójść do kościoła tyle razy ile opuściłem niedzielnych mszy świętych.
Postanowiłem chodzić do kościoła codziennie, jednak do spowiedzi nie przystępować do momentu, w którym nie przestanę popełniać wciąż tych samych grzechów i chodziłem tak chyba tydzień i nie popełniłem przez ten tydzień żadnego grzechu ciężkiego.Zacząłem też wtedy słuchać psalmów i muzyki chrześcijańskiej.
Wyspowiadałem się więc i od tej pory codziennie uczestniczę we Mszy świętej. Spowiadam się regularnie. Zobaczyłem jak wiele rzeczy postawiłem sobie przed Bogiem, jego spychając w niebyt.
Doświadczam jego obecności w modlitwie, w tym że moje życie się zmienia, że potrafiłem przebaczyć Tacie i widzę że jeśli się mu uwierzy wszystko nabiera sensu.
Sam moment który nazywam spotkaniem Go jest nie do opisania. Nie dorównuje temu ani upojenie alkoholem, ani żaden stan, w który mnie wprowadzały jakieś używki. Po prostu błogość i pokój jakiego nigdy wcześniej nie zaznałem.
Sorki że sie tak rozpisałem ale inaczej odpowedzieć nie potrafię.
PAX

Awatar użytkownika
noflattery
Posty: 950
Rejestracja: 03 lip 2011, 21:50

Re: Religia, filozofia, światopogląd

Postautor: noflattery » 15 gru 2013, 0:45

Bardzo szczere wyznanie. Ktos kto nie spotkal Boga i nie nawrocil sie, nie bylby w stanie tak zaryzykowac i obnazyc sie psychicznie i duchowo.
Bycie neofita to piekny okres, okres łaski, ochrony, wyostrzenia zmyslow, zmiany priorytetow, ale zycie to nie tylko wiara, to takze uzywanie rozumu, sztuka wojny, przetrwania. Ciezka praca, obserwacja swiata, rozsadne rozporzadzanie silami i owocami pracy. Jezus powiedzial by nie rzucac perel przed wieprze, a tym jest prawda powiedziana tym ktorzy na nia nie zasluguja. Jezus powiedzial takze bysmy byli niewinni jak golebie i sprytni jak weze. Jezus nakazuje inwestowac talentami, ktore zainwestowal w swoje dzieci, balans miedzy swiatem duchowym, a materialnym jest wazny bo nie kazdy odnajdzie sie w surowym monastycznym zyciu.

Po okresie ochronnym bedziesz na celowniku ciemnosci, zacznie sie wielkie testowanie, uwazaj na siebie. Szatan manifestuje sie jako aniol swiatlosci, wobec tego trzeba bardzo uwazac, innym zagrozeniem jest myslenie magiczne, eskapizm, acedia, zbyt mocna asceza nieadekwatna do sil. Jezus mowil by kalkulowac koszty zanim sie zacznie budowle wiezy by nie zostac wysmianym, to sa wazne elementy.

Bycie neofita to okres niemowlecy, w ktorym mozna popelnic wiele bledow, a waznym jest by znalezc ochrone, pokarm musi byc dostosowany, opieka konieczna, co jest trudne gdyz aktualne chrzescijanstwo nie ma wiele wspolnego z tym purystycznym z pierwszego wieku, latwo wpasc w pseudoopieke,pseudopokarmy, bo niemowlak z braku doswiadczenia na polu duchowym, bladzi jak we mgle.

Szerokiej drogi : ). Oby cie Bog nigdy nie zawiodl, aczkolwiek pamietaj, ze Stary Testament jest pelen krwi za aprobata lub poleceniem Boga i nowe przymierze tej cechy Boga nie wyeliminowalo, a jedynie zlagodzilo.

Awatar użytkownika
savage
Moderator
Posty: 5232
Rejestracja: 11 maja 2011, 14:16
Lokalizacja: Mościce

Re: Religia, filozofia, światopogląd

Postautor: savage » 15 gru 2013, 14:47

Czy to szczere wyznanie i obnażenie się na forum publicznym, to element nawrócenia, czy własna inicjatywa ?


Pzdr
Z twarzy podobny zupełnie do nikogo.

Kofi
Posty: 235
Rejestracja: 22 lip 2009, 19:45
Lokalizacja: Tarnów

Re: Religia, filozofia, światopogląd

Postautor: Kofi » 15 gru 2013, 17:34

Wszystko co robię, staram się konfrontować z moim sumieniem.
Zajrzałem na to forum dzień przed tym jak napisałem to wszystko. Zobaczyłem informację o śmierci Małego 1965, tak jak dla wielu tu piszących było to dla mnie zaskoczeniem. Nie znałem go osobiście, jednak jego posty sprawiały że postrzegałem go jako bardzo silną osobowość. Człowieka pełnego życia. Choć w kilku kwestiach różniliśmy się.
Następnego dnia na Youtube obejrzałem konferencję o. Pawła Gużyńskiego OP, który pokazywał w niej praktykę modlitwy serca. Nie bedę wyjaśniał tutaj na czym to polega, ktoś chce może w necie znaleźć. W tarkcie tej modlitwy przyszła mi myśl, że powinienem pozamykać wszystkie te sprawy, które są niedokończone. Za taką uznałem moje zniknięcie ze stadionu w niewyjaśnionych przeze mnie okolicznościach. (Wielu znało powód wcześniej, jednak nie z mojego przekazu).
Kiedy miałem się za to zabrać, zaczęły mi przychodzić do głowy myśli, że to nie ma sensu, że i tak nikt tego nie zrozumie, że zostanę wyśmiany, co tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że to co chcę zrobić jest słuszne.
Sprawa śmierci Małego wniosła do tego wszystkiego to, że zobaczyłem że to co się tutaj pisze, nie przechodzi obojętnie, to jaką zajmuje się postawę, ma wpływ i jeśli na przykład moje życie skończy się dziś, to po mnie tutaj w tym środowisku zostanie to co robiłem wcześniej, a tego nie chcę. ponieważ dzisiaj jestem innym człowiekiem i innymi wartościami w życiu się kieruje.

Noflattery. Dzięki za wskazówki, postaram sie zapamiętać.

jaskola
PROSTACY'05
Posty: 99
Rejestracja: 23 lip 2009, 11:05
Lokalizacja: Tarnów

Re: Religia, filozofia, światopogląd

Postautor: jaskola » 25 mar 2014, 19:39

O bracie, po przeczytaniu tego wszystkiego stwierdzam że należą Ci się spore słowa uznania i po baaardzo długiej nieobecności mojej osoby na tym forum też postanowiłem napisać kilka słów, jednak tylko jako komentarz do Twoich.
Po tym jak nie pokazywałeś się na meczach zapytałem o Ciebie odpowiedziano mi że zwariowałeś, położyłeś się spać i wstałeś oświecony i pełny wiary w Pana. Biegasz po mieście z różańcem w kieszeni i ogólnie już nie jesteś Kofim. Nie powiem, ale też stwierdziłem że oszalałeś.
Ostatnio na imprezie będąc ktoś powiedział mi o Twoich postach, postanowiłem że w wolnej chwili zaloguje się i przeczytam co też słowem spłodziłeś.
Po przeczytaniu tych Twoich postów, widzę że w swoim szaleństwie masz metodę, a tym samym nie jest to już w moim odczuciu szaleństwo sensu stricto. Nie powiem zmieniłem też sposób odbierania całej tej sytuacji którą znałem tylko z opowiadań.
Nie wiem jak zakończyć więc zakończę tak jak zwykle
pozdro !

Awatar użytkownika
Estudiantes
Posty: 859
Rejestracja: 27 lip 2009, 19:33

Religia, filozofia, światopogląd

Postautor: Estudiantes » 07 kwie 2016, 23:00

Tak przy okazji przemian duchowych - pewna nowenna pompejańska, z opisów ludzkich dla osób w trudnych życiowych momentach

http://pompejanska.rosemaria.pl/

Trafiłem całkiem przypadkiem, jedna z najbardziej ekstremalnych o jakich słyszałem. :)
Oficjalny serwis kibiców Unii Tarnów

http://elitatarnowa.pl


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości